Legendarna postać włoskiej sceny modowej, Valentino Garavani, szczycący się długą listą celebrytek wśród swoich klientów, odszedł w wieku 93 lat. Przypominamy jego najbardziej kultowe momenty.
Swoim własnym, charakterystycznym kolorem może pochwalić się niewielu projektantów. Dom mody Valentino kojarzy się aż z dwoma – czerwonym, związanym ściśle właśnie z Garavanim i głębokim różem, wprowadzonym do marki przez Pierpaola Picciolego. Do tego suknie, nie tylko dla największych gwiazd na gale, ale też na ślubny kobierzec. Czy potrzeba więcej powodów, by branża modowa nigdy nie zapomniała Valentino Garavaniego?
Upamiętniając wielkiego projektanta przypominamy nie tylko jego wielki talent, ale też kilka popkulturowych momentów.
Mało co tak krzyczy Valentino, jak charakterystyczna czerwona sukienka. Zainspirowana przypadkowo zauważoną w barcelońskiej operze kobietą, pojawiła się już na pierwszym pokazie projektanta w 1959 roku w postaci sukienki o nazwie „Fiesta”. Od tego czasu suknia w tym kolorze stała się podpisem, w mocnym stylu kończącym niejeden wybieg.
„Po czerni i bieli nie było już koloru doskonalszego i bardziej wyrafinowanego od czerwieni”, mawiał projektant, tłumacząc swój wybór kolorystyczny.
Mimo to zdarzały się sezony, w których czerwień w ogóle się nie pojawiała, ani w sukni finałowej, ani nawet jako akcent. Valentino nie był zakładnikiem własnego symbolu – gdy czerwona suknia się pojawiała, publiczność wiedziała, że to moment kulminacyjny, a nie obowiązkowy podpis. Jej siła brała się między innymi z nieobecności w innych pokazach.
