Nie ma tam turystów, McDonald zbankrutował. Włoski region szczyci się lokalnością

Autor: KB
04-12-20222 min czytania
Nie ma tam turystów, McDonald zbankrutował. Włoski region szczyci się lokalnością
fot. tongeron91, źr. Flickr.com
Toskania, Rzym, Apulia, Neapol, Sycylia. Sporo jest miejsc we Włoszech, które przyciągają. Nic dziwnego: kultura, temperatura, architektura, ludzie – bajka. Są jednak również miejsca, gdzie nie uświadczymy milionów turystów i stoisk z pamiątkami, a lokalna społeczność z dumą powtarza: „Gdy Ascoli było już miastem, Rzym był jeszcze pastwiskiem”.
Marche to region położony na wysokości Toskanii, lecz w przeciwieństwie do niej nie jest obleganą turystycznie destynacją. Prawdopodobnie dlatego, że znajduje się po drugiej stronie pasma Apenin, które w Marche zjawiskowo schodzą prawie do samego morza. Mało kto, będąc na wakacjach w Toskanii, pokusiłby się o przeprawę przez góry. Niemal na każdym wzgórzu można dostrzec zamek lub średniowieczny klasztor, co akurat jest dość często spotykanym widokiem we Włoszech, ale tutaj towarzyszy człowiekowi co krok. Świadectwo współczesności stanowią słupy z przewodami wysokiego napięcia i pojedyncze paski asfaltu prowadzące do miast. Regionalna metropolia to Ascoli Piceno (50 tys. mieszkańców), morze jest przyjemnie ciepłe od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni, zaś całą zimę można spędzić, jeżdżąc na nartach. Nie ma zbyt wielu takich miejsc w Europie.

Odgrodzeni od świata

Mieszkańcy Marche traktują Apeniny jako swoistą zaporę przed współczesnym światem. Ściana mierząca gdzieniegdzie 2,5 tys. metrów odcina społeczność chociażby od stosunkowo niedalekiego Rzymu, którego mieszkańców uważa się tam za prostaków.
Nasze małe Montedinove, tak jak większość okolicznych wzgórz, było miasteczkiem już 3 tys. lat temu. Słyszeliście może: »Quando Ascoli era Ascoli, Roma era pascoli…?« [„Gdy Ascoli było już miastem, Rzym był jeszcze pastwiskiem” – przyp. Red.] Na naszych terenach mieszkał starożytny lud Picenów, będący na dużo wyższym poziomie rozwoju niż ci barbarzyńcy z Rzymu, którzy – niestety – zawojowali świat wyznał lokalny społecznik dziennikarzowi „National Geographic”.

Polityka „zero kilometrów”

Lokalna społeczność wyznaje zasadę „zero kilometrów”. Oznacza to ni mniej, ni więcej czerpanie ze źródeł znajdujących się w granicach regionu. Regionalne oliwki, sery, wina, owoce morza, mięso, gnocchi nadziewane szałwią rosnącą „na podwórku”. Zbankrutował nawet McDonald, bo nikogo nie interesował fast food, łącznie z dziećmi.
Chcesz spaghetti bolognese? Jedź na północ Włoch. Na carbonarę zapraszam do Rzymu, a pizzę proponuję w Neapolu.Tu jest Marche. My nie jadamy cudzoziemskich dań. Obowiązuje zasada »zero kilometrów« dodał mieszkaniec Marche.
FacebookInstagramTikTokX