Niektóre kraje, np. Włochy i Hiszpania, zupełnie zakazały obywatelom wychodzić z domów – wyjść można tylko w sytuacjach awaryjnych albo po niezbędne zakupy. W innych państwach, takich jak Wielka Brytania lub Polska, zamknięto szkoły, muzea, kina i teatry, a rząd zachęca, żeby zostawać w domu, unikać dużych skupisk ludzi i w miarę możliwości pracować przez internet. Ale internet jest też jednym z niewielu źródeł rozrywki, która pozostała znudzonym obywatelom. Nic więc dziwnego, że najpopularniejsze platformy streamingowe stanowią całkiem spore obciążenie.
W odpowiedzi na niecodzienną sytuację i apel Komisji Europejskiej Netflix obniży jakość filmów i seriali w streamingu,. Doprowadzi to do zmniejszenia zużycia danych o 25 proc. Gigant streamingowy zapewnia jednak, że widzowie w większości nawet tego nie odczują – jakość obrazu pozostanie na tym samym poziomie.
Komisja Europejska zauważa, że nadmierny transfer danych, który spowodowany jest streamingiem materiałów rozrywkowych (np. oglądaniem filmów), wiąże się z ryzykiem obciążenia infrastruktury internetowej. Nie byłoby w tym nic złego, ale przy obecnym kryzysie potrzebujemy sprawnie działającej infrastruktury internetowe do nauki i pracy online – polega na niej też służba zdrowotna.
Thierry Breton zaznaczył wcześniej, że ludzie powinni „przejść na standardową rozdzielczość, jeśli tylko HD nie jest konieczna”. Nic zresztą dziwnego – godzina wideo w standardowej rozdzielczości zużywa około 1 GB danych, w tym samym czasie HD może zużywać do trzech razy więcej.
Netflix zareagował wyjątkowo szybko – zaledwie kilka godzin po rozmowie telefonicznej między Bretonem a Reedem Hastingsem, dyrektorem naczelnym Netfliksa, przyjęto nowy plan streamingowy. Nie wiadomo jeszcze, czy podobne rozwiązania zostaną też zaimplementowane w innych miejscach na świecie, np. W Stanach Zjednoczonych.
Jak podaje agencja Reuters, kolejną firmą, która zaakceptowała plan Komisji Europejskiej jest YouTube. Jakość wideo spadnie, a wszystkie filmy publikowane na platformie będą domyślnie wyświetlane w standardowej jakości standard definition, a nie w HD. Taką decyzję podjęto po spotkaniu Bretona z szefową firmy Susan Wojcicki oraz dyrektorem zarządzającym spółki Alphabet (właściciela YouTube), Sundarem Pichaiem.