Trzeci sezon historii brytyjskiej rodziny królewskiej był równie mocno wyczekiwany, co rodzący obawy. Claire Foy w roli królowej Elżbiety II i Matt Smith wcielający się w księcia Filipa w dwóch pierwszych sezonach postawili poprzeczkę bardzo wysoko, a wieść o wymianie głównych bohaterów kolejno na Olivię Colman i Tobiasa Menziesa oraz obsadzenie Heleny Bonham Carter w roli księżniczki Małgorzaty z jednej strony przyprawiało o dreszczyk emocji, z drugiej jednak nie raz mieliśmy do czynienia ze stratami po wymianie obsady. Na szczęście w tym przypadku nowa ekipa nie zawiodła, a lepsze nie okazało się wrogiem dobrego. Postaci w naturalny sposób ewoluowały, weszły w okres wieku średniego, zachowując atuty znane z dwóch pierwszych serii, czego dowodem jest chociażby konsekwentnie pielęgnowana przemądrzałość Filipa oraz zmaganie się z życiem w cieniu żony, a także na co dzień skrywane poczucie humoru królowej (sama siebie nazywa „starą flądrą”) i walka z powagą własnej osobowości, niezbędnej ze względu na status. Zwłaszcza gdy tuż pod nosem Elżbiety księżniczka Małgorzata korzysta z życia w najlepsze, a Bonham Carter wykonała w tej kwestii kawał dobrej roboty (jak zawsze zresztą). Jest niestabilna emocjonalnie, rozhisteryzowana, podobnie jak Filip nie widzi dla siebie miejsca w królewskich pałacach, lecz przy tym jest prawdziwa, szczera i spontaniczna, można nawet powiedzieć, że swoim zachowaniem wiele ryzykuje, czego skostniała tradycja królewska nie akceptuje. To wszystko pokazuje, jak złożonym tworem jest monarchia, a trzeci sezon bynajmniej nie ukazuje jej życia, patrząc przez różowe okulary. Zdecydowanie spodoba się również tym, którzy uważają, że obrządki i pryncypia królewskie nie wpisują się we współczesność. [KB]