Najbardziej znienawidzeni artyści świata. Jeden z nich wyrzeźbił wielką kupę

Autor: Redakcja
16-11-20176 min czytania
Najbardziej znienawidzeni artyści świata. Jeden z nich wyrzeźbił wielką kupę
„Na miłość boską”, Damien Hirst
Inny wystawił truchło ryby
Najbardziej znienawidzeni artyści, których kocha cały świat. Wiele ich dzieli, ale łączy absolutny talent do rozpalania opinii publicznej.
tekst: Aleksander Hudzik
Place Vendôme, jedno z najpiękniejszych miejsc Paryża. Na samym środku stoi kolumna ku czci największego francuskiego bohatera – Napoleona. Na jednym z okolicznych domów widnieje tabliczka poświęcona pamięci Chopina. W 2014 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, może nieco przedwcześnie, vis-à-vis tych nobliwych miejsc pojawiła się dość abstrakcyjna choinka. Zielona, w kształcie lekko obłego stożka, pozbawiona ozdób. Wszystko zdawało się być w jako takiej normie do momentu, gdy ktoś krzyknął: „Król jest nagi”, czy raczej: „Choinka nie jest choinką, a wielkim korkiem analnym”. Autorem pracy jest nikt inny, jak Paul McCarthy – twórca największego artystycznego gówna, dosłownie. Tymczasem publiczność – zwłaszcza ta konserwatywna – podniosła larum. Choinka zniknęła jeszcze przed świętami, a McCarthy niczym zielony potworek Grinch obwieścił, że „świąt nie będzie”. Ani świętego spokoju, bo postawienie „Drzewa” to nie pierwszy i najpewniej nie ostatni raz, kiedy McCarthy zaburzył porządek świata. Jak zawsze przy akompaniamencie wielkich prac w przestrzeni publicznej, przypominających największe obrzydlistwa i rzeczy, których nikt nie chciałby zobaczyć.
Jeff Koons, „Michael Jackson and Bubbles”, fot. Hakon H, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Michael_Jackson_and_Bubbles_(porcelain_sculpture).jpg
Na wielkie wody Koons wypłynął w latach 80., generując przy tym ogromny medialny szum, skandal i zgorszenie zarówno z lewej, jak i z prawej strony. Stworzył bowiem wówczas swój pierwszy głośny cykl, zatytułowany „Banality series”, i tym samym postanowił zostać propagatorem banału o możliwie najgorszym wpływie na przyszłe generacje. Choć tak naprawdę pod płaszczem infantylnej sztuki obśmiewa rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Największą popularność z całej serii „Banałów” zdobyła praca „Michael Jackson and Bubbles”, prezentująca muzyka wraz z jego ukochanym zwierzątkiem – szympansem Bubbles. Obaj biali, obaj lśniący i ociekający złotem. Rasistowski żart? Tak. Jackson stale padał ofiarą podobnych dowcipów, a Koons skarykaturował tę niesprawiedliwość. Publiczność jeszcze bardziej się wkurzyła, gdy twórca wyznał, że komponując rzeźbę, myślał o „Piecie” Michała Anioła, co podsumował stwierdzeniem, że Królowi Popu należy się boska cześć.
Jeff Koons „Balloon Dog Yellow”źródło
Jeff Koons to przede wszystkim szef wielkiej korporacji o nazwie Koons, która na swoim koncie ma między innymi stworzenie kolekcji toreb dla Louis Vuitton czy deski snowboardowej „The Philosopher” dla marki Burton. Dakis Joannou, cypryjsko-grecki biznesmen i kolekcjoner, pływa jachtem „Guilty” zaprojektowanym przez artystę, zaś Lady Gaga, chcąc zmienić swój dotychczasowy wizerunek na nieco bardziej artystyczny, w 2013 roku złapała za telefon, by prosić Koonsa o zaprojektowanie okładki do jej nowej płyty. Koons się zgodził – stworzył dla niej wielką niebieską kulę. I pomyśleć, że artysta zaczynał od trzech piłek wsadzonych do akwarium.
Obraz z pokoju córki Beckhama
Akwarium w swojej pracy wykorzystał także inny skandalista lat 90., czyli Damien Hirst, wsadzając do niego zdechłą rybę. Podczas pobytu w Australii artysta kupił truchło rekina za sześć tysięcy funtów, do tego akwarium i formalinę za kolejne czterdzieści tysięcy, by po dziesięciu latach sprzedać bliźniaczo podobną pracę za blisko dziesięć milionów funtów. Wcześniej, w 1995 roku, zgarnął za nią najważniejszą w świecie sztuki nagrodę Turnera. Wiele mówiący tytuł dzieła – „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej” – na długie lata pozostał ateistycznym wyznaniem wiary artysty. Jednak zamiast na egzystencjalnych przemyśleniach z samych początków kariery, Hirst wolał koncentrować się na tym, jak dużą wartość mogą osiągać jego dzieła. Skoro wydane w Australii sześć tysięcy funtów w ciągu kilkunastu lat tak znacząco się pomnożyło, to ile można zarobić na pracy, której wartością będą już same jej elementy, na przykład drogocenne kamienie? Ta myśl doprowadziła Hirsta do jednej z najbardziej cynicznych realizacji, jakie widział świat sztuki. W 2007 roku w londyńskiej galerii White Cube zaprezentował bowiem ludzką czaszkę wypchaną diamentami. Ponoć gdy na kilka dni przed wernisażem pokazał pracę swojej matce, ta z niedowierzaniem krzyknęła: „Na miłość boską!”. I tak też Hirst zatytułował pracę, którą kilka miesięcy później sam kupił za pięćdziesiąt milionów funtów.
Damien Hirst „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej”, PinchukArtCentre, Kiev, Ukraine, źródło https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Shark84.JPG
Niezmienną ambicją Hirsta jest bycie jeszcze bogatszym i jeszcze popularniejszym, zaś sztuka to świetna maszynka, w której mielą się oba te pragnienia. W 2012 roku znamienity kolekcjoner, Larry Gagosian, zorganizował symultaniczną wystawę trzystu kropkowanych obrazów Hirsta w jedenastu filiach swojej galerii Gagosian. Artysta od jakiegoś czasu wciąż maluje kropki, motylki albo muchy. Kilka z wyżej wymienionych obrazów trafiło do sypialni ukochanej córki Davida Beckhama, Harper, która prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że sympatyczne motylki to dzieło artysty będącego nie mniejszym graczem w branży sztuki niż jej ojciec na stadionach piłkarskich. Spośród kilkuset obrazów kilka trafiło nad łóżko basisty zespołu Red Hot Chili Peppers – Flea. I tu historia kończy się podobnie jak w przypadku Jeffa Koonsa, bowiem mucha siedząca na pigułce to projekt okładki Hirsta do przedostatniej płyty RHCP „I’m with You”.
Damien Hirst, fot. Andrew Russet, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Damien_Hirst_(6712600369).jpg
Złośliwość rzeczy żywych
O występie Daniela Olbrychskiego z szabelką w galerii Zachęta prawdopodobnie przeczytamy kiedyś w podręcznikach, podobnie jak o jego najlepszych rolach w „Ziemi Obiecanej” czy Hoffmanowskiej Trylogii. 17 listopada 2000 roku Olbrychski – nie wiadomo, czy z własnej szafy, czy z rekwizytorium – wyciągnął szabelkę, którą następnie pociął obraz przedstawiający go w stroju niemieckiego wojskowego z czasów II wojny światowej, tłukąc przy okazji wizerunek swojego kolegi Jean-Paula Belmondo. Praca była zatytułowana „Naziści”, a winnym całego zamieszania Piotr Uklański. To artysta, który jak żaden inny polski twórca potrafi zagrać na najbardziej złośliwej strunie, punktując nasze narodowe kompleksy i przywary, a przy tym robić z tego własny użytek. Uklański od lat mieszka w Nowym Jorku i to tam sprzedaje światu opowieść o polskich emigrantach rozkochanych w „Solidarności” i Papieżu. Już sam jego wizerunek może złościć – tlenione włosy, „krótko z przodu, długo z tyłu”, koszula z dużym kołnierzem, szerokie klapy marynarki. Styl prawdziwego polskiego emigranta, który lepszego jutra postanowił szukać po drugiej stronie Atlantyku, zapominając, że lata 80. już minęły.
Poza „Nazistami” Uklański ma na koncie kilka innych obrazoburczych prac. Wystarczy wspomnieć realizację „Bez tytułu. Dirty Sanchez” z 2003 roku, czyli dziurę w ścianie, wokół której artysta flamastrem dorysował pokraczną twarz Latynosa. Ta praca nie spowodowała wielkich konsekwencji, ale za to „Naziści” doprowadzili do usunięcia Andy Rottenberg z posady dyrektorki Zachęty. Po kilku latach cykl zdjęć – z Olbrychskim w roli głównej – sprzedano za czterysta osiemdziesiąt jeden tysięcy funtów. Aby zapoznać się z twórczością Uklańskiego, można odwiedzić trwający do października festiwal documenta 14 w Kassel. Z tym że w niewielkim niemieckim miasteczku artysta postanowił pokazać prawdziwych, nie filmowych nazistów. Póki co nie pojawił się jeszcze żaden wojak z szabelką, chcący ukarać Uklańskiego za wszystkie grzechy, których – jak można się domyślać – artysta nie żałuje.
FacebookInstagramTikTokX