Menu
K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
K MAG Logo
FacebookInstagramTikTokX
  • K MAG Logo
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Ludzie
  • Sklep
  • Search
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
K MAGKup nowy numer
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Fundacja K MAG
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Moda
|
Ludzie

Marta Dyks: "Większość z nas chce tego samego, niezależnie od narodowości, rasy czy wyznania"

Autor: admin
22-09-2017 • 12 min czytania
Marta Dyks: "Większość z nas chce tego samego, niezależnie od narodowości, rasy czy wyznania"
Marta Dyks: "Większość z nas chce tego samego, niezależnie od narodowości, rasy czy wyznania"
foto Mateusz Stankiewicz
Pewnie kroczy po wybiegach największych domów mody, a przy tym twardo stąpa po ziemi i kiedy trzeba, interweniuje. Specjalnie dla nas Marta Dyks razem z utalentowanym artystą wizualnymIvo Nikiciem stworzyli zaangażowany projekt na styku mody i sztuki. Bunt niejedno ma oblicze. Może również przybrać formę jawnie piękną, a zarazem artystyczną. Modelka jako obiekt i część dzieła sztuki, a zarazem jego kreatorka i podmiotowy głos w słusznej sprawie. Eksplorowanie ciała, płci i podważanie stereotypów. A wszystko to w obiektywieMateusza Stankiewicza.
Gdyby spojrzeć na twoje życie z boku, mogłoby się wydawać, że jesteś postacią trochę jak z bajki, a trochę jak z powieści pozytywistycznej. Z jednej strony kolorowy świat wybiegów, imprezy i egzotyczne wyprawy, z drugiej – intensywna praca i zaangażowanie społeczne, właściwie niespotykane w twojej branży.
Nie zaprzeczę, to bardzo celne spostrzeżenie. Nie narzekam na swoje życie, choć ciężko pracuję i miewam momenty, kiedy jestem skrajnie wyczerpana i mam wszystkiego dość. Pomaga mi optymistyczne usposobienie i to, że zawsze spadam na cztery łapy, nawet w obliczu dużych problemów. Cały czas szukam złotego środka, staram się balansować między pracą, zaangażowaniem a odpoczynkiem. Miewam okresy, kiedy łapię się wszystkiego i nie wiem, jak się wygrzebać z obowiązków i projektów. Wtedy ratuję się tym, co mnie relaksuje – podróżami, jogą, medytacją. Nieskromnie przyznam, że zapracowałam na to, by przeżywać momenty niczym z bajki. Ale gdy pławię się w przyjemnościach i urokach życia, zaraz nachodzą mnie natarczywe myśli, że trwonię czas, że mogłabym go lepiej spożytkować. Na czymś mniej przyjemnym, ale za to potrzebnym i wartościowym.
Nieustanny głód poznawania i próbowania?
Uwielbiam próbować swoich sił. Nigdy nie czuję strachu przed nowymi wyzwaniami, co mnie nieraz wpędza w kłopoty. Ten głód i świadomość, że jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia i odkrycia, powodują, że mam mętlik w głowie. To tak jak z książkami – lista pozycji do przeczytania rośnie, a ja wciąż kupuję nowe. Aż przychodzi moment, w którym mówię sobie, że nie jestem w stanie spróbować i zrobić wszystkiego, być wszędzie, po czym znowu myślę: „A czemu nie? Co stoi na przeszkodzie?”. I tak w kółko.
Masz poczucie misji? Nie musisz tego robić, a angażujesz się w różne inicjatywy.
Mam w sobie bardzo dużo empatii. Wręcz jestem nadwrażliwa, czasami za bardzo przejmuję się pewnymi sprawami. Wiele rzeczy mnie smuci. Natomiast gdy smutek narasta, a widzę, że z daną sprawą można coś zrobić, ale nie robi się nic, to pojawia się wkurw. Wówczas interweniuję. Zawsze miałam w sobie potrzebę pomagania potrzebującym. Nie wypierałam tego, że są dookoła ludzie biedni, chorzy lub niezaradni życiowo. Pomagać można na różne sposoby. Na przykład po świętach Bożego Narodzenia czy Wielkanocy organizowane są akcje zbierania żywności dla potrzebujących. To, ile jedzenia codziennie się marnuje w Europie, jest przerażające. Spokojnie można by nim wyżywić całą Afrykę.
Powinniśmy sobie uświadomić, że mamy wpływ na rzeczywistość, że ciąży na nas odpowiedzialność.
Większość z nas chce tego samego, niezależnie od narodowości, rasy czy wyznania. Chcemy być bezpieczni, chcemy świata bez wojen i głodu. To może brzmi infantylnie, niczym wypowiedź kandydatki w wyborach miss, ale ostatecznie właśnie to nas jednoczy. Oczywiście są jednostki nawołujące do agresji, wojen, nienawiści – ale to margines. One głośniej krzyczą, dlatego ciągle je słyszymy. Czynienie świata lepszym można zacząć od witania się z sąsiadami na klatce schodowej. Takie otwarcie się poprawia atmosferę i powoduje, że następnym razem oprócz powiedzenia „dzień dobry” będziemy mogli pomóc innym lub oni nam pomogą. Bądźmy dla siebie ludzcy i życzliwi. To nie kosztuje wiele, to zwykłe otwarcie się na drugiego człowieka. Wiele osób krzyczy o patriotyzmie, a niestety po swoim psie nie posprząta, sąsiadowi nie pomoże. Patriotyzm to nie wielkie hasła, ale codzienność.
Nie masz wrażenia, że twoja działalność społeczna to trochę orka na ugorze?
Nie do końca wierzę w radykalną zmianę światopoglądu. Ludzie konserwatywni byli już wcześniej, tylko teraz poczuli się odważniejsi. Kiedy nawoływanie do nienawiści płynie z ust tych, którzy powinni dawać przykład, to jest jak zachęta i przyzwolenie. Nikt dzisiaj nie czuje wstydu, wykrzykując nacjonalistyczne, rasistowskie czy homofobiczne hasła. Ale też nie mamy prawa oczekiwać, że wszyscy zaczną myśleć tak jak my. Niedawno zaniepokoiło mnie, że ludzie o poglądach podobnych do moich, liberalni i otwarci, zaczynają odpowiadać taką samą agresją i radykalizmem co strona przeciwna. To mi się nie podoba. Chcemy możliwości wyboru, jesteśmy tolerancyjni, dlaczego więc nie tolerujemy poglądów drugiej strony? Oczywiście nie mylmy też tolerowania poglądów z przyzwoleniem na agresję i nienawiść.
Druga strona nie zamierza tolerować osób myślących liberalnie. Stąd radykalna odpowiedź.
Jeśli chcemy kogoś przekonać do swoich racji, nie zrobimy tego agresją, tylko miękkimi środkami. Odbyłam wiele rozmów ze znajomymi i obcymi ludźmi o odmiennych poglądach. Dzięki temu, że te rozmowy przebiegały spokojnie i rzeczowo, potrafiliśmy znaleźć wspólną płaszczyznę, dowiedzieliśmy się czegoś od siebie nawzajem. Okazywało się nawet, że na wiele rzeczy patrzymy podobnie. Jesteśmy różni, mamy inne upodobania, ale powinniśmy się szanować.
Do niedawna wydawało się, że Polska się liberalizuje światopoglądowo.
Cały czas wierzę, że osób o liberalnym światopoglądzie jest więcej. Paradoksalnie zwycięstwo partii konserwatywnej jest tego efektem, bowiem wielu z tych osób było dobrze i po prostu nie poszły do urn. Kiedy jest ci dobrze, nie masz ochoty niczego zmieniać. Dopiero teraz w grupie liberalnej ludzie się obudzili i zainteresowali tym, co się dzieje wokół. Zauważyli, że niechodzenie na wybory wiąże się z konsekwencjami.
Z tym że na razie nie widać siły, która mogłaby odsunąć od władzy rządzącą partię.
Dlatego dużą wiarę pokładam w oddolnych grupach i ruchach. Wybieramy polityków, ale powinniśmy ich kontrolować i głośno domagać się od nich rozwiązania istotnych dla nas problemów. To my, społeczeństwo, jesteśmy siłą, która może zmienić wszystko!
I okazało się, żeMarsz Godnościi Czarny Protest odwiodły polityków od zmian.
To dowód na to, że można, że warto. Trzeba się tylko chociaż minimalnie zainteresować. Przez pewien okres polityka była mi bardzo bliska. Aż musiałam zrobić sobie od niej detoks, bo zjadałam wszystko, co słyszałam, i zaczęłam tym rzygać. Zbyt wielką wagę przykładamy do słów polityków, którzy często mówią rzeczy tylko po to, by zabłysnąć, odegrać swoją rolę w teatrzyku. Teraz staram się żyć tym, co jest godne uwagi, bo nie mam siły się rozdrabniać i nakręcać.
Część osób zaangażowanych w ruchy feministyczne zżyma się na to, że domy modowe i firmy odzieżowe zbijają pieniądze na pop-feminizmie. W prawie każdej sieciówce znajdziemy koszulkę z hasłem w rodzaju „girl power”, choć wiadomo, że koszulka nie rozwiąże prawdziwych problemów kobiet – nierówności płac, seksizmu czy przemocy domowej.
W kwestii feminizmu, jak w każdej, staram się nie popadać w skrajność. Nie podoba mi się feminizm dogmatyczny, który wytworzył w ludziach wrażenie, że feministki to agresywne abnegatki nienawidzące mężczyzn. Ludzie niezaangażowani słyszą jedynie o skrajnych przypadkach, takich jak Anna Zawadzka, która okrzykami zakłócała mszę. Co do koszulek – pojawia się zgrzyt. Świat mody ma bardzo dużą siłę przebicia i dysponuje ogromnymi środkami. Pytanie, dlaczego wcześniej nie zaangażował się w kwestie kobiece, tylko wykorzystuje bieżący trend społeczny do zarobienia pieniędzy? Teraz sięganie po takie hasła jest łatwe i bezpieczne, bo wiadomo, że się na tym zarobi ze względu na panujące nastroje społeczne. Z drugiej strony, ma to swoje plusy, ponieważ wszelkie zmiany zaczynają się w głowie. Dziewczyna nieangażująca się w żaden inny sposób niż noszenie takiej koszulki poczuje się silniejsza, zmieni się nieco jej myślenie, a do tego pokaże innym, że jest dumna ze swojej kobiecości. Być może dzięki temu wyrośnie nam pokolenie bardziej uświadomione feministycznie.
Od niedawna wpływ feminizmu widzimy też w popularnym kinie – w ostatniej części „Gwiezdnych Wojen” mamy silną główną bohaterkę, podobnie w„Pięknej i Bestii”z Emmą Watson. To, że grupa intelektualistów na łamach niszowych pism przekonuje przekonanych, niewiele zmienia. To popkultura ma największą siłę oddziaływania.
W bajkach wreszcie pojawiają się postaci kobiece, które nie są księżniczkami, tylko kobietami z krwi i kości, normalnymi dziewczynami lub superbohaterkami. Mają słabości i wady, ale dopinają swego. Nie chcę powiedzieć, że cel uświęca środki, ale warto podnosić kwestie feministyczne w każdym miejscu. Gdy w sprawie marszów kobiet poprosił mnie o wypowiedź portal plotkarski, w pierwszym odruchu odmówiłam. Pomyślałam, że nie będę wchodziła w ten świat, bo feminizm to nie temat na ploty. Po pewnym czasie zmieniłam zdanie. Jeśli moim celem jest zmiana świadomości społecznej i dotarcie do jak największej liczby osób, powinnam to zrobić. Prawda jest taka, że większość dziewczyn zagląda na takie serwisy. Nie należy się zamykać, trzeba multiplikować liczbę kanałów przekazu.
Jaki jest twój stosunek do tak zwanego selfie feminizmu – widocznego w mediach społecznościowych trendu do pokazywania przez dziewczyny ciała, smutku, pełnego odkrywania się?
Jeśli dziewczynie jest z tym dobrze i pomaga jej to czuć się silniejszą, pewniejszą siebie, przełamać lęki, to czemu nie? Ja bym tego nie zrobiła, ale nie będę krytykować. Tak jak z operacjami plastycznymi – póki co nie planuję w żaden sposób chirurgicznie zmieniać swojego ciała, ale rozumiem osoby, które to robią. Każdy ma prawo do swojego ciała i może robić z nim, co chce. Czym innym jest pokazywanie genitaliów na Instagramie, to nie miejsce na porno.
Podobno nie chcesz walczyć ze stereotypami, chociaż sama je przełamujesz.
Nie wtykam nikomu swoich poglądów na siłę, nie pouczam. Ludzi się nie przekonuje w ten sposób. To, że ktoś na podstawie stereotypu uważa, że jestem głupia czy się puszczam, to jego problem, na mnie to nie wpływa w żaden sposób, nie zmienia mojego myślenia o sobie. Może mi się zrobić przykro, ale muszę mieć siłę, by to ignorować i robić swoje. Swoim postępowaniem zaprzeczam stereotypowi, ale nie staram się go na siłę przełamywać.
Może na ciebie stereotypy nie wpływają, ale gdy na przykład do pracy w jakiejś firmie przychodzi atrakcyjna blondynka, to z powodu stereotypów może się zetknąć z seksizmem: jeśli awansowała, to na pewno dlatego, że się z kimś przespała, jeśli coś źle zrobiła, to dlatego, że jest głupia.
Stereotypy porządkują świat. Były, są i będą. Dotyczą rudych, blondynek, kobiet i mężczyzn. Czynią wiele zła, ale nie przełamiemy ich, wmawiając ludziom, że nie istnieją. Możemy coś zmienić swoim zachowaniem i działaniem, ale nie samym mówieniem czy zaprzeczaniem. Blondynka swoją pracowitością i intelektem może pokazać innym, jak bardzo się mylą. Problem w tym, że często musi się napracować trzy razy więcej, żeby pokazać, że jest coś warta. Nie można jednak rysować sytuacji kobiet wyłącznie w czarnych barwach. W wielu kwestiach jest nam łatwiej.
Nie musicie płacić mandatów.
Tak, parę razy udało mi się dogadać ze strażą miejską, gdy skończył mi się opłacony czas. Jednak w sytuacjach zawodowych to mężczyznom więcej rzeczy uchodzi na sucho. Gdy mężczyzna jest roztrzęsiony i krzyczy, traktuje się go poważnie. Otoczenie myśli, że skoro naprawdę się wkurzył, to sytuacja musi być ekstremalna. Gdy kobieta robi to samo, uznaje się ją za histeryczkę, której się coś uroiło. Nie robiłabym zawodów z tego, komu i kiedy jest łatwiej. Są sytuacje, w których mężczyźni mają lżej, ale są też takie, w których kobietom idzie lepiej. Jesteśmy różni, ale równi i o tym należy pamiętać.
Jaki jest twój idealny świat?
Chciałabym, aby wszyscy się nawzajem szanowali. Chciałabym świata, w którym kobiety mogą wykonywać męskie zajęcia, a mężczyźni kobiece – i nikogo by to nie dziwiło. Kobieta może pracować na wysokim stanowisku w korporacji, a facet może opiekować się dziećmi w domu i to nie znaczy, że jest nieudacznikiem lub nie ma jaj. Ważna jest edukacja. Pokazywanie dzieciom od najmłodszych lat, że Jaś nie ma prawa bić Basi w ramach okazywania sympatii, aby potem dorosły Jan nie tłukł Barbary w domu tylko dlatego, że tak bardzo ją kocha. Dzieciom należy pokazywać, że dziewczynka może być inżynierem czy strażakiem, a chłopiec może gotować obiady w domu czy ćwiczyć balet.
Opowiedz o swojej sesji do K MAG-a.
Sesja i wszystko to, co udało nam się stworzyć, jest osadzone w kontekście problemów i zagrożeń, z którymi obecnie mierzy się cały świat. Poruszamy kwestie tolerancji – a raczej jej braku – praw kobiet, mniejszości seksualnych, nienawiści rasowych, hejtu, stereotypów. Cały projekt był skomplikowanym procesem. Ivo wykonał ogrom pracy, natomiast dla mnie było to niesamowite i niecodzienne doświadczenie. Nie sposób nie wspomnieć też o Mateuszu – gdyby między naszą trójką nie „zaklikało”, całe przedsięwzięcie by się nie powiodło. Tworzenie czegoś w grupie wymaga dużej uwagi, podobnej wrażliwości i patrzenia na świat. Musieliśmy słuchać siebie nawzajem, być uważni, operować podobnymi emocjami. W efekcie stworzyłam własny obraz z elementów wcześniej przygotowanych przez Iva, którego proces powstawania został zarejestrowany w formie wideo. Moje dzieło wydaje się bardzo proste i kolorowe, ale udokumentowana rozmowa z Ivo pokazuje, co tak naprawdę się pod nim kryje. A to, czego nie widać gołym okiem, zaskakuje. Trochę jak w otaczającej nas rzeczywistości; oceniamy, komentujemy ludzi i sytuacje, bazując jedynie na powierzchownych atrybutach. Znacznie więcej odkrywamy dopiero po przyjrzeniu się sprawom. Byłam także częścią obrazu i częścią instalacji, występowałam jako modelka, ale stałam się też elementem sztuki Iva, co stanowi metaforę tego, kim jestem – pojawiam się na zdjęciach w prasie i na billboardach, po czym „schodzę” z tych zdjęć i jestem Martą, która ma swoje zwyczajne życie. Finalnie niewiele mnie różni od przeciętnej Kowalskiej na ulicy.
Ale masz ciekawszy zawód.
Można myśleć, że mam ciekawy zawód, ale moim zdaniem bardziej fascynujące jest na przykład bycie detektywem. To była niesamowita sesja, znacznie wykraczająca poza typową sesję modową, była czymś pomiędzy modą a sztuką. Poza tym Ivo jest genialnym artystą, więc sama praca z nim stanowiła niezwykłe przeżycie. To wydanie K MAG-a zatytułowane jest „rebel issue”. Nasz projekt jest bardzo zaangażowany, dotyka kwestii społecznych. Jako ludzie możemy dużo zmienić, możemy być rebeliantami.
Modelka-buntowniczka?
Z agencji Rebel, to nie przypadek. Podobnie jak mój znak zodiaku – Byk.
Marta Dyks – supermodelka, urodziła się w Bydgoszczy. Studiowała polonistykę i filozofię. Pozowała dla międzynarodowych edycji „Vogue” i „Elle”, a także „Dazed&Confused” i „CR Fashion Book”, w Polsce m.in. dla K MAG-a. Współpracowała z takimi markami jak Armani, YSL, Calvin Klein czy H&M. Chodziła po wybiegach najważniejszych domów mody – Louis Vuitton, Dior, Burberry i Dolce&Gabbana. Współorganizatorka Marszu Godności w 2016 roku.
Materiał ukazał się w 87. numerze K MAG Rebel Issue
tekst: Karol Owczarek
foto photo Mateusz Stankiewicz/AFPhoto
artysta wizualny visual artist Ivo Nikić
modelka model Marta Dyks/Rebel Models
stylizacja styling Marta Śliwińska
makijaż make-up Aga Wilk & Iza Kućmierowska
włosy hair Gor Duryan/D’Vision Art & Adam Wilczewski
asystent fotografa photographer’s
assistant Łukasz Kuś/Daylight Studio
FacebookInstagramTikTokX