FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Art & Dizajn

Marina Abramović umiera siedem razy. To uleczy twoje złamane serce

Autor: Agnieszka Sielańczyk
26-03-2026
Marina Abramović umiera siedem razy. To uleczy twoje złamane serce
Marina Abramović umiera siedem razy. To uleczy twoje złamane serce
fot. Marina Abramović, Radiation, Seven Deaths

Kiedy miała czternaście lat, w kuchni babci w Belgradzie zastygła przy radiu. Z głośnika płynął głos Marii Callas. Przykręciła głośność do maksimum. Ta scena została w niej na zawsze.

Sześć dekad później efekt tego wydarzenia można oglądać pod Kopenhagą, w Cisternerne – dawnym podziemnym zbiorniku wodnym zmienionym w salę wystawienniczą, gdzie sklepione komnaty i stojąca woda tworzą coś między kryptą a katedrą. Ekspozycja „Seven Deaths” trwa do 30 listopada 2026, kiedy Abramović skończy osiemdziesiąt lat.

Siedem śmierci, jeden sprawca

Cykl składa się z siedmiu krótkich filmów: Burning, Knifing, Jumping, Hara-kiri, Strangulation, Consumption i Madness. Każdy skomponowany wokół słynnej arii z opery, w której Callas kreowała jedną ze swoich wielkich bohaterek skazanych na tragiczny koniec. Violetta, Tosca, Desdemona, Cio-Cio-San, Carmen, Lucia i Norma. I każdą z tych śmierci Abramović odgrywa na tle oryginalnych nagrań Callas, a każdemu umieraniu towarzyszy Willem Dafoe.

Dafoe jest tu postacią niemal archetypiczną. Gra kochanka, ojca i zabójcę zarazem, a w głębszej warstwie projektu wciela się w Arystotelesa Onassisa, którego Abramović uczyniła uosobieniem złamanego serca. Milioner, który porzucił Callas dla Jacqueline Kennedy, staje się w tej interpretacji figurą absolutnego zdradzieckiego pożądania – tym, co niszczy kobietę nie nożem, ale nieobecnością.

Libreto śmierci bywa tu przewrotne: zamiast rąk Otella Desdemonę dusi wąż; Tosca nie skacze z zamkowych murów, ale ze szczytu drapacza chmur; rytualne samobójstwo Madame Butterfly zastępuje zdjęcie kombinezonu ochronnego i wystawienie się na napromieniowanie.

Dwie diwy, jeden los

Maria Callas zmarła sama, na zawał serca, w paryskim apartamencie w 1977 roku, mając 53 lata. Życie naznaczone przez publiczne pragnienie i prywatną samotność, całkowite poświęcenie sztuce przypłacone wysoką ceną osobistą. Abramović rozpoznała w tym portret znajomy. Obie były Strzelcami, obie intensywnie emocjonalne i kruche jednocześnie. Na otwarciu wystawy w Kopenhadze Abramović powiedziała podobno ze śmiechem:

 

 

„Miałyśmy te same nosy, okropne matki i jesteśmy Strzelcami” .

Za tym żartem stoi jednak coś poważniejszego. W 1988 roku Abramović szła przez 90 dni po Wielkim Murze Chińskim, żeby w połowie spotkać się ze swoim kochankiem i współpracownikiem Ulayem i zakończyć ich związek. Gest monumentalny, który Ulay unieważnił tym, że po drodze zapłodnił swoją młodą chińską przewodniczkę. Callas umarła mając złamane serce. Abramović przeżyła i to jest zasadnicza różnica, którą projekt próbuje przekształcić w coś użytecznego.

 

„Moja praca mnie ocaliła – mówiła – Kiedy robię coś o swoim złamanym sercu i przechodzę przez te ciężkie emocje, wychodzę z tego uleczona” .
fot. Marina Abramović, Radiation, Seven Deathsfot. Marina Abramović, Radiation, Seven Deaths

Podziemie jako amplifikator

Cisternerne robi tu robotę, której nie zrobiłaby żadna biała kostka galeryjna. Nie jest to kino, sala wystawiennicza ani opera – wszystko spotyka się tu pod ziemią. Woda na podłodze odbija obrazy, sklepienia mnożą echo Callas, czas zwalnia. Śmierć jako temat i miłość jako jej kontrapunkt nabierają w tym miejscu innego ciężaru – fizycznego, niemal wilgotnego.

Abramović kończy w tym roku osiemdziesiąt lat i otwiera retrospektywę w Gallerie dell'Accademia di Venezia – zostanie pierwszą żyjącą kobietą, której poświęcono tam wystawę indywidualną. Seven Deaths jest więc czymś w rodzaju pozrachunku z własnym życiem wystawionym publicznie, pod ziemią, do arii kogoś, kto już nie żyje.

 

Wystawa Marina Abramović: Seven Deaths odbywa się w Cisternerne w Kopenhadze (Dania) i trwa do 30 listopada 2026.

FacebookInstagramTikTokX