Małgorzata Rozenek-Majdan w pióropuszu, czyli wartościowa lekcja o przywłaszczeniu kulturowym
Autor: Monika Kurek
19-01-2021

Kilka dni temu Małgorzata Rozenek-Majdan opublikowała na swoim Instagramie zdjęcie w indiańskim pióropuszu, które miało być nawiązaniem do tatuażu jej męża. Podobne zdjęcie udostępnił na swoim profilu Radosław Majdan i w efekcie para została oskarżona przez internautów o „cultural appropriation", czyli przywłaszczenie kulturowe.

Portal WP poprosił o komentarz autorkę nagrodzonego w plebiscycie Nike reportażu „27 śmierci Toby'ego Obeda", Joannę Gierak-Onoszko, która wyjaśniła, dlaczego pozowanie w pióropuszu jest niewłaściwe oraz... podziękowała Majdanom za wywołanie dyskusji. Chociaż wiele gwiazd w takiej sytuacji poczekałoby, aż zamieszanie ucichnie, Rozenek-Majdan przeprosiła i przyznała się do błędu. Wymianę zdań docenił m.in. pisarz Mariusz Szczygieł, który słusznie zauważył, że „cała trójka dała nam lekcję szacunku".

Człowiek uczy się przez całe życie 

- Mój mąż ma tatuaż starego Indianina (uwielbia ich kulturę i inne względy praktyczne też miały znaczenie), więc nie pozostało mi nic innego jak zostać starą Indianką #howgh. Napisałabym pozdrawiam Was blade twarze, ale jedyne blade twarze to my,  nie mamy szczęścia do pogody - napisała pod zdjęciem Małgorzata Rozenek-Majdan. 

Kiedy Radosław Majdan był w związku z Dodą, zrobił sobie tatuaż z jej podobizną. Po tym, jak się rozstali, przerobił Dodę na... starego Indianina. Ostatnio jego małżonka, Małgorzata Rozenek-Majdan, postanowiła zażartować i zainspirowana tatuażem przebrała się za „starą Indiankę". Opublikowane na Instagramie zdjęcie w pióropuszu podzieliło internautów. Niektórzy docenili prztyk skierowany w stronę Dody, inni wytknęli gwieździe, że pozowanie w pióropuszu to przywłaszczenie kulturowe. 

Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, gdy Małgorzata Rozenek-Majdan pozowała w pióropuszu. Nie tylko założyła go do bikini, ale także przebrała się z mężem za Indian w Halloween. 


Tego samego dnia Radosław Majdan wrzucił na swój profil na Instagramie post, w którym zestawił zdjęcie swoje i zdjęcie żony w pióropuszach. 

- Przypomniało mi się stare indiańskie przysłowie „wszystko co zostało Ci odebrane, wróci do Ciebie, ale wszystko co odebrałeś komuś, zostanie odebrane Tobie” Wielki Wódz rzekł #howgh - napisał Majdan. 

Portal WP zapytał o zdanie Joannę Gierak-Onoszko, autorkę reportażu „27 śmierci Toby'ego Obeda", który powstał na podstawie własnych doświadczeń autorki i jej licznych rozmów z rodowitymi Kanadyjczykami. W książce jeden z bohaterów pogardliwie nazywa celebrytów pozujących do zdjęć z ozdobnymi pióropuszami „ignorantami" oraz „ludźmi okrutnymi". Zwraca także uwagę, że „nie można nosić cudzych regaliów, cudzych świętości jak kostiumy". Według niego zakładanie pióropuszy to zwyczajne świętokradztwo. 

- Pióropusze są symbolem siły, władzy, a także szczególnych duchowych mocy. Nic dziwnego, że nas fascynują. Ale nie jest to zwykłe nakrycie głowy - pióropusz w kulturach rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej jest świętym emblematem, do tego zarezerwowanym tylko dla mężczyzn. To nie część garderoby, ale sacrum - zdobiące go orle pióra są absolutnie święte. Nie można go kupić, można tylko na niego zasłużyć. Jeśli ktoś sięga po sacrum, powinien mieć do niego tytuł. Dlatego rażą nas kotwice Polski Walczącej na ramionach ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z ideałami powstańców, sprzedawane na straganach koszulki z napisem NYFD, bo strażacy z New York Fire Department, którzy byli bohaterami 11 września, mają w USA specjalny status - powiedziała w rozmowie z WP Joanna Gierak-Onoszko. 

Jako przykład podała bohatera swojej książki Edmunda Metawabina, który odebrał Order Kanady w pióropuszu. Gierak-Onoszko wyjaśniła, że Metawabina miał do tego prawo, ponieważ stanął na czele procesu zbiorowego wytoczonego przez dzieci krzywdzone w szkołach z internatem. Jest bohaterem i „zasłużył na przywilej noszenia orlego pióra". 

Pisarka jest jednak wdzięczna Rozenek-Majdan za wywołanie dyskusji na temat przywłaszczenia kulturowego. Zwłaszcza, że nie jest to temat poruszany w Polsce zbyt często. Zazwyczaj nawet gdy ktoś znany wykorzystuje element danej kultury jako część swojego kostiumu, pojedyncze głosy krytyki giną pod naporem pozytywnych komentarzy, które wynikają z sympatii do danej osoby. Zupełnie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. Świetnym przykładem jest Kim Kardashian, która próbowała nazwać swoją markę odzieżową „Kimono", ale ugięła się pod naporem krytyki. 

- Jestem wdzięczna pani Małgorzacie Rozenek-Majdan za opublikowanie tego zdjęcia. Wywołało ono dyskusję o granicach wrażliwości i o tym, że coś, co nam wydaje się właściwe i na miejscu, może być przez innych odbierane jako brak szacunku. Pięć, dziesięć lat temu prawie wszyscy zachwycalibyśmy się wizerunkiem białej kobiety w strojnym pióropuszu, ale dziś już coraz częściej rozumiemy, że cudze regalia to nie kostium - stwierdziła Gierak-Onoszko. 

Co na to Majdanowie? Jak sami przyznali, przeczytali artykuł z wypowiedziami pisarki z ciekawością. Podziękowali także za wartościową, merytoryczną dyskusję, ponieważ sami dowiedzieli się wielu ciekawych rzeczy. 

- Przyjęłam wszystkie argumenty. Zostały przedstawione w sposób jasny, klarowny. Właśnie o to chodzi, żeby się tak rozwijać. Polecamy wszystkim artykuł, a przede wszystkim książkę 27 śmierci Toby'ego Obeda" - powiedziała Małgorzata Rozenek-Majdan. 

Pisarz Mariusz Szczygieł zwrócił uwagę, że Gierak-Onoszko oraz Majdanowie dali nam wszystkim „lekcję szacunku, umiejętności przyznania się do błędu i kultury dyskusji" i trudno się z tym nie zgodzić. Na wymianie zdań skorzystali również na pewno obserwatorzy pary, którzy także mieli szansę się czegoś nauczyć. Majdanowie natomiast przeprosili, przyznali się do błędu i zapowiedzieli, że więcej pióropusza nie założą. Brawo, tak to się robi! 

udostępnij