LA Women : przyjaźń Eve Babitz z Joan Didion

19-07-20244 min czytania
LA Women : przyjaźń Eve Babitz z Joan Didion
fot. Eve Babitz (Z archiwum Mirandi Babitz)
Dwie autorki z zachodniego wybrzeża, obie zakochane w Kalifornii, pisały o niej z podobną precyzją, jednak z dwóch kompletnie różnych perspektyw. Eve Babitz i Joan Didion są jak artystyczne yin i yang, w sposób, w jaki ze sobą kontrastują, jednocześnie dostrzegając niebywały talent drugiej.
Kalifornia lat 60. i 70. była amerykańskim centrum kontrkultury oraz przystanią dla największych artystów tamtego stulecia. Właśnie w tym czasie 20-letnia Joan Didion rozpoczęła swoją karierę dziennikarską, pisząc dla magazynu Vogue. Jej teksty dotyczyły głównie spraw lokalnych i życia w Kalifornii. Didion uważana jest za prekursorkę nowego dziennikarstwa, które polega na opisywaniu rzeczywistych wydarzeń w sposób przypominający fikcję. Jej powieść „Rok magicznego myślenia”, jedyna niebędąca zbiorem esejów czy felietonów, w ten sposób ukazuje jej zmagania z żałobą po zmarłym mężu. Eve Babitz, choć również balansuje między prawdą a fikcją, przedstawia swoje historie z zupełnie odmiennej perspektywy.
„W mieście, gdzie Babitz odnajduje poczucie wolności w jego nieokiełznanym chaosie, Didion dostrzega początki jego upadku”.
Alison Herman
Autorki miały tak różne spojrzenia na Kalifornię ze względu na swoje indywidualne z nią relacje. Didion, kalifornijka z piątego pokolenia, była ostrożniejsza, wiedziała, że pod kolorową maską i obietnicami sławy dla wszelkiej maści artystów, kryje się niezrozumiały żywioł, przed którym karty należy odkrywać strategicznie i powoli. Babitz z kolei ta niepewność ekscytowała. Chciała zajrzeć pod spód, odkryć, co jeszcze kryje to dzikie miasto. Artystka z lekkością manewrowała między pułapkami LA, nieraz pewnie w jakąś wpadając, podczas gdy Didion była znacznie bardziej wycofana. Ze względu na pracę ojca, Joan często zmieniała miejsce zamieszkania w dzieciństwie. Autorka przyznała, że wywarło to na nią duży wpływ i później wszędzie czuła się obco. Pomimo tak odmiennych charakterów i spojrzeń na świat, pisarki niezaprzeczalnie opisywały to samo miasto.
„Łatwo jest kochać LA, kiedy jesteś chrzestną Igora Starvinskiego, tak jak Babitz, i chodziłaś do liceum, nad którym pilnie czuwa mural Rudolpha Valentino, tak jak Babitz”.
Alison Herman
Didion dążyła do sukcesu intelektem. Starała się zbudować swoje imię na wiedzy i talencie, starając się, by jej płeć nie miała znaczenia. Z kolei Eve Babitz, będąc zadeklarowaną feministką, często wykorzystywała swoją kobiecość na swoją korzyść. W pewnym sensie wyrobiła sobie markę jako „groupie”, a jej początki kariery związane były z kontaktami i obyciem w środowiskach artystycznych Los Angeles. Należy jednak podkreślić, że jej sukces nie umniejsza jej ciężkiej pracy i lekkości pióra.
Kwestia feminizmu była jednym z elementów, które różniły autorki, mimo ich dobrej przyjaźni. Eve Babitz zawdzięcza Joan Didion wydanie swojego pierwszego artykułu w prestiżowym magazynie „Rolling Stone”. Obie dostrzegały wzajemny talent i miały zapewne więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jednak niechęć Didion do uznania roli feminizmu w swojej codzienności frustrowała Babitz, której doświadczenia były zupełnie inne.
W liście do przyjaciółki, który najprawdopodobniej napisała w 1972 roku, a którego ostatecznie prawdopodobnie nie wysłała, Babitz wytyka Didion hipokryzję i uprzywilejowaną pozycję. Zwraca uwagę na drobną budowę Didion, która pozwalała jej nie być postrzeganą przez pryzmat ciała, co dla wielu kobiet, w tym samej Babitz, nie było codziennością.
„Czy mogłabyś pisać, tak jak piszesz, Joan, gdybyś nie była tak drobna? Myślisz, że by ci na to pozwolono, gdybyś nie była tak niezagrażająca fizycznie?”
Fragment listu Eve Babitz do Joan Didion.
Kobiety łączyła przyjaźń zbudowana na podobnej wrażliwości i pasji. Nie była to jednak prosta relacja. Można dostrzec elementy rywalizacji między autorkami, niezgodności światopoglądowe i różnice w doświadczeniach. Eve Babitz i Joan Didion miały w sobie coś wyjątkowego i doskonale o tym wiedziały. Dostrzegły w sobie nawzajem cząstki siebie i to pewnie dzięki temu razem tworzą obraz Kaliforni tak pełny i autentyczny, jaki możemy wyczytać w ich tekstach.
Myślę, że nic lepiej nie podsumuje dynamiki przyjaźni między autorkami, jak fragment dedykacji z książki „Eve w Hollywood”, w którym autorka w słodko-gorzki sposób dziękuje przyjaciółce:
„I dla Didion-Dunnes, za bycie tym, kim ja nie jestem”.
tekst: Gigi Zarzycka
FacebookInstagramTikTokX