Autorki miały tak różne spojrzenia na Kalifornię ze względu na swoje indywidualne z nią relacje. Didion, kalifornijka z piątego pokolenia, była ostrożniejsza, wiedziała, że pod kolorową maską i obietnicami sławy dla wszelkiej maści artystów, kryje się niezrozumiały żywioł, przed którym karty należy odkrywać strategicznie i powoli. Babitz z kolei ta niepewność ekscytowała. Chciała zajrzeć pod spód, odkryć, co jeszcze kryje to dzikie miasto. Artystka z lekkością manewrowała między pułapkami LA, nieraz pewnie w jakąś wpadając, podczas gdy Didion była znacznie bardziej wycofana. Ze względu na pracę ojca, Joan często zmieniała miejsce zamieszkania w dzieciństwie. Autorka przyznała, że wywarło to na nią duży wpływ i później wszędzie czuła się obco. Pomimo tak odmiennych charakterów i spojrzeń na świat, pisarki niezaprzeczalnie opisywały to samo miasto.
Didion dążyła do sukcesu intelektem. Starała się zbudować swoje imię na wiedzy i talencie, starając się, by jej płeć nie miała znaczenia. Z kolei Eve Babitz, będąc zadeklarowaną feministką, często wykorzystywała swoją kobiecość na swoją korzyść. W pewnym sensie wyrobiła sobie markę jako „groupie”, a jej początki kariery związane były z kontaktami i obyciem w środowiskach artystycznych Los Angeles. Należy jednak podkreślić, że jej sukces nie umniejsza jej ciężkiej pracy i lekkości pióra.
Kwestia feminizmu była jednym z elementów, które różniły autorki, mimo ich dobrej przyjaźni. Eve Babitz zawdzięcza Joan Didion wydanie swojego pierwszego artykułu w prestiżowym magazynie „Rolling Stone”. Obie dostrzegały wzajemny talent i miały zapewne więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jednak niechęć Didion do uznania roli feminizmu w swojej codzienności frustrowała Babitz, której doświadczenia były zupełnie inne.
W liście do przyjaciółki, który najprawdopodobniej napisała w 1972 roku, a którego ostatecznie prawdopodobnie nie wysłała, Babitz wytyka Didion hipokryzję i uprzywilejowaną pozycję. Zwraca uwagę na drobną budowę Didion, która pozwalała jej nie być postrzeganą przez pryzmat ciała, co dla wielu kobiet, w tym samej Babitz, nie było codziennością.
Kobiety łączyła przyjaźń zbudowana na podobnej wrażliwości i pasji. Nie była to jednak prosta relacja. Można dostrzec elementy rywalizacji między autorkami, niezgodności światopoglądowe i różnice w doświadczeniach. Eve Babitz i Joan Didion miały w sobie coś wyjątkowego i doskonale o tym wiedziały. Dostrzegły w sobie nawzajem cząstki siebie i to pewnie dzięki temu razem tworzą obraz Kaliforni tak pełny i autentyczny, jaki możemy wyczytać w ich tekstach.
Myślę, że nic lepiej nie podsumuje dynamiki przyjaźni między autorkami, jak fragment dedykacji z książki „Eve w Hollywood”, w którym autorka w słodko-gorzki sposób dziękuje przyjaciółce: