Skala pandemii koronawirusa wywołuje w ludziach zrozumiałą panikę. Oliwy do ognia dodają fake newsy oraz szerzenie dezinformacji, wynikające w dużej mierze ze strachu. Właśnie z czymś takim mamy do czynienia w przypadku nieprawdziwej pogłoski o tym, że zwierzęta mogą przenosić koronawirusa.
Jakby tego było mało, kolejne media zaczęły donosić o przerażonych właścicielach czworonogów szturmujących kliniki weterynaryjne oraz zasypujących pytaniami stowarzyszenia działające na rzecz zwierząt, gdzie powinni oddać swoich pupili. Te relacje wydawały nam się nieco przesadzone, więc postanowiliśmy przyjrzeć się sytuacji.
Oficjalne stanowisko WHO
Podczas kontaktów z innymi ludźmi oraz zwierzętami należy pamiętać o higienie, ale póki co nie ma żadnych dowodów na to, abyśmy mogli zarazić się od kota czy psa. Stwierdzono zaledwie jeden przypadek, który wzbudził wątpliwości naukowców. W lutym władze Hongkongu potwierdziły, że badanie szpica miniaturowego wykazało u niego "niski poziom" zakażenia, lecz po ponownych testach piesek okazał się całkowicie zdrów. Dlaczego ta informacja jest istotna? Właściciel szpica był zarażony i według lekarzy to właśnie dlatego szpic wykazywał niski poziom zarażenia (a nie odwrotnie). Od tego momentu Światowa Organizacja Zdrowia wielokrotnie potwierdzała brak dowodów na przenoszenie koronawirusa przez zwierzęta domowe.
Największy wróg to panika
Warto zwrócić uwagę na to, że prezydent Chęciński mówi o porzucaniu zwierząt, nie usypianiu ich. Tych doniesień nie potwierdza również zresztą Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, które wraz z grupą kibicowską Stali Bywalcy oferuje pomoc w wyprowadzeniu psa, zrobieniu zakupów czy znalezienia domu tymczasowego dla zwierzaka, jeżeli właściciel musi na jakiś czas udać się do szpitala. Powstała także fenomenalna, tymczasowa grupa wsparcia na czas zagrożenia COVID-19, która nazywa się Pies w Koronie i również oferuje zabranie pupila na spacer. Znajdziecie ją na Facebooku i liczy już ponad 20 tysięcy członków.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że doczekała się komentarza od Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Powtarzanie informacji o oddawaniu zwierząt do uśpienia oraz porzucaniu ich ze względu na strach przed koronawirusem nie tylko przyczynia się do zwiększenia dezinformacji, ale może także nakłonić kogoś do próby pozbycia się pupila z obawy o własne życie i zdrowie. Napędzić stracha mogła zwłaszcza krążąca w sieci anonimowa historyjka o panu, który odrąbał swojemu psu głowę, a potem zaniósł ją do weterynarza, nawet nie brzmiąca na prawdziwą.
Przenoszenia koronawirusa przez zwierzęta obawiali się także Chińczycy, kiedy jeszcze tak naprawdę nie było wiadomo zbyt wiele na temat wirusa. Pisaliśmy nawet o tym, żemieszkańcy Wuhan ratują porzucone zwierzęta. W chińskim mieście pomagał im 43-letni Leo Mao, inicjator akcji uwalniania głodujących zwierząt. Powstała specjalna grupa, którą można odnaleźć na portalu Weibo, odpowiedniku Twittera, która między innymi włamuje się do pustych mieszkań przez balkony, by nieść zwierzętom ocalenie. W przeciągu dwóch tygodni udało im się uratować ok. tysiąca zwierząt. Wtedy jednak z koronawirusem zmagały się wyłącznie Chiny, a obraz zagrożenia był jeszcze niepełny.
Zobaczcie, jak sytuację w Polsce komentuje Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna:


