![Kornel Leśniak – o poezji pisanej na skórze [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F649edb6171187705b7347e83%2Ftatu.png&w=1920&q=75)
![Kornel Leśniak – o poezji pisanej na skórze [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F649edb6171187705b7347e83%2Ftatu.png&w=1920&q=75)
fot. IG @kornel.lesniak
Pomimo trwającej od lat mody, tatuaż wciąż stanowi eksperymentalne medium, które jest przestrzenią do wyrażania artystycznej ekspresji. Kornel Leśniak zapisuje na ciałach ludzi swoją poezję.
Cześć! Zacznijmy od rzeczy najważniejszych. Jakich używasz zaimków?
Używam zaimków on/jego.
Zajmujesz się tatuowaniem już od dobrych paru lat, a w jakim Ty byłeś wieku jak zdecydowałeś, że chcesz to robić?
To była taka rzecz, która mnie fascynowała od bardzo bardzo dawna. Mój dziadek miał tatuaż jeszcze z wojska i zawsze mi mówił, że strasznie tego żałuje, że to jest najgorsza rzecz na świecie, a mnie się wydawało, że jest on niesamowicie piękny. Był robiony starym tuszem, więc na jego skórze miał niebiesko-granatowy kolor. Nie było nawet do końca widać co to jest, ale bardzo mi się podobała możliwość pozostawienia na ciele tak trwałego śladu. Natomiast później, pewnie przez oczekiwania społeczne i stereotypy, wydawało mi się, że to [tatuowanie] nie jest coś co może być faktycznie pracą. Dopiero w klasie maturalnej stwierdziłem, że po prostu muszę nauczyć się jak to robić, bo bardzo zakochałem się w samym procesie. Natomiast po liceum, na studiach zacząłem się tym zajmować „na poważnie”.
A to było tak, że od razu jak zaczęły się tatuaże to pojawiło się też pisanie, czy to poezja była pierwsza?
Ja pisałem bardzo dużo jak byłem dzieciakiem. Później w szkole w ogóle przestałem czytać i przestałem pisać, więc przez ten trzyletni okres liceum wcale tego nie robiłem. Dopiero jak zacząłem spędzać więcej czasu sam ze sobą, po wyprowadzce od rodziców, zacząłem znów mieć potrzebę nazywania pewnych rzeczy w taki sposób, żeby one były bardziej czytelne. Często jest tak, że coś się czuje i prościej jest to wytłumaczyć obrazkiem – na przykład, powiedzmy, że czujesz się bardzo dobrze; ja wtedy myślę o takiej małej sikorce, siedzącej na gałązce, która ma zamknięte oczka i jest nastroszona, bo jest jej ciepło i przyjemnie, ale nie wiem jak nazwać tą emocję, więc używam tej formy wizualnej, żeby ją wytłumaczyć. To mnie skłoniło do szukania sposobu na zsyntetyzowanie uczuć w słowa, tak, żeby były czytelne dla wszystkich, bez względu na to jaki mają zbiór doświadczeń. No i to powolutku zaczęło się przeradzać w takie krótkie pisemne formy.
Pamiętasz jaki był jakiś pierwszy tekst albo wiersz, który przeczytałeś i który wyjątkowo Cię poruszył?
Moja mama jest bibliotekarką, więc zawsze czytała nam bardzo dużo na głos.
Czyli tak jak powinno się czytać poezję!
Tak, dokładnie! Ale nie jestem w stanie w ogóle przywołać jednej takiej książki, bo chyba chodziło bardziej o ten rytuał spędzenia czasu razem. Ona nam przeczytała piętnaście tomów Jeżycjady na głos, jakieś naprawdę ogromne ilości książek, więc nie mam takiej jednej rzeczy. Ostatnio natomiast bardzo porusza mie Ocean Vuong, jeśli chodzi o poezję to jest on absolutnie niesamowity. Ma zupełnie inne tło i doświadczenia niż ja, ale w jakiś sposób, to, jak on pisze o tożsamości i przynależności jest dla mnie niezwykle ważne. Oprócz tego muszę przywołać Anne Carson i jej „Autobiografię czerwonego”, to jest książka, którą odkryłem ostatnio i ona tam opowiada mit o Geryonie, potworze zabitym przez Heraklesa. W tym micie Geryon pełni funkcję uosobienia zła, w zasadzie nie wiemy nawet dlaczego, i w tej historii jest użyty tylko po to, żeby popchnąć opowieść o Heraklesie dalej. Anne Carson się temu przygląda; przekłada to na historię zupełnie inną, gdzie Geryon jest po prost zagubionym, nieszczęśliwie zakochanym chłopcem. Jest postawiony u niej nawet nie tyle w roli ofiary, ile osoby, która coś przeżywa – to było dla mnie niezwykle poruszające. Przeniesienie tej czarno-białej historii w zupełnie inny świat. Oprócz tego ona po prostu przepięknie pisze – cała ta książka jest wierszem.
Widzę, że masz bardzo głęboką, emocjonalną relację z literaturą, a jak to wygląda w przypadku Twoich klientów, osób, które tatuujesz? Jak oni wybierają co zostanie na ich skórze na zawsze? To przecież coś niezwykle intymnego – uczestniczysz w tym procesie, pomagasz im?
Tak, zazwyczaj osoby pytają o konkretne wzory, o to co przeczytali i wybierają to, co z nimi rezonuje. Natomiast zdarza się też tak, że komuś podoba się sama ta forma i wie, że chciałby „coś”, ale nie ma jednego wzoru, który byłby mu na tyle bliski. Wtedy jest tak, że siadamy, rozmawiamy, opowiadamy sobie historie i ja wtedy piszę coś na podstawie tych doświadczeń, którymi oni się dzielą.
Czyli tworzysz też rzeczy maksymalnie spersonalizowane, wyjątkowe. Musisz mieć niezwykłą łatwość w tworzeniu naprędce, na gorąco. Wolisz to robić w ten sposób, czy preferujesz kiedy te rzeczy są już przez ciebie ułożone, przemyślane, związane z Twoimi emocjami?
Wydaje mi się, że to jest do siebie bardzo podobne. Właściwie wszystko przeżywa się kolektywnie, my też pokoleniowo mamy emocje, które przeżywamy dużo intensywniej niż osoby starsze od nas i mamy też sytuacje, które zauważamy bardziej, więc wydaje mi się, że jest bardzo dużo podobieństw w ogóle między nami. Dodatkowo, przez to, że już długo pracuję z tą formą, to dość łatwo przychodzi mi znajdowanie punktów zaczepienia, z których można budować tekst albo w ogóle wzór. W końcu myślę też o nich w takim mocno graficznym ujęciu – pojawia się tu dużo skosów, linii, które przeważnie są nie tylko ważne dla konstrukcji tekstu, ale myślę też o tym, żeby dobrze działały na ciele. Często podkreślają jakąś linię, korelują z kształtem mięśnia, tak, żeby wyglądały spójnie i mogły „płynąć” w naturalny sposób.
Piszesz po polsku i po angielsku – dla mnie jako językoznawczyni i tłumaczki szalenie ciekawe jest czy język ma dla Ciebie duże znaczenie przy tworzeniu. Czy widzisz jakieś różnice w swoich tekstach, w momencie kiedy piszesz po polsku, a kiedy po angielsku? Czy masz wrażenie, że jesteś trochę innym poetą? Może zmienia Ci się perspektywa?
Zdecydowanie tak! Wydaje mi się, że to jest uniwersalne doświadczenie; jak mówię po angielsku to mówię inaczej, inaczej intonuję, wypowiadam się z inną emocją. Po angielsku pisze się też dużo prościej, dlatego, że w wielu kwestiach mi bliskich, emocjonalnych, nie ma w języku polskim odpowiedniego dyskursu albo jest to dyskurs dopiero raczkujący. Jak zajmowałem się takimi tożsamościowymi kwestiami to nie było żadnych tekstów po polsku, więc bardzo dużo przepracowałem po prostu po angielsku. Oprócz tego, o ile się nie mylę, to angielski ma 6000 więcej słów, których się używa – w każdym razie, są rzeczy, które się na polski nie tłumaczą. Za to mam wrażenie, że te teksty, które piszę po polsku bardziej rezonują z ludźmi, że są im bliższe. Oprócz tego, jak się używa języka, który nie jest tym rodzimym, to w pewien sposób buduje się dystans między sobą a komunikatem. Łatwiej jest mówić o pewnych rzeczach kiedy się od nich trochę odsuwasz.
A pamiętasz jakąś swoją pracę, pracę z kimś, która była dla Ciebie najtrudniejsza? Może to była jakaś sytuacja, której byś się nie spodziewał albo coś emocjonalnie wyczerpującego?
Robiłem pracę z jedną dziewczyną i to było bardzo trudne, i dla mnie, i dla niej, bo ona opowiedziała mi o swoim doświadczeniu wychodzenia z przemocowego związku. Chciała, żeby ten tatuaż to był taki tekst, który za nią to zamknie, więc to było emocjonalnie ciężkie, też dlatego, że to była dla niej szalenie ważna rzecz, ale czułem się też niezwykle wdzięczny za to, że tak się otworzyła i czuła się komfortowo z tym, że zrobiliśmy to razem. Tym bardziej, że jednak tatuaż to też praca z ciałem i ogromna intymność, która z założenia opiera się na kontakcie fizycznym. To była jedna z najbardziej zapamiętanych przeze mnie prac.
rozmawiała: Matylda Sokołowska
Polecane

„bittersweet heartbreak” – słowacka wokalistka LGBT z nową piosenką w ostatni dzień Miesiąca Dumy

A24 – nowe tytuły z najciekawszej wytwórni filmowej
![Zendaya, tenis i trójkąt miłosny. Oto nowy film Luki Guadagnino [zwiastun]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F6492cf26a6fd43463580d4a1%2FZrzut%2520ekranu%25202023-06-21%2520o%252012.14.12.png&w=1920&q=75)
Zendaya, tenis i trójkąt miłosny. Oto nowy film Luki Guadagnino [zwiastun]

Christopher Nolan wybrał swoje ulubione filmy

20 najlepszych seriali ostatniej dekady według czołowych amerykańskich krytyków

Różowy dom Barbie do wynajęcia na Airbnb! Gości przyjmie... Ken
Polecane

„bittersweet heartbreak” – słowacka wokalistka LGBT z nową piosenką w ostatni dzień Miesiąca Dumy

A24 – nowe tytuły z najciekawszej wytwórni filmowej
![Zendaya, tenis i trójkąt miłosny. Oto nowy film Luki Guadagnino [zwiastun]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F6492cf26a6fd43463580d4a1%2FZrzut%2520ekranu%25202023-06-21%2520o%252012.14.12.png&w=1920&q=75)
Zendaya, tenis i trójkąt miłosny. Oto nowy film Luki Guadagnino [zwiastun]

Christopher Nolan wybrał swoje ulubione filmy

20 najlepszych seriali ostatniej dekady według czołowych amerykańskich krytyków
