Kolekcja Mariusza Przybylskiego „Wild Gender” celebruje indywidualizm i nabija się z konwencji
Autor: PK
30-11-2023 • 2 min czytania


Mariusz Przybylski pokazał swoją kolekcję „Wild Gender” w mroźny, środowy wieczór w warszawskim ATM.
W tym roku projektant odważnie sięgnął po modę z metką gender fluid i mocno osadził ją w estetyce lat 60-tych, czyli w epoce, która na kartach branżowej historii wyróżnia się innowacyjnym podejściem do projektowania, technicznymi eksperymentami i wytężonym spoglądaniem w przyszłość.
Przybylski uraczył nas więc wyjątkowo spójną, dobrze ulokowaną w kontekstach kolekcją, która dzięki odpowiednio dobranym narzędziom dumnie (i bardzo sensownie) głosi swoją ideę.

„Wild Gender” celebruje indywidualność, hołduje modowej wolności, kwestionuje tradycyjne normy płci i obejmuje bardziej płynne podejście do tego, jak wyrażamy swoją tożsamość poprzez styl. Zachęca do eksperymentowania z tradycją, uwalniając ją nieco od ograniczeń. Przesłanie Przybylskiego jest więc prostsze, niż mogłoby się wydawać – żyj i ubieraj się w zgodzie ze sobą.

Nonkonformistyczna kolekcja została zdominowała przez czerń, czerwień i róż, a także charakterne linie wycięć, mocne formy z zaznaczonymi ramionami i dekoltami, odrobinę sixtiesowej geometrii oraz space-age’owego błysku. Na szczególną uwagę zasługują skąpane w brokacie smokingi i spódnice, rasowe koronki i unikalne konstrukcje marynarek. Całość zaprezentowała wyjątkowa ekipa (brawa dla castingu!) – na wybiegu zobaczyliśmy m.in. Katarzynę Butowtt, Kamilę Szczawińską czy Dominika Szymańskiego.

Przypieczętowaniem idei Przybylskiego okazał się finał pokazu, podczas którego wszyscy prezentujący kolekcję wyszli do publiczności jeszcze raz w rytm utworu „Personal Jesus” zespołu Depeche Mode nawołującego do poszukiwania boskiego pierwiastka w sobie. Gratulujemy!