Mariusz Przybylski pokazał swoją kolekcję „Wild Gender” w mroźny, środowy wieczór w warszawskim ATM.
W tym roku projektant odważnie sięgnął po modę z metką gender fluid i mocno osadził ją w estetyce lat 60-tych, czyli w epoce, która na kartach branżowej historii wyróżnia się innowacyjnym podejściem do projektowania, technicznymi eksperymentami i wytężonym spoglądaniem w przyszłość.
„Wild Gender” celebruje indywidualność, hołduje modowej wolności, kwestionuje tradycyjne normy płci i obejmuje bardziej płynne podejście do tego, jak wyrażamy swoją tożsamość poprzez styl. Zachęca do eksperymentowania z tradycją, uwalniając ją nieco od ograniczeń. Przesłanie Przybylskiego jest więc prostsze, niż mogłoby się wydawać – żyj i ubieraj się w zgodzie ze sobą.
Nonkonformistyczna kolekcja została zdominowała przez czerń, czerwień i róż, a także charakterne linie wycięć, mocne formy z zaznaczonymi ramionami i dekoltami, odrobinę sixtiesowej geometrii oraz space-age’owego błysku. Na szczególną uwagę zasługują skąpane w brokacie smokingi i spódnice, rasowe koronki i unikalne konstrukcje marynarek. Całość zaprezentowała wyjątkowa ekipa (brawa dla castingu!) – na wybiegu zobaczyliśmy m.in. Katarzynę Butowtt, Kamilę Szczawińską czy Dominika Szymańskiego.
Przypieczętowaniem idei Przybylskiego okazał się finał pokazu, podczas którego wszyscy prezentujący kolekcję wyszli do publiczności jeszcze raz w rytm utworu „Personal Jesus” zespołu Depeche Mode nawołującego do poszukiwania boskiego pierwiastka w sobie. Gratulujemy!



![Polak w Meksyku. Wszedł na piramidę, oberwał kijem i trafił do aresztu [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63da6c1655cf1826b28afc8f%2F0-4.jpg&w=1920&q=80)






