Jest coś po końcu świata. Bracia Kacperczyk udowadniają to finałowym koncertem w warszawskiej Progresji [RELACJA]

23-04-20243 min czytania
Jest coś po końcu świata. Bracia Kacperczyk udowadniają to finałowym koncertem w warszawskiej Progresji [RELACJA]
fot. IG @kacperczyk.inc
Jesienią zeszłego roku ruszyli w „Trasę Końca Świata”. Bracia przeżyli tę trasę z pełną klasą i zgodnie z myślą, że po końcu świata też coś musi być, zagrali kolejną serię koncertów – „Trasę Po Końcu świata”, której zwieńczeniem był występ w warszawskiej Progresji 19 kwietnia.
Kacperczyk to duet tworzony przez braci, Macieja i Pawła. Ich debiut odbył się w 2020 roku, kiedy wydali album „Sztuki piękne”. Jednak to ich kolejny album, „Kryzys Wieku Wczesnego”, zapewnił im miejsce w czołówce polskiej sceny muzycznej. Niedawno ten właśnie album przekroczył granicę 100 milionów odsłuchań. Do tej pory wydali trzy albumy, z czego najnowszy – „Pokolenie Końca Świata” – był promowany podczas dwóch ostatnich tras koncertowych.
Najwierniejsi fani zaczęli gromadzić się pod klubem już od samego rana. Nic dziwnego – im wcześniej się przyjdzie, tym lepsze miejsce można zająć. Ale zanim zacznie się wpuszczanie do środka, trzeba jakoś zorganizować sobie czas. Można śpiewać piosenki, które już niedługo zabrzmią ze sceny, tworzyć koncertowe banery, albo po prostu rozmawiać o tym, co najbardziej ekscytuje. I bum! Wybija godzina 19:00, bramki się otwierają, a fani szturmem biegną pod scenę.

„Średnia pod sceną to 16 lat” – utwór Manekin

Łatwo to zauważyć – pierwsze kilka rzędów to osoby w wieku nastoletnim. W dalszych rzędach widać osoby już w przedziale 25-35 i bawią się oni tak samo dobrze, jak osoby w pierwszych rzędach.
Koncerty Kacperczyków mają bogate instrumentarium. Skład na scenie obejmuje dwie gitary, perkusję, klawisze i trąbkę. Jest też sporo ruchu scenicznego. Maciej Kacperczyk to prawdziwe zwierzę sceniczne – w jednej chwili skacze po scenie, śpiewając jeden utwór, a już w następnej ma na sobie gitarę i przygotowuje się do kolejnej piosenki. Paweł Kacperczyk jest spokojniejszy i mniej ruchliwy, ale gdy zasiada za perkusją, daje z siebie wszystko.
Koncert finałowy nie mógłby obyć się bez gości. Na scenie pojawili się m.in. Michał Anioł, CatchUp, WaluśKraksaKryzys, Hubert., a także Artur Rojek. Wraz z tym ostatnim bracia wykonali „Syn okiennika", jedną z najbardziej poruszających piosenek z ich ostatniego albumu. Dodatkowo, razem z Rojkiem zagrali też utwór Myslovitz "Mieć czy być".
To, co chwyta za serce podczas koncertów Kacperczyków, to wyjątkowa relacja, jaką Maciej i Paweł utrzymują ze swoimi fanami. Podczas występów nie brakuje interakcji między sceną a publicznością. Bracia zaangażowali się w zabawę „Wylosuj piosenkę”, w której Maciek wybrał kopertę z tytułem „Chwile”—utworu z ich debiutanckiego albumu. Byli również entuzjastyczni wobec banerów przygotowanych przez fanów i chętnie przyjmowali prezenty rzucane na scenę. Te gesty ukazują, jak bliski jest im kontakt z publicznością i jak bardzo cenią wsparcie swoich fanów.
Tym koncertem Maciek i Paweł pożegnali się z występami w klubach, otwierając nowy rozdział w swojej muzycznej karierze. Dzień po koncercie rozpoczęli trasę festiwalową, która obejmie większe imprezy muzyczne w całym kraju.
tekst: Olga Koczuk
FacebookInstagramTikTokX