To nie pierwszy raz, gdy sięga po modowe odniesienia. Wcześniej wystąpiła w kreacjach inspirowanych garderobą Niani Frani z kultowego serialu, a na ostatnich Grammy jej sukienka czerpała z estetyki filmu z 1964 roku, Pięciu mężów pani Lizy. Okazuje się, że celebryci również są fanami innych gwiazd – oprócz Carpenter podobne stylizacyjne zabiegi stosują m.in. Addison Rae i Tate McRae, które inspirują się Britney Spears nie tylko w modzie, ale i choreografii. Reakcja w mediach?
„Wszyscy ciągle do wszystkiego nawiązują. Ludzie chcą czegoś nowego i świeżego” niektórzy fani zaczynają domagać się więcej oryginalności.
I want it to be Sabrina, not Madonna
O ile styliści od dawna nawiązują do przeszłych wydarzeń, filmów czy kultowych stylizacji, dopiero w ostatnim czasie zaczęło to budzić bardziej mieszane reakcje. Odgrzebywanie tej samej sukienki, którą niegdyś nosiła Marilyn Monroe (blink, blink Kim Kardashian), kiedyś mogło spotkać się z aprobatą i owacjami w geście uznania dla legendarnej aktorki. Dziś jednak taki zabieg częściej zostaje uznany za przestarzały i mało kreatywny. Być może właśnie dlatego stylizacja Sabriny Carpenter inspirowana Madonną na ostatniej okładce Vogue’a, wywołała skrajne opinie.
Z jednej strony chwalono sesję za świetne wykonanie, z drugiej jednak zarzucano jej brak autentyczności – wielu uważało, że zabrakło w niej samej Sabriny, a jej charakter został przyćmiony przez cudzą estetykę. Krytyka dotyczy przede wszystkim braku oryginalności i budowania własnej marki, a zamiast tego – sięgania po gotowe wzorce, które przypominają katalog pełen sprawdzonych formułek. Co ciekawe, w komentarzach obok rozczarowania pojawia się także nadzieja – przekonanie, że Sabrina i inni artyści mogą obrać inną drogę. Zamiast kolejnych vintage sukienek i ubrań wyciągniętych z muzeów, mogliby skupić się na własnym stylu i współczesnych twórcach, kreując coś nowego, a nie tylko odtwarzając przeszłość.
Skąd moda na robienie references?
References są już sprawdzone i przetestowane – jeśli sięgamy po nie ponownie, to najczęściej dlatego, że wcześniej spotkały się z pozytywnym odbiorem. Mogą także pomagać w budowaniu tożsamości osoby, która z nich czerpie, co jest szczególnie widoczne u gwiazd z pokolenia Gen Z. To właśnie one chętnie eksplorują konkretne estetyki i opierają na nich swój brand.
W przypadku Sabriny Carpenter wydaje się, że nawiązania pełnią właśnie taką funkcję. Jej persona – oparta na poczuciu humoru, kokieteryjności i seksapilu w stylu pin-up girls z lat 40. – jest spójna z tym, co prezentuje na scenie, eventach i w mediach społecznościowych. Stylizacje inspirowane Nianią Franią oddają jej kapryśną nonszalancję i beztroskę, a odniesienia do Madonny, królowej popu, pozwalają lepiej zrozumieć jej artystyczne wybory i kierunek, w jakim zmierza.
W tym przypadku odwzorowywanie nie musi oznaczać braku oryginalności – może być świadomym narzędziem do budowania wizerunku i wpływania na sposób, w jaki fani odbierają jej postać.
Nawiązywanie a odtwarzanie – gdzie leży granica?
Nawiązywanie, gdy jest wykonane ze smakiem i wyczuciem, może subtelnie wzbogacać wizerunek artysty, dodając mu głębi i podkreślając jego artystyczne intencje. Jednak kluczowe jest, aby nie wymknęło się spod kontroli – gdy staje się dominującym tematem w rozmowach o danym celebrycie, może przyćmić jego autentyczność zamiast ją wzmacniać.
Granica między „składaniem hołdu” inspiracji a jej wiernym odtwarzaniem jest niezwykle cienka i łatwa do przekroczenia. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie – z jednej strony istnieje ryzyko zatracenia własnej tożsamości i przejęcia cudzej, z drugiej zaś – ograniczenie możliwości stworzenia czegoś, co byłoby unikalnie kojarzone właśnie z daną osobą.
Gdy nawiązania stają się zbyt oczywiste, uwaga odbiorców może przesunąć się z matrycy na oryginał – na przykład z Sabriny Carpenter na Madonnę. Zdają się to potwierdzać komentarze na TikToku, Instagramie czy X, gdzie można przeczytać:
„Gra w nawiązania to zawsze przegrana gra”.