Druga połowa lipca, wakacje trwają w najlepsze, a sala w Kinotece na przedpremierowym pokazie pełnometrażowego debiutu Igi Lis wypełniona po brzegi. „Bałtyk” w niezwykły sposób opowiada o poświęceniu, oddaniu i o tym, jak praca może wpłynąć na życie człowieka i jego bliskich.
Szum fal na początku dokumentu, zanim jeszcze pojawia się krajobraz, przenosi nas nad polskie morze. Wraz z lokalnym przewodnikiem widzowie zostają zabrani w głąb opowieści o Łebie. Zarówno na początku, jak i na końcu filmu jako najważniejszy punkt na mapie tej nadmorskiej miejscowości przedstawiona jest Wędzarnia ryb u Mieci. Sama Miecia natomiast jako królowa i serce Łeby.

fot. materiały prasowe
Historia nie tak prosta, jak się wydaje
Na pozór prosta historia kobiety, która od ponad 40 lat prowadzi legendarną już w Łebie wędzarnię, kryje w sobie znacznie więcej. To opowieść o niemal całkowitemu oddaniu się pracy, poświęceniu z nią związanym i o tym, jak osoby z naszego otoczenia czasem stają się nam bliższe niż rodzina. Osoba głównej bohaterki zdobywa sobie serca widzów pozytywnym nastawieniem, mądrością i doświadczeniem życiowym, ale przede wszystkim umiejętnością wybaczania i dawania drugiej i kolejnej szansy innym. Wielu od niej mogłoby się tylko uczyć. Jednak historia Mieci w pierwszej kolejności pokazuje jak praca i całkowite oddanie się jej wpływa nie tylko na życie nasze, ale i naszych bliskich.

fot. materiały prasowe
Przyglądając się losom pracowników wędzarni i członków rodziny głównej bohaterki obserwujemy międzypokoleniowy dialog. Każda z tych osób próbuje zrozumieć siebie nawzajem. Miecia swoim przykładem pokazuje jak trudno czasem odpuścić i powierzyć swoje obowiązki innym. Wniosek jest taki, że w niektórych momentach warto pozwolić sobie pomóc, nawet jeśli początkowo nie przychodzi to z łatwością. „Bałtyk” stawia też pytanie o to, kim Miecia jest poza pracą, z czym Królowa Łeby mierzy się wyjeżdżając do sanatorium.

fot. materiały prasowe
Poza poważnymi kwestiami w dokumencie nie brakuje humorystycznych dialogów i scen, jak przykładowo ta powracająca z turystycznym statkiem i jego kapitanem zabawiającym publiczność. Niejednokrotnie podczas seansu na całej sali można było usłyszeć śmiech.
Opowieść kadrami
Tym, co zachwyca w trakcie oglądania „Bałtyku” są również zdjęcia autorstwa Kacpra Gawrona. Statyczne ujęcia przenikają te ruchome podczas trwania całego filmu. Stabilne, pocztówkowe kadry przedstawiają Łebę w sposób, jaki większość z nas sobie ją wyobraża: gwarną, kolorową, w szczycie sezonu. Natomiast te reporterskie ukazują nadmorski kurort w całej jego okazałości, nie tylko w sezonie, ale i poza nim, dając tym samym widzom pogląd na mniej kolorowe realia jego mieszkańców.

fot. materiały prasowe
„Bałtyk” pozostawia nas zamyślonych, skłaniając do refleksji nad tym, co naprawdę liczy się w życiu. Przepełniony nostalgią, wywołuje wspomnienia znad polskiego morza i przywraca pamięć o tym, co już nie wróci. Genialny długometrażowy debiut reżyserski Igi Lis, co potwierdza między innymi całkowicie wyprzedany pokaz w Kinotece.
Polska premiera kinowa zaplanowana jest na 22 sierpnia, choć w niektórych miastach można oglądać „Bałtyk” już teraz.

![Iga Lis porusza serca widzów swoim pełnometrażowym debiutem „Bałtyk” [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fckeditor%2F0%2Ffv9k9kpTURBXy81N2RiNzU0YjE0YzBiY2IyNTQwMWM1YmUxMjFmODJiZC5wbmeTlQMAzQLmzQQ4zQJglQLNBLAAwsOVAgDNAu7Cw94AA6EwAaExAaEzww.jpeg&w=1920&q=60)
