W niedzielę ukazał się nowy odcinek podcastu premiera Mateusza Morawieckiego, który poświęcony jest serialowi Netflixa „Awantura”.
„Awantura” pojawiła się w naszym zestawieniu „10 znakomitych seriali, które warto obejrzeć wiosną”. Ociekający czarnym humorem serial ze stajni A24. To mroczna, pełna zwrotów akcji opowieść, która rozpoczyna się od incydentu drogowego pomiędzy dwojgiem nieznajomych. To daje ujście kotłującej się w nich frustracji, prowadząc do nieoczekiwanych i zaskakujących wydarzeń. Ona jest odnosząca sukcesy przedsiębiorczynią, on jest pracownikiem fizycznym. Paradoksalnie jednak łączy ich o wiele więcej, aniżeli chcieliby przyznać. „Awantura” to piękna historia nienawiści, a serial mistrzowsko mierzy się z tematami takimi jak presja społeczna, egzystencjalizm, pustka problemy psychiczne oraz pokoleniowa trauma.
Swoje przemyślenia miał również premier Morawiecki. Jego zdaniem „Awantura” to „symbol zmian w społeczeństwie amerykańskim, w którym dorastają kolejne pokolenia imigrantów z różnych rejonów Azji, Korei, Japonii, czy Chin”.
Jako przykład podał sytuację, w której bogata bohaterka maluje na samochodzie biednego mężczyzny napis „I am poor”, czyli „Jestem biedny”. „Nie dość, ze życie daje mu w kość, to jeszcze ktoś z góry traktuje go, jako gorszy gatunek człowieka. Jakby stan posiadania decydował o jego godności” – komentuje premier.
Morawiecki dostrzegł w serialu echo wydarzeń z Polski. Mowa o wpisie byłego szefa PO Borysa Budki, który udostępnił zdjęcie urzędników, przecinających wstęgę przed toi-toiem. Premier powiedział, że zdjęcie jest fotomontażem, a sam wpis obnaża „lekceważenie i rechot wobec prostych spraw, wobec zwykłych codziennych problemów”. Jak stwierdził, wiele polskich rodzin nie ma dostępu do podstawowych usług, co jest „efektem wieloletniego zaniedbania inwestycyjnego w Polsce oraz efektem braku naprawy finansów publicznych”.
Wniosek był następujący: w liberalnym państwie PO jest jak w serialu „Awantura”, w związku z czym powinien być on pozycją obowiązkową dla polityków opozycji.
Źródło: PAP


