Hejt po wycieku nagrań youtuberki to dowód, że wciąż mamy problem z seksualnością kobiet
Autor: Monika Kurek
14-05-2021

Natalia Kaczmarczyk, funkcjonująca pod pseudonimem Natsu, to popularna youtuberka i influencerka. Ma około miliona subskrybentów na YouTubie, a jej profil na Instagramie obserwuje ponad milion użytkowników. Natsu jest także członkinią Teamu X, czyli projektu agencji Spotlight, w ramach którego grupa youtuberów zamieszkała w willi pod Warszawą. Team X to konkurencja krakowskiej Ekipy Friza. 

W zeszłym tygodniu wyciekły nagrania z seks-kamerek Natsu i... na youtuberkę wylało się szambo. „Bez ubrań nie poznałem", „Dziwka", „Ile trzeba rzucić żetonów?", „Pokaż cycki", „Lustereczko powiedz przecie kto sprzedawał siebie w necie?", „Kto jest największą puszczalską kurwą na świecie?", „Kto się kurwi w necie?", „A to ździra" czy „Pokaż cipę" – to tylko niektóre z komentarzy. Ich autorzy często nie dostrzegali własnej hipokryzji i komentowali zdjęcia Natsu tuż po obejrzeniu nagrań, które wyciekły. Dlaczego oglądamy porno, ale mamy problem z pracą seksualną? Dlaczego istnieje przyzwolenie na krytykowanie zachowań seksualnych kobiet? Sprawa Natsu po raz kolejny obnażyła hipokryzję polskiego społeczeństwa. I to wcale nie ona ma się czego wstydzić. 

Praca seksualna to także praca 

Natsu zareagowała błyskawicznie i jeszcze tego samego dnia nagrała wiadomość do swoich obserwatorów. Powiedziała, że jest jej „potwornie głupio", a praca na seks-kamerkach była błędem młodości. Niedługo później opublikowała post, w którym podziękowała za wsparcie oraz ponownie podkreśliła, że kiedy patrzy na nie z perspektywy czasu – jej wybory nie były dobre.

Być może Natsu rzeczywiście się wstydzi, a być może powiedziała tak, bo ktoś jej to zasugerował. Trudno stwierdzić. Tak czy owak, była to dobra decyzja z marketingowego punktu widzenia, bo powiedziała to, co jej odbiorcy chcieli usłyszeć. Niektórym jednak to nie wystarczyło. 

Za Natsu murem stanęli youtuberzy oraz tiktokerzy tacy jak m.in. Friz, Marcin Dubiel, Tromba, Patecki, Boxdel, Nitro, Jeleniewska, Kinga Sawczuk czy Veronica Bielik. Reakcje internautów były podzielone.

Wsparcie popularnych twórców pomogło opanować kryzys wizerunkowy, ale wielu internautów twierdzi, że przyczynia się ono do normalizowania pracy seksualnej (albo według nich „kurewstwa" i „dawania dupy"). Samozwańczy strażnicy moralności wciąż pytają także, czy to dobrze, że Natsu daje właśnie taki przykład swoim młodziutkim obserwatorkom. 

Taki przykład, czyli jaki? Natsu nie zrobiła nikomu krzywdy i nic nie usprawiedliwia obrzydliwych komentarzy po wycieku nagrań. Nie ma znaczenia, czy pracowała jako cam girl przed założeniem kanału YouTubie, czy po. Zresztą warto w tym miejscu zauważyć, w ciągu ostatnich dwóch lat ogromną popularność zdobył amerykański portal OnlyFans, o którym Beyoncé wspomniała w remixie piosenki „Savage" Meghan Thee Stallion. Na OnlyFans twórcy mogą udostępniać płatne treści, a ponad połowę kontentu stanowią treści dla dorosłych. OnlyFans ma ok. 120 milionów użytkowników, wśród których znajdują się m.in. Cardi B., Bella Thorne, Amber Rose, Tyga, Tyler Posey czy Pia Mia. Jedni pokazują kulisy swojej pracy, inni publikują pikantne zdjęcia. I w tym również nie ma nic złego. 

-  Zgodnie z artykułem 10 punkt 2 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych praca modelki/la na serwisach kamerkowych kwalifikuje się jako działalność wykonywana osobiście. Za przychody z działalności wykonywanej osobiście uważa się przychody otrzymane z działalności artystycznej, do których zalicza się właśnie m.in. realizowane za pośrednictwem serwisów kamerkowych live show/pokazy na żywo - możemy w przeczytać w broszurze przygotowanej przez Sex Work Polska. 

Udostępnianie wizerunku Natsu a prawo 

Wiemy już zatem, że Natsu nie złamała prawa. Ale co z osobami, które udostępniają tego typu filmy? Według art. 191a part. 1 Kodeksu karnego udostępnianie wizerunku nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Oczywiście, ktoś może zwrócić uwagę, że youtuberka wyraziła taką zgodę cztery lata temu, ale zazwyczaj na tego typu portalach dostęp do materiałów mają wyłącznie osoby, które dokonają stosownej opłaty. Poza tym, dostęp do materiałów wcale nie równa się przyzwoleniu na rozpowszechnianie. Tym bardziej, że w tym przypadku udostępniane przez youtuberkę materiały nie były dostępne dla polskich adresów IP. 

Praca seksualna jest zła, ale porno jest OK 

Należy także zadać sobie pytanie, czy rozpowszechnianie filmów Natsu jest moralne. No bo dlaczego na potępienie ma zasługiwać wyłącznie Natsu, a nie ludzie, którzy bezprawnie udostępniają jej wizerunek? Prawda jest taka, że po raz kolejny mamy tu do czynienia z wybiórczą moralnością.

Z jednej strony pracownice seksualne są traktowane z pogardą, a z drugiej – wszyscy oglądają porno. W badaniu Seksualność Polek i Polaków w czasach COVID" prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy 43 proc. Polaków zadeklarowało, że ogląda materiały pornograficzne (62 proc. mężczyzn i 26 proc. kobiet). Raport opracował prof. Izdebski, znany seksuolog oraz kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Badanie dotyczyło okresu marzec-maj 2020 i wzięło w nim udział 3 tys. osób. Warto dodać także, że w 2020 roku Polska znalazła się na 15. miejscu wśród krajów, których mieszkańcy w 2020 roku najczęściej odwiedzali portal PornHub. 

alt text

Mimo to, w naszym kraju osoby pracujące seksualnie skazuje się na ostracyzm. Tym razem oberwało się Natsu, ale wcześniej gromy spadły np. na dziewczyny prowadzące podcast „Dwie dupy o dupie" czy Kitty Tease, która pracuje jako cam girl. Oczywiście można upierać się, że sektor usług seksualnych i branża pornograficzna powinny zniknąć z powierzchni ziemi, ale to nie rozwiązuje problemu. Przecież ten biznes będzie kwitł tak długo, póki ludzie będą korzystać z usług seksualnych oraz oglądać materiały pornograficzne. Najlepszym wyjściem w tej sytuacji jest więc po prostu zapewnienie pracownikom godnych warunków pracy oraz pamiętanie, że sprzedają oni usługi, a nie swoje ciała. Wyzywanie pracownic seksualnych od „kurew" i „szmat" sprawia jedynie, że autorzy komentarzy utwierdzają się w swojej fałszywej wyższości moralnej. Ale przecież niektórym to wystarczy, prawda? 

I teoretycznie mogłabym na tym zakończyć, lecz internauci reagują podobnie, gdy dochodzi do wycieku czyichś nagich zdjęć. Na początku kwietnia ofiarą takiego wycieku padła nastoletnia youtuberka Queen of the Black. Hejt był tak duży, że pod koniec miesiąca dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. Podobnych sytuacji jest mnóstwo. W internecie lądują zdjęcia czy filmiki, na których widać nagą kobietę i zaczyna się lincz. Ofiarą hejtu pada wtedy oczywiście bohaterka zdjęć, a nie osoba, które bezprawnie je opublikowała. Nie ma więc znaczenia, czy kobieta podejmuje decyzję świadomie czy ktoś robi to za nią. Winna i tak jest zawsze kobieta. Bez względu na wiek czy status społeczny – mierzyły się z tym zarówno anonimowe nastolatki, jak i popularne gwiazdy.

W tym kontekście warto zapoznać się z filmem „Assassination Nation" Sama Levinsona, twórcy "Euforii". Opowiada on o czterech nastolatkach, które zostają oskarżone o upublicznienie prywatnych informacji dotyczących mieszkańców miasteczka. Akcja nieprzypadkowo dzieje się w Salem, a w obsadzie znajdują się m.in. Bella Thorne, Suki Waterhouse, Hari Nef, Odessa Young, Maude Apatow czy Bill Skarsgård. „Assassination Nation" to obraz brutalnego polowania na czarownice w dobie Instagrama. Ironiczny, wstrząsający i obsypany brokatem, ale dający do myślenia.

Czy polowanie na czarownice i slut-shaming to kierunek, w którym chcemy podążać? Nauczmy się w końcu szanować wybory innych ludzi, nawet jeżeli nie się z nimi nie zgadzamy! Może czas przestać rozmawiać o „winie" kobiet i zaakceptować, że kobiety również mają potrzeby seksualne, a ich seksualność nie jest zagrożeniem, przed którym należy się chronić. A przede wszystkim jest ona ich częścią i jest piękna. 

udostępnij