Minęło już siedem lat odkąd Friendly Fires wypuścili swój długogrający album. "Pala" była nowym otwarciem dla kapeli, która zaczynała na fali mody na dance punk i new rave, ale szybko poszła w stronę łebskiego popu. Miesiące pod wydaniu przyniosły jednak tragiczną informacje o śmierci trębacza grupy, Richarda Turnera, oraz chorobie lidera Eda Macfarlane'a, który zmusiła zespół do przełożenia trasy koncertowej.
Przy okazji wizyty na Open'er Festivalu w 2012 roku, wokalista mówił, że następne poczynania grupy mogą być dużo trudniejsze do strawienia. Na zapowiedziach jednak się zakończyło. Status zespołu zawisł na całe lata w powietrzu. Panowie zdążyli wrócić na scenę w ostatnich miesiącach, ale pierwszy kawałek dostaliśmy od nich dopiero teraz.
"Love Like Waves" to powrót w formie w jakiej Friendly Fires jeszcze nie widzieliśmy. Singiel kontynuuje balearyczne wątki rozpoczęte przez kapelę na "Pali", ale wydaje się ich pierwszym kawałkiem stworzonym bezpośrednio na parkiety. Każdy następny wers jest jeszcze bardziej chwytliwy niż poprzedni. Po takim zwiastunie czekamy więc na płytę, która najpewniej ustawi nam całe lato.


