Na fali „Wszystkich ludzi prezydenta" Alana Pakuli, ukazujących kulisy włamania do siedziby Demokratów w 1972 roku, które doprowadziły do dymisji ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Richarda Nixona, Michael Mann stworzył opartą na faktach fabułę „Informatora". Reżyser słynie z emocjonalnych obrazów, które sprawiają, że widz nie jest w stanie oderwać wzroku od ekranu, a historia pracownika koncernu tytoniowego, który ujawnia przed opinią publiczną nielegalne działania swojego pracodawcy, to tak naprawdę samograj w rękach Manna. Russell Crowe odgrywający rolę naukowca, Jeffreya Wiganda, perfekcyjnie oddaje charakter introwertyka i idealisty, który nagle znajduje się na świeczniku wszystkich - swojej firmy, służb porządkowych, prasy i społeczeństwa. Tuż obok niego widzimy Ala Pacino starającego się spełniać swoją misję dziennikarską w dochodzeniu do prawdy i szerzeniu jej, choć to stawia go w jednym szeregu wrogów publicznych koncernu tytoniowego. W „Informatorze" ponownie mamy do czynienia z moralnością stojącą w kontrze do wielkich pieniędzy i jednostkami toczącymi walkę z systemem. Mogłoby się zdawać, że inny porządek rzeczy po prostu nie istnieje. Ale czy to oznacza, że należy na niego przystać?