Dziś 4/20 - święty dzień dla wszystkich palaczy marihuany. Jeśli do czegokolwiek możemy was namawiać, to do przyjrzenia się wybranym przez nas ośmiu filmom, które warto obejrzeć na trzeźwo oraz z trochę bardziej wyostrzonymi narzędziami analitycznymi. Pamiętajcie żeby pić dużo wody i mieć jakieś przekąski pod ręką.
Na wstępie zacznijmy od Ojca Chrzestnego całego gatunku. Big Lebowski nie jest oczywiście pierwszym filmem, w którym palenie zostawia ślad na całym przedstawionym świecie. Bracia Coen od niechcenia stworzyli jednak jednego z bardziej kultowych bohaterów w historii kina. Dude stał się archetypem slackera i protagonisty, który absolutnie nie chce mieć nic wspólnego z wydarzeniami, w które został wplątany. Najważniejszy jest jednak ton całej opowieści – Big Lebowski jest w tym samym stopniu głupawą anegdotą, co przypowieścią filozoficzną. I właśnie to złamanie zasady decorum sprawia, że każdy pokaz tego filmu jest niepowtarzalnym doznaniem. Niezależnie od warunków.


