Jesteśmy na imprezie „Blue night”. Nawiązując do jej tematu, chciałabym cię zapytać – gdybyś mogła wybrać jedno nocne zwierzę, które z nich by to było?
Jaguary chyba wychodzą po zmroku. Wychodzą? W każdym razie czuję się jaguarem (śmiech).
„Came Here For Love” zdaje się być utworem bardziej lekkim i radosnym niż twoje dotychczasowa twórczość. Mogłabyś powiedzieć coś o płycie, nad którą aktualnie pracujesz?
Zgadzam się w 100%, że „Came Here for Love” jest bardziej pozytywne. Mój ostatni album był nagrywany z perspektywy nastolatki ze złamanym sercem. Teraz jestem szczęśliwa, przeżyłam wspaniały rok. Nie zrobiłam gap year, tak naprawdę nigdy dotąd nie miałam okazji podróżować po świecie w sposób, w jaki bym chciała. Oczywiście zatrzymywałam się w różnych lokalizacjach, ale ograniczało się to raczej do przemieszczania taksówkami na miejsce koncertów. Chciałabym, żeby nadchodzący album był powrotem do mojego nastoletniego życia i tego, czego nie udało mi się wtedy zrobić.
Przez nawiązania do soulu i popu bywasz porównywana do Amy Winehouse. Co o tym sądzisz?
Nie jestem pewna, czy mogę się z tym zgodzić, ale jest to dla mnie ogromny komplement. Amy Winehouse to legenda i nie znam osoby, która nie chciałaby być do niej porównana.
Jeśli mówimy o Amy Winehouse, jacy artyści oprócz niej są dla ciebie ważni?
Amy Winehouse na pewno jest dla mnie wyjątkowo ważna. Oprócz tego Lauren Hill, Basement Jaxx i Gorillaz.
Obecnie rosnąca liczba młodych artystów czuje zagrożenie w obliczu globalnej sytuacji politycznej. Jak ty się na to zapatrujesz?
Najbardziej martwi mnie, że właściwie niewiele możemy z tym zrobić. Oczywiście powinniśmy głosować, ale pewne decyzje, z którymi niekoniecznie się zgadzamy, podejmowane są za nas. To przerażające, pierwszy raz w życiu nie umiem wyobrazić sobie, jak będzie wyglądał świat za 10 lat.
Co sądzisz o takich działaniach jak chociażby promowanie sloganu „girl power” na koszulkach?
Kobiety powinny się wzajemnie wspierać, a takimi hasłami powinno się edukować społeczeństwo, szczególnie młode pokolenie. Dla mnie bycie feministką jest po prostu postrzeganiem siebie jako równej i niepozwalaniem na traktowanie gorzej tylko dlatego, że jesteś kobietą. Często zdarza się, że kobiety zaczynają walczyć przeciwko sobie. To niepotrzebne budowanie napięcia i nieporozumień.
Niedawno zmarł twój ojciec, a mimo to nie przestałaś koncertować. Zastanawiam się, skąd czerpiesz siłę.
To był bardzo dziwny moment w moim życiu. Miałam konkretne muzyczne plany na ten rok, robiłam wszystko, żeby z nich nie rezygnować. Mój sposób na poradzenie sobie to po prostu robienie tego, co kocham, więc dlaczego miałabym przestać?