Zainspirowani t-shirtami z materiału pochodzącego z butelek, tajscy mnisi wpadli na pomysł, by ich charakterystyczne, pomarańczowe szaty szyć w podobny sposób. Jak pozyskali surowiec? Do tej pory mnisi przyjmowali jałmużnę w postaci jedzenia, teraz sytuacja nieco się odmieniła. W zamian za błogosławieństwo lokalna ludność przynosi plastikowe odpady, pozbawione nakrętek i etykiet. Następnie są one zgniatane i wysyłane do fabryki, gdzie powstają włókna, a w konsekwencji materiał, który farbowany jest na odpowiedni kolor. By wykonać jedną koszulkę potrzeba 12 butelek, na szatę trzeba przeznaczyć ich kilogram.
Inicjatywę można wpisać w wiele pozytywnych kontekstów. Przede wszystkim przyczynia się do wzrostu świadomości ekologicznej. W Tajlandii jest to szczególnie ważne, ponieważ kraj ten zajmuje niechlubne, piąte miejsce na liście krajów, które najintensywniej zanieczyszczają oceany plastikiem. Działanie na rzecz poprawy stanu środowiska jest także jednym ze sposobów praktykowania buddyzmu. Praca przy segregowaniu odpadów pozwala także zaktywizować zawodowo część społeczności. Jak widać, idea zrównoważonej mody zatacza coraz szersze kręgi.
„Nie ma między nimi różnicy. Sam noszę szatę z materiału z recyclingu, która jest bardzo podobna do tej tradycyjnej” podsumował Thipakorn, jeden z mnichów ze świątyni Wat Chak Daeng.