Pierwsza degustacja wina naturalnego, czyli La Dive Bouteille, odbyła się już w 1999 roku, ale dopiero od niedawna przedziera się ono do winiarskiego mainstreamu. Wino naturalne to nic innego jak trunek produkowany z czystych winogron, niepoddawanych działaniu pestycydów. Takie wino nie ma w sobie żadnych dodatków, filtratów, a ilość siarczanów jest w nim minimalna. Proces fermentacji jest bardzo wolny, tak, by wymagał jak najmniej ingerencji człowieka.
„– „Rezultatem są wina o odważniejszym, bardziej ziemistym smaku: „żywe” to jeden z najczęściej przywoływanych przymiotników” skomentował w wypowiedzi dla „Vogue” Joshua Lachkovic, założyciel start-upu dowożącego wina do klientów na podstawie miesięcznej subskrypcji.
Jeśli zaś chodzi o wcześniej wspomniany już osad, to jest on wynikiem braku filtrowania soku winogronowego.
Pochwała autentyczności to jedna z cech, które wyróżniają pokolenie milenialsów i to właśnie jeden z powodów popularności wina naturalnego w kręgach młodych ludzi. Chodzi o to, by wino było wyraziste, ziemiste i żywe. Komentarze, które możemy odnaleźć na internetowych forach wina naturalnego brzmią na przykład: „To smakuje jak sorbet cytrynowy i lody ze sznapsa brzoskwiniowego. Trochę gazowane, ale nie agresywne”.
Podczas, gdy jeszcze dziesięć lat temu dwudziestokilkulatkowie nie zwykli przesiadywać w winiarniach, teraz są one oblegane właśnie przez nich. Naturalne wino wydaje się być „eliksirem zdrowia”, niepowodującym uporczywych fal gorąca, nudności i pulsującej głowy. Niestety to przesada – poranek po zbyt dużej ilości wina będzie zawsze taki sam. Warto jednak dać naturalnemu winu szansę, dlatego jeśli jesteś akurat w Amsterdamie, nie zapomnijcie dodać do swojej mapy Glou Glou, a w Krakowie odwiedźcie Kraków Slow Wines w Krakowie. Może naturalne wino to coś dla was?
/tekst: Martyna Małysiak/