![Dlaczego przed koncertem Rihanny jest mecz? [FELIETON]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63ea50cb8596a56ad0d492a0%2Friririr.png&w=1920&q=75)
![Dlaczego przed koncertem Rihanny jest mecz? [FELIETON]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63ea50cb8596a56ad0d492a0%2Friririr.png&w=1920&q=75)
fot. YT @superbowl
Gdyby trzy dekady temu jakiś pop-wizjoner przepowiedział, że blisko piętnastominutowa przerwa w Super Bowl będzie dla mas znaczyła więcej niż sam mecz amerykańskiego futbolu, zostałby nazwany upadłym dziennikarzem.
„Odbiorca jest twórcą kultury, a nie jej konsumentem” — twierdzi John Fiske, autor książki „Zrozumieć kulturę popularną". I rzeczywiście jeszcze wiele musimy pojąć, bo gdyby trzy dekady temu jakiś pop-wizjoner przepowiedział, że blisko piętnastominutowa przerwa w Super Bowl będzie dla mas znaczyła więcej niż sam mecz amerykańskiego futbolu, zostałby nazwany upadłym dziennikarzem. Zaryzykowałbym otrzymanie tego tytułu, gdybym już wtedy wiedział, że występ niejakiej Rihanny przesunie poprzeczkę Halftime Show jeszcze wyżej.
Rola ikon
Rasowość Halftime Show wyklarowała się w latach 90. Wcześniej w przerwie od meczu scenę przejmowały mało znane zespoły, często stanowe, akademickie, nawet licealne. Głównie to tancerze wiedli prym, bo przecież musiało się dziać, zaś Amerykanie kochali lekką dezorientację tuż przed drugą połową wydarzenia skali niemal narodowej. W pamięci utkwił mi jedynie występ Elli Fitzgerald i Carol Channing z 1972 roku. Nie to, żebym oglądał go na żywo, bo na świecie nie było jeszcze wtedy nawet mojej mamy, ale zdjęcia Carol skąpanej w śnieżnobiałym futrze, z włosami niby era trasy „Blonde Ambition" Madonny, nadal inspirują zagorzałych fanów Halftime Show. To właśnie w 1972 roku Ella Fitzgerald została pierwszą artystką jazzową oraz pierwszą Amerykanką, która wystąpiła w przerwie meczu. Al Hirt towarzyszył jej wtedy grając na trąbce, co miało być hołdem w stronę zmarłego rok wcześniej Louisa Armstronga, jednego z najwybitniejszych trębaczy i muzyków jazzowych w historii muzyki. Uczczenie pamięci o zmarłych artystach to dość częsty zabieg podczas HS. Choć nie mogę powiedzieć, że uwielbiam występ Justina Timberlake’a z 2018 roku, który miał miejsce świeżo po wydaniu mocno średniej płyty „Man of the Woods", muszę przyznać, że złożenie hołdu Prince’owi i zaśpiewanie ikonicznego „I Would Die 4 U" nieco mnie wzruszyło. W końcu przerwa Super Bowl w 2007 roku należała właśnie do Prince’a. Artysta zaśpiewał „Purple Rain" podczas silnej ulewy, jednak ta nie przeszkodziła mu w rozprzestrzenieniu magicznej aury. Na kilka godzin przed występem do Prince’a zadzwonił producent Don Mischer, aby powiedzieć mu, że najprawdopodobniej będzie musiał wystąpić w trakcie mocnej burzy i deszczu. „Czy możesz sprawić, aby padało mocniej?” — miał odpowiedzieć Prince. Właśnie tak zachowują się legendy. A już na pewno nie śpiewają z playbacku.
Triumfy i chłodne porażki
Boysband New Kids on the Block uświetnił mecz swoim występem w 1991 roku. I uważam, że to właśnie ten performance popchnął amerykański biznes sportowy do przodu, jeśli chodzi o skomercjalizowanie syntezy kultury i futbolu. Występ pomógł również branży rozrywkowej, bo okazało się, że ulokowanie na boisku disneyowskich postaci, dmuchanego zamku, marzycielskich szarf i gwary uśmiechniętych dzieci cieszy odbiorców i hurtowo napędza sprzedaż. The Blues Brothers i Boyz II Men wystąpili na Halftime Show już kilka lat później, by w 2001 roku koncert *NSYNC przeszedł do historii. Grupie towarzyszył zespół Aerosmith, Mary J. Blige, Nelly i sama Britney Spears, która zdominowała rynek muzyczny w dobie supremacji boysbandów. Dominacja dominacją, ale w mikrofonie Britney, co oczywiście nie dziwi, na próżno było szukać naturalnego dźwięku. Bardzo chciałbym go znaleźć u Madonny, ale jej Super Bowl Halftime Show jest dla mnie niestety porażką do kwadratu. Królowa popu miała przypieczętować swoją pozycję, na stałe wydrążyć literę „M" w umysłach pokoleń, jednak zamiast tego zachowała się tylko poprawnie. Nie śpiewała na żywo, nawet nie starała się udawać, że to robi. Jej ruchy były nieporadne, w pewnym sensie obłe i niewzruszone. Jakby tego było mało, nie obyło się bez potknięć, chaosu i niejasnych przejść. Na scenie nie zostawiła duszy, może nie miała już czego zostawić. Kocham jej twórczość, ale nawet zaproszenie Nicki Minaj nie pomogło. M.I.A. i LMFAO to pomyłka, która podczas setu Madonny nie powinna się wydarzyć. Madonnie na pewno udało się jedno — przebić tragiczny występ The Black Eyed Peas z 2011 roku. Przynajmniej na chwilę zapomniano o odsłoniętej piersi Janet Jackson.
Rok po Madonnie przyszedł czas na Beyoncé. I tutaj mamy do czynienia z niezwykłą pasją, profesjonalizmem i nienaganną etyką pracy. Siła, dynamiczna choreografia, moc kobiecej formacji i sentymentalny powrót do czasów Destiny’s Child (artystka zaprosiła na scenę Kelly Rowland i Michelle Williams) to czynniki, dzięki którym mogę zaliczyć performance Beyoncé do piątki moich ulubionych Halftime Shows. Występ Katy Perry z 2015 roku może jest trochę przaśny, jednak mam do niego sentyment. Lenny Kravitz dołączył do piosenkarki podczas „I Kissed A Girl" i rozniósł scenę. Utwór w wersji rockowej wybrzmiał genialnie, a płomienny anturaż stał się ciekawym przejściem do hitu „Teenage Dream". Komiksowe kostiumy rekinów, palm i piłek plażowych na szczęście nie były użyte kiczowato, lecz granica przegięcia była naprawdę cienka. Katy zakończyła utworem „Firework", co było do przewidzenia. Zrobiła rundkę dookoła stadionu na latającej gwieździe i zadała kluczowe, dzisiaj już memiczne pytanie: „Do you ever fele like a plastic bag?". Katy zrobiła spójne show, nie dała się scenicznym wpadkom i wykonała zadanie najlepiej, jak tylko umiała. „Do przyszłych artystów: bawcie się dobrze, celebrujcie, cieszcie się, gdy jest już po wszystkim. I powodzenia w przebiciu mojego występu” — powiedziała w jednym z dokumentów. Cóż, Katy, jestem fanem twojej pracy, ale nie będzie to specjalnie trudne.
Występ Coldplay, Beyoncé i Bruno Marsa w 2016 roku był w porządku. Nie zachwycił mnie, nie sprawił, że spadłem z krzesła, nie podniecił mnie. No, może z wyjątkiem części Beyoncé — ta zawsze wie, jak odpalić moje popowe soczewki. Występ był dynamiczny, sprawny. Czuję, że piękne wizualizacje wyszły spod ręki Chrisa Martina. Już rok później wszystko było jasne. Ogłoszono, że 51. edycja Super Bowl Halftime Show należeć będzie do Lady Gagi. Po wydaniu „Joanne" artystka potrzebowała papierka lakmusowego, sprawdzianu życia.
- Nigdy nie miałam takiego występu, jak nagroda za całokształt twórczości. Czuję, że ta chwila podsumuje całą moją karierę. Nie ma niczego większego, to występ mojego życia — skonkludowała w netfliksowym dokumencie „Gaga: Five Foot Two".
I w ogóle się nie pomyliła. Dała nie występ a spektakl. Przeszła przez swoją całą dyskografię. Pominęła co prawda „ARTPOP", co złamało mi serce, ale tracklista została ułożona perfekcyjnie. Zeskoczyła z dachu, zawirowała sobie w powietrzu, znakomicie dopięła choreografię przy pomocy warholowskiego kolektywu „Haus of Gaga" i wyginała się w płomieniach przy kończącym show „Bad Romance", nie fałszując przy tym ani razu. Scena pod względem architektonicznym była oddzielnym bohaterem występu — nadawała mu charakter, narrację, czule pilnowała tancerzy. Gaga zakończyła występ łapiąc piłkę i skacząc w pojemnik wypełniony gąbkami. Wyobrażacie sobie moment, w którym tej piłki jednak nie łapie? Ja też nie. Złapała ją przecież dla gejów.
Don’t stop the music, Rih!
Mówi się, że uczestnictwo popularnej formy sztuki w życiu codziennym naśladuje popularne uczestnictwo odbiorcy w jej formie. W Super Bowl każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni celebrują piękno piłki nożnej, drudzy chcą obejrzeć najdroższe reklamy świata, a inni są wniebowzięci, gdy oglądają występ ulubionego artysty w przerwie meczu. Logika kultury fanowskiej wychodzi poza schematy, tworzy własny mikroświat i buduje kreatywną przestrzeń. To przecież my, fani, mówimy o sztuce, piszemy o niej i przetwarzamy ulubione dzieła, zapewniając im nieśmiertelność. Dzięki temu sami jesteśmy częścią sztuki, jej rolą, destynacją. I choć Robyn Rihanna Fenty z Barbadosu nie dała nam nowego albumu od siedmiu lat, udowodniła, że bardzo dobrze zna swój cel. Jest performerką zupełną, tytanem pracy i scenicznym kameleonem, bo w trzynaście minut musiała upchać siedemnaście lat kariery.
Tegoroczne SB Halftime Show rozpoczęła utworem „Bitch Better Have My Money” i sekundę po rozpoczęciu utworu sprawiła, że na chwile zamarłem. Podczas występu Rihanna ogłosiła, że spodziewa się drugiego dziecka. Ucieszyłem się, oczywiście, ale wciąż trzymałem kciuki za performance wart czekania. Siedem podwieszonych platform zrobiło na mnie wrażenie. Ich wizualny aspekt naturalnie odciągał mój wzrok od chwilami skrępowanych ruchów wokalistki. Ciąża robi swoje, ale nie było porażki. Rola tancerzy w tym występie znaczyła wiele. To oni wytyczali segmenty kolejnych piosenek, kończyli historię i zaczynali opowiadać kolejną, choć podobnie jak Rih, również nie zmienili stylizacji. Gdy przed „Where Have You Been” usłyszałem zremiksowany fragment „Phresh Out The Runway”, wiedziałem, że dalej będzie dobrze. Wybór następujących po sobie utworów przypomniał mi medley artystki z MTV Video Music Awards w 2016 roku. Samo wspomnienie wystarczyło, żeby w mojej głowie aktywować efekt aureoli, a gdy dostałem jeszcze połączenie „We Found Love" z „S&M", poczułem się spełniony. Wielki plus za „Run This Town” — JAY-Z był na widowni z córką i mógł sobie przypomnieć czasy swojej świetności. Jestem przekonany, że przed oczami Rihanny przeleciała wtedy cała droga, jaką musiała pokonać, by znaleźć się na szczycie. Nie bez przyczyny Apple Music użyło „Run This Town” promując wydarzenie. Motywująca historia małej Robyn zatoczyła koło. I zrobiła to w pięknym stylu.
Czy mi się podobało? Tak. Czy jednak mam niedosyt? Pewnie, że tak. Ale jest to właśnie efekt wygórowanych oczekiwań, na które żaden szanujący się fan nie umie nic poradzić. W mojej głowie przeszła oczywiście wizja wypuszczenia nowego singla tuż po zakończeniu występu, ba, nawet zapowiedź całego albumu. W zamian za to dostałem obrazek ciążowego brzuszka i pstryczek w nos w postaci reklamy produktu „Fenty Beauty" podczas wystąpienia. Nie ukrywam, że było to zabawne, jeśli przypomnimy sobie twitterowe żarty o gorączkowej promocji marki kosmetycznej w trakcie koncertu. W każdym razie SB Rihanny bezsprzecznie przejdzie do historii, bo jakby powiedział Fiske, zgodnie z gustem popularnym sztuka powinna służyć jakiemuś celowi lub mieć jakiś sens. Jeśli ogłaszać ciążę, to tylko podczas Halftime Show.
tekst: Bartłomiej Warowny
Polecane
![Olivia Colman nie do poznania w nowej serii współtwórcy „Peaky Blinders” i „Tabu” [teaser]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63e6762655cf1826b28b028f%2Folivia-colman-great-expectations.jpg&w=1920&q=75)
Olivia Colman nie do poznania w nowej serii współtwórcy „Peaky Blinders” i „Tabu” [teaser]
![Dyrektorka liceum w Sosnowcu odtworzyła taniec Wednesday na studniówce [wideo]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63e66bc355cf1826b28b0278%2Fwednesday.jpg&w=1920&q=75)
Dyrektorka liceum w Sosnowcu odtworzyła taniec Wednesday na studniówce [wideo]

Nowości w lutym na Netflixie – Do zobaczenia!

Powstaje kinowa biografia Michaela Jacksona. Wiemy, kto zagra legendarnego muzyka

Na zakupy z pieskiem czy bez pieska? W Galerii Katowickiej powstał Dogbar dla czworonogów

Lush z pierwszym stacjonarnym sklepem w Polsce. Znamy datę otwarcia
Polecane
![Olivia Colman nie do poznania w nowej serii współtwórcy „Peaky Blinders” i „Tabu” [teaser]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63e6762655cf1826b28b028f%2Folivia-colman-great-expectations.jpg&w=1920&q=75)
Olivia Colman nie do poznania w nowej serii współtwórcy „Peaky Blinders” i „Tabu” [teaser]
![Dyrektorka liceum w Sosnowcu odtworzyła taniec Wednesday na studniówce [wideo]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F63e66bc355cf1826b28b0278%2Fwednesday.jpg&w=1920&q=75)
Dyrektorka liceum w Sosnowcu odtworzyła taniec Wednesday na studniówce [wideo]

Nowości w lutym na Netflixie – Do zobaczenia!

Powstaje kinowa biografia Michaela Jacksona. Wiemy, kto zagra legendarnego muzyka

Na zakupy z pieskiem czy bez pieska? W Galerii Katowickiej powstał Dogbar dla czworonogów
