fot. kolaż Patrycja PyzaWiększość z nas doskonale pamięta głośną kolekcję Miu Miu z 2022 roku, nad którą stylistycznie czuwała Lotta Volkova. To właśnie ten pokaz przeniósł nas wprost do estetyki wczesnych lat 2000 i zapoczątkował powrót trendu mini. Nie tylko w formie spódnic, ale również szortów, obcisłych sylwetek, odsłoniętych brzuchów i crop topów.
Kolekcja Miu Miu nie była jedynie nostalgicznym cytatem, lecz nowoczesną reinterpretacją młodzieńczej prowokacji tamtej dekady. Warto jednak pamiętać, że mini od samego początku było symbolem buntu. Już w latach 60., za sprawą projektantki Mary Quant, spódniczka mini stała się manifestem wolności i sprzeciwu wobec konserwatywnych norm społecznych. Skrócenie długości było wówczas radykalnym gestem przejęcia kontroli nad własnym ciałem i wizerunkiem oraz wizualnym znakiem kulturowej rewolucji.
To właśnie dlatego mini powraca w momentach przełomowych. Każde kolejne pokolenie nadaje mu nowe znaczenie, zachowując jednak jego pierwotny ładunek symboliczny. W wersji zaproponowanej przez Miu Miu mini ponownie stało się narzędziem prowokacji, ale tym razem skierowanej do estetyki Y2K i współczesnych napięć kulturowych. Nic więc dziwnego, że już rok później trend ten widoczny był nie tylko na wybiegach Miu Miu, ale również u marek takich jak Isabel Marant.
fot. kolaż Patrycja PyzaSkoro mowa o Isabel Marant, trudno nie wspomnieć o kolejnym ważnym odświeżeniu, który powrócił do łask niemal równolegle z mini, czyli sneakersach na platformie. Ikoniczne sportowe buty na podwyższonej podeszwie miały swój moment w okolicach 2012 roku, jednak dziś wracają w nowym kontekście. Ponownie napędzane estetyką wczesnych lat 2000 i rosnącą potrzebą łączenia wygody z wyrazistą sylwetką.
fot. kolaż Patrycja PyzaMożna zapytać: czy cykl trendów nie powinien trwać dłużej niż 13 lat? W teorii tak. Jednak współczesna moda funkcjonuje według zupełnie innych zasad. Technologia, media społecznościowe i natychmiastowy przepływ informacji sprawiły, że cykle życia trendów znacząco się skróciły i stały się mniej przewidywalne niż w przeszłości.
Klasyczny cykl życia trendu w modzie dzieli się na pięć etapów: wprowadzenie, wzrost, szczyt, spadek oraz starzenie się. Dziś jednak te fazy coraz częściej nakładają się na siebie, a trendy potrafią przejść pełny cykl w ciągu zaledwie kilku sezonów, a to tylko po to, by powrócić szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
Dobrym przykładem są sneakersy na platformie, które jeszcze dekadę temu uchodziły za estetyczny relikt, a dziś ponownie pojawiają się na wybiegach i w stylu ulicznym. Podobnie jest z powrotem estetyki ery Tumblra, która po latach ponownie zaczęła kształtować wizualny język młodego pokolenia.
W ostatnim czasie nostalgia związana z erą Tumblra dotknęła również gwiazdy tego pokolenia. Symbolicznym przykładem stał się powrót estetyki „King Kylie”, czyli wczesnego wizerunku Kylie Jenner, który ponownie rezonuje z młodszą publicznością i pokazuje, jak szybko kultura cyfrowa potrafi recyklingować własne ikony.
Powrót ery Toma Forda w Gucci, ale to era DemnyPowrót estetyki Toma Forda w Gucci jest dziś wyraźnie widoczny, choć paradoksalnie dokonuje się on w zupełnie innym kontekście. Oryginalna era Toma Forda w Gucci, trwająca od 1990 do 1995 roku, była jednym z największych sukcesów w historii domu mody. Ford nie tylko uratował markę przed finansowym upadkiem, ale też na nowo zdefiniował jej wizerunek, wprowadzając estetykę seksapilu, prowokacji i luksusu podszytego hedonizmem. Charakterystyczne aksamitne marynarki, nisko osadzone spodnie, głębokie dekolty i wyraźna erotyczna narracja uczyniły Gucci symbolem dekady.
Dziś obserwujemy powrót tej estetyki oczami Demny. To nie dosłowny cytat z lat 90., lecz reinterpretacja, w której seksapil zostaje zdekonstruowany, a glamour zastąpiony świadomą prowokacją i dystansem. Zamiast perfekcyjnie skrojonej zmysłowości pojawia się surowość, ironia i celowe przerysowanie, estetyka, która nie uwodzi wprost, lecz komentuje sam mechanizm uwodzenia.
Ten zwrot doskonale pokazuje, jak moda zatacza koło, choć nigdy nie wraca w dokładnie tej samej formie. Demna łączy estetykę minimalistycznych lat 90. z kontrolowanym maksymalizmem, tworząc napięcie pomiędzy oszczędnością formy a wizualnym nadmiarem. W jego debiutanckiej kolekcji dla Gucci widzieliśmy uwodzące, zmysłowe sylwetki balansujące z tymi bardziej majestatycznymi, momentami wręcz teatralnymi, które można odczytać jako subtelne nawiązanie do uniwersum Alessandra Michele.
To nie zerwanie z przeszłością, lecz kontynuacja dziedzictwa Gucci, zbudowanego przez poprzednich dyrektorów kreatywnych. Samo Gucci nie posiadało od początku wyraźnego kodu ubioru. To właśnie projektanci tacy jak Tom Ford czy Alessandro Michele nadali marce modową tożsamość. Demna świadomie sięga po te archiwa, filtrując je przez własny język wizualny.
Bazując na erotycznym minimalizmie Toma Forda, przełamanym narracyjnym maksymalizmem Michele, Gvasalia tworzy hybrydę, która pozostaje ikoniczna wyłącznie dla niego. Jest również mistrzem przemycania logo, bo nawet w momencie, gdy logomania wyraźnie wchodzi w fazę starzenia się trendu. Demna potrafi przywrócić jej świeżość, odwołując się do korzeni marki, takich jak motyw koński, i nadając im nowy, współczesny kontekst. To właśnie dzięki temu Gucci ponownie staje się obiektem pożądania, a nie jedynie cytatem z własnej historii.
Ikoniczne sukienki Gianniego Versace z lat dziewięćdziesiątych
fot. kolaż Patrycja PyzaSukienki inspirowane archiwalnymi pokazami Versace to kolejny dowód na to, że moda nie tylko wraca do przeszłości, ale świadomie reaktywuje swoje najbardziej ikoniczne momenty. Jednym z nich jest legendarna sukienka z agrafkami, zaprojektowana przez samego Gianniego Versace w 1994 roku. To projekt, który na stałe zapisał się w historii mody jako symbol seksapilu, odwagi i nowej definicji glamour lat 90.
Moment jej powrotu na wybieg miał wymiar niemal historyczny. Donatella Versace, sięgając po ten motyw w kolekcji Versace SS2022, nie tyle kopiowała archiwum, co świadomie je reinterpretowała. Transparentne tkaniny, metaliczne detale i charakterystyczne agrafki stały się narzędziem dialogu między przeszłością a teraźniejszością oraz hołdem dla wizji Gianniego, ale jednocześnie odpowiedzią na współczesne oczekiwania estetyczne i kulturowe.
Równie istotne było jednak to, co wydarzyło się poza wybiegiem, podczas jednej z gal rozdania nagród, gdzie Donatella Versace zaserwowała publiczności podwójny modowy powrót do przeszłości. Projektantka ubrała Dua Lipę w kultową bondage dress z kolekcji Versace AW 1992, pierwotnie zaprezentowaną na wybiegu przez Christy Turlington podczas pokazu „Miss S&M”, a w tym samym roku noszoną przez Cindy Crawford na gali VMAs. Trzy dekady później sukienka powróciła z archiwum dla nowej muzy Versace, a stylizację dopełniła blond metamorfoza włosów wokalistki, przywołująca estetykę samej Donatelli z lat 90.
Tego wieczoru Versace odwołała się do archiwów po raz kolejny. Podczas wręczania nagrody dla najlepszego nowego artysty, Dua Lipa i Megan Thee Stallion pojawiły się na scenie w niemal identycznych czarnych sukniach Versace ze złotymi detalami. Żartobliwy „modowy wypadek” szybko przerodził się w performatywny moment, kiedy Donatella weszła na scenę i symbolicznie „oderwała” dolne części sukienek obu artystek. Uważni obserwatorzy mody natychmiast rozpoznali nawiązanie do legendarnej sceny z VMAs 1998, kiedy Mariah Carey i Whitney Houston zaprezentowały się w tej samej sukni, by następnie ujawnić jej drugą warstwę.
Ten moment doskonale pokazuje, że archiwum marek takich jak Versace nie jest zamkniętym muzeum, lecz żywą narracją. Donatella nie tylko pielęgnowała dziedzictwo Gianniego, ale aktywnie przepisywała je na język współczesnej popkultury, tak, by ikoniczne projekty nadal funkcjonowały jako silne symbole mody, spektaklu i kobiecej siły.
Futurystyka na wybiegu SS26
fot. kolaż Patrycja PyzaFuturystyczne okulary i metaliczne akcenty, charakterystyczne dla estetyki początku nowego tysiąclecia, ponownie zajęły centralne miejsce na wybiegach i w kampaniach marek luksusowych. To elementy, które w latach 2000. miały symbolizować technologiczną przyszłość, optymizm i fascynację nową erą cyfrową. Dziś powracają w zupełnie innym kontekście, czyli jako świadomy cytat z epoki, która patrzyła w przyszłość z entuzjazmem, a nie z niepewnością.
Metaliczne tkaniny, połyskujące powierzchnie i ostre, aerodynamiczne formy okularów widzieliśmy w ostatnich sezonach między innymi u Balenciagi, Courrèges, Miu Miu czy Prady. Ich obecność nie jest przypadkowa. W czasach globalnej niestabilności, kryzysów gospodarczych i przyspieszenia technologicznego moda ponownie sięga po wizualny język futuryzmu, oferując odbiorcom estetyczną ucieczkę i obietnicę kontroli nad przyszłością.
Równocześnie ten trend doskonale wpisuje się w logikę mediów społecznościowych. Futurystyczne akcesoria są wyraziste, łatwe do zidentyfikowania i „czytelne” wizualnie, idealne do funkcjonowania w kulturze obrazu, coraz krótszych form wideo i natychmiastowej konsumpcji treści. Dla marek luksusowych to nie tylko powrót do archiwalnych inspiracji, ale także skuteczne narzędzie budowania rozpoznawalności i viralowego potencjału kolekcji.
Powrót estetyki Y2K w futurystycznym wydaniu pokazuje, że moda nie rekonstruuje przeszłości jeden do jednego. Zamiast dosłownego cytatu czy popadania w tak zwany „kicz”, proponuje nową interpretację – bardziej elegancką, świadomą i ponadczasową. To wciąż estetyka odważna, ale już nie ironiczna; bliższa wrażliwości współczesnego odbiorcy niż prowokacji dla samej prowokacji. Funkcja pozostaje jednak ta sama: trend działa niemal jak tarcza, chroniąca przed niepewnością przyszłości dająca poczucie kontroli w świecie pełnym zmian.
Powrót dużych toreb – funkcjonalny glamour w nowej odsłonie
fot. kolaż Patrycja PyzaW ostatnich sezonach na wybiegach i poza nimi coraz częściej pojawiają się oversize’owe torby, które przywodzą na myśl estetykę końca lat 90. i początku 2000. To nie tylko element nostalgiczny, ale także odpowiedź na współczesne potrzeby. Moda łączy dziś funkcjonalność z prestiżem. Wśród najbardziej widocznych przykładów pojawia się Chloé ze swoimi ikonami, takimi jak Paddington, Marcie czy Tess, które w nowych, większych rozmiarach stały się symbolem praktycznego luksusu. Podobnie Gucci w ostatnich sezonach powróciło do oversize’owych toreb, a także Coach, który kilka sezonów temu przypomniał o swoich dużych, rozpoznawalnych modelach w odświeżonej, współczesnej wersji.
Duże torby działają dziś jak statement accessory. Przyciągają uwagę, podkreślają styl i status, a jednocześnie pozwalają nosić codzienne przedmioty w sposób praktyczny. To kolejny dowód na to, że powroty trendów w modzie nie ograniczają się do sylwetek czy ubrań, lecz obejmują cały język wizualny, w tym dodatki, które definiują charakter współczesnego luksusu.