FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Ludzie

Dlaczego branża beauty chce, żeby kobiety wyglądały jak małe dziewczynki?

Autor: Magda Chemicz
24-03-2026
Dlaczego branża beauty chce, żeby kobiety wyglądały jak małe dziewczynki?
Dlaczego branża beauty chce, żeby kobiety wyglądały jak małe dziewczynki?
fot. kadr z filmu „Ślicznotka”

Brak włosów na ciele, nieskazitelna jak u niemowlaka skóra, uległość i drobna sylwetka to cechy bardzo pożądane u kobiet – i, jak sugerują internautki, naturalne dla dzieci.

Niezdrowe standardy piękna narzucane kobietom to temat, który nigdy nie znika. W ostatnim czasie największe emocje wywołuje jednak jedno spostrzeżenie: że najbardziej pożądane u kobiet cechy są tymi, które naturalnie występują tylko u dzieci.

Infantylizacja żeńskiej urody – brak oznak starzenia i uległość jako najwyższa forma atrakcyjności

W związku z aferą Epsteina, której sednem jest wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt przez wpływowe osobistości, w internecie wybuchła burza dotycząca standardów piękna promowanych przez zachodnie społeczeństwo. Kobiety – bo to głównie one zabierały głos – odnosiły się do zestawu cech, które według głównego nurtu składają się na ideał kobiecości.

TikTok
Hover to play

Przemysł kosmetyczny traktuje naturalne oznaki dojrzałości – takie jak zmarszczki, siwe włosy czy zmiany w sylwetce – jako błędy, które należy za wszelką cenę usunąć. Zespoły marketingowe stawiają młodość na piedestale, traktując ją jako najwyższą wartość. Ale będąc młodą też nie możemy spać spokojnie – mamy żyć w strachu i głowić się, jak zachować coś, co naturalnie przemija.

Krem przeciwsłoneczny, żeby zapobiegać szkodliwemu działaniu słońca, retinoidy, żeby przyspieszyć odnowę komórek, serum z witaminą C, żeby zapobiegać przebarwieniom… Lista kosmetyków, które według poradników urodowych powinniśmy dodać do swojej rutyny, cały czas się wydłuża. Szkodliwy wpływ współczesnych kanonów piękna nie kończy się jednak ani na rytuałach pielęgnacyjnych, ani nawet na zabiegach medycyny estetycznej.

Współczesne estetyki, kultura kawaii i Britney Spears też nie są bez winy

Szesnastoletnia Britney Spears w związanej koszuli i podkolanówkach w kultowym teledysku do „…Baby One More Time" na trwałe wpisała się w męskie spojrzenie na seksualność. Stylizowanie dorosłych kobiet na uczennice stało się powszechnie akceptowanym archetypem bycia „hot”.

Estetyka clean girl wiąże się z byciem „snatched” – czyli małą w odpowiednich miejscach i zawsze idealną, naturalną (ale idealnie ogoloną), najlepiej z „baby soft” skórą. Na twarzy mamy mieć „glass skin”. Pozbawiona zmarszczek i tekstury, idealnie gładka skóra jak u dziecka jest dla wielu osób po prostu nieosiągalna – ale zachęca do konsumowania coraz większej ilości produktów i napędza kompleksy.

Do tego rozpromowana na cały świat kultura kawaii, która w Japonii jest wręcz systemowym elementem oczekiwań wobec kobiet. Zestaw wysokich, piskliwych głosów, słodyczy i udawanej bezradności ma tam nawet osobne określenie – „burikko” – co dosłownie znaczy po prostu „słodka dziewczynka”. Z kulturą kawaii łączą się konkretne estetyki, jak lolita czy coquette, które podprogowo promują toksyczny profil kobiecości.

Infantylizacja kobiecego ciała nie jest estetycznym wyborem – jest politycznym narzędziem. Dopóki ideałem kobiecości pozostaje ktoś, kto wygląda i zachowuje się jak dziecko, dopóty trudno mówić o równości. Opór zaczyna się od prostego kroku: zauważenia, że normy, które uważamy za „naturalne”, zostały nam starannie sprzedane. I że możemy odmówić ich kupienia. Bo przemysł piękna zarabia na tym, żebyśmy czuły się niewystarczające. Najlepsze, co możemy zrobić, to przestać udawać, że tego nie widzimy.

 

FacebookInstagramTikTokX