„Maitreya”. Debbie Harry wcieli się w Barbarę – matkę tytułowej bohaterki, granej przez Pamelę Anderson. Harry ma 80 lat, Anderson 58. Różnica wieku jak najbardziej wiarygodne, ale to nie metryka robi tu wrażenie.
Maitreya (Anderson) to wschodzące nazwisko w środowisku New Age Healing – ktoś na pograniczu guru i influencerki, kto aktualnie pakuje walizki na konferencję do Indii. Gdy dzwoni do niej siostra Monica z wiadomością, że ojciec umiera, zamiast zostać przy łóżku chorego, Maitreya postanawia zabrać całą rodzinę na wydarzenie, by przy okazji przetestować swoje teorie uzdrawiania i po cichu zebrać materiał do następnej książki.
Za kamerą stanie Jonathan Krisel, którego komediowy instynkt wyciąga absurd z tego, co na pozór zwyczajne i zostawia widza z uczuciem, że właśnie zobaczył kogoś, kogo zna. Scenariusz napisał Samuel D. Hunter, nominowany do BAFTA autor „Wieloryba” – dramatu o samotności i ciele, który Darren Aronofsky zamienił w jedną z najpiękniejszych ról Brendana Frasera.
Za produkcją stoi Caviar, wytwórnia odpowiedzialna m.in. za oscarowy „Sound of Metal”.
Debbie Hary to ikona. Założycielka Blondie przez dekady pojawiała się na ekranie sporadycznie, ale nieprzypadkowo. Zagrała w „Videodrome” Cronenberga (1983), „Hairspray” Watersa (1988), „Cop Land” (1997) i „Elegy” (2008).
Pamela Anderson jest zupełnie inną, filmową historią. „The Last Showgirl” Gii Coppoli, w którym Anderson zagrała główną rolę w 2024 roku, zebrał 83% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes. Anderson otrzymała nominacje do Złotego Globu i SAG Award za rolę najlepszej aktorki. T
IndieWire napisało wprost:
Zestawienie tych dwóch kobiet w jednym filmie to propozycja rozmowy o tym, jak popkultura traktuje kobiety, które przeżyły własną legendę. I jak one same tę legendę traktują. Obecnie „Maitreya” szuka kupca w Cannes. W tym samym miejscu, gdzie co roku połowa branży ogląda filmy, a druga połowa je sprzedaje. Pośrodku tych wydarzeń zdarza się czasem coś dobrego. Może tym razem też.


