„Our Day Will Come”, pierwsza nowa muzyka Dead Can Dance od pięciu lat, ukazała się 20 marca 2026 roku wyłącznie na Bandcampie. Bez Spotify, bez Apple Music, bez żadnej z platform streamingowych, które zespół publicznie obwinia o wyzysk artystów i promowanie muzyki generowanej przez AI. Brendan Perry wie, co robi.
Wszystkie przyszłe wydawnictwa będą dostępne wyłącznie za pośrednictwem własnej wytwórni Holy Tongue Records przez Bandcamp, platformę, która jako jedna z nielicznych zdecydowała się na zakaz muzyki tworzonej przez algorytmy.
Sam singiel jest osobną sprawą. „Our Day Will Come” to utwór dedykowany wspólnym aspiracjom narodowym Irlandczyków i Palestyńczyków, a tytuł stanowi bezpośrednie nawiązanie do irlandzkiego republikańskiego hasła „Tiocfaidh ár lá” „nasz dzień nadejdzie". Perry nie ukrywa intencji: 50% wpływów ze sprzedaży singla trafia do Medical Aid for Palestinians, organizacji zapewniającej opiekę medyczną i pomoc żywnościową dla ludności Palestyny.
Polityczny ciężar singla jest realny, ale nie przytłacza muzyki. Perry śpiewa barytonem na tle rozbudowanej, filmowej aranżacji i brzmi powoli, z rozmachem, bez pośpiechu. Zaskakuje natomiast nieobecność Lisy Gerrard. To jej głos – osobliwy, niemieszczący się w żadnej skali geograficznej ani gatunkowej – przez dekady współtworzył to, co w brzmieniu duetu najbardziej nieuchwytne. Tutaj jej nie ma. Perry daje radę sam, ale słuchacz, który zna stary materiał, będzie czuł tę lukę.
Dead Can Dance to projekt o osobliwej biografii. Anglo-irlandzki kolektyw założony w Melbourne w 1981 roku przez Perry'ego i Gerrard nigdy nie dał się wygodnie zaszufladkować. Nie był w pełni gotycki, nie był post-punkowy, nie był dream-popem ani art-rockiem, choć ze wszystkich tych estetyk coś czerpał. Wytwórnia 4AD, pod której szyldem ukazały się kluczowe albumy, była naturalnym środowiskiem dla muzyki brzmiącej jak wykopalisko z kilku cywilizacji jednocześnie. Po rozpadzie w 1998 roku duo powróciło z „Anastasis” w 2012, a potem z „Dionysus” w 2018. Potem cisza, przerywana wyłącznie odwołaną trasą koncertową w 2023 roku i pojedynczą współpracą Perry'ego z reżyserem Grahamem Woodem pod szyldem „Mushin”.
„Our Day Will Come” ma być pierwszym z serii singli wydawanych regularnie co miesiąc przez cały 2026 rok. Każdemu z nich ma towarzyszyć PDF z tekstem i oryginalną grafiką autorstwa Perry'ego. To model dystrybucji z epoki przed streamingiem, albo model przyszłości, w której artyści coraz częściej szukają drogi z pominięciem pośredników.
Oficjalnie wciąż nie wiadomo, czy singiel to zapowiedź nowego albumu w klasycznym rozumieniu, czy projekt, który nie mieści się w jego definicji.





![„Tu zdarzy się coś strasznego”: nowy pomysł na koszmar [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fmedium_2250_jpg_973ad48cef.webp&w=1920&q=80)

![„Backrooms”: ściana, za którą znika sens [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Backrooms2_164a2563bf.jpg&w=1920&q=75)
![„Hot Spot” – mamy pierwszy zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_HOT_SPOT_1_8faa1e8e07.jpg&w=1920&q=75)
![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=75)