FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Muzyka

Dead Can Dance wracają po pięciu latach. Nowy singiel, bojkot streamingu i deklaracja polityczna

Autor: Agnieszka Sielańczyk
24-03-2026
Dead Can Dance wracają po pięciu latach. Nowy singiel, bojkot streamingu i deklaracja polityczna
Dead Can Dance wracają po pięciu latach. Nowy singiel, bojkot streamingu i deklaracja polityczna
fot. Jay Brooks

„Our Day Will Come”, pierwsza nowa muzyka Dead Can Dance od pięciu lat, ukazała się 20 marca 2026 roku wyłącznie na Bandcampie, bez Spotify, bez Apple Music, bez żadnej z platform streamingowych, które zespół publicznie obwinia o wyzysk artystów i promowanie muzyki generowanej przez AI. Brendan Perry wie, co robi.

Wszystkie przyszłe wydawnictwa będą dostępne wyłącznie za pośrednictwem własnej wytwórni Holy Tongue Records przez Bandcamp, platformę, która jako jedna z nielicznych zdecydowała się na zakaz muzyki tworzonej przez algorytmy.

Sam singiel jest osobną sprawą. „Our Day Will Come” to utwór dedykowany wspólnym aspiracjom narodowym Irlandczyków i Palestyńczyków, a tytuł stanowi bezpośrednie nawiązanie do irlandzkiego republikańskiego hasła Tiocfaidh ár lá” „nasz dzień nadejdzie". Perry nie ukrywa intencji: 50% wpływów ze sprzedaży singla trafia do Medical Aid for Palestinians, organizacji zapewniającej opiekę medyczną i pomoc żywnościową dla ludności Palestyny.

Polityczny ciężar singla jest realny, ale nie przytłacza muzyki. Perry śpiewa barytonem na tle rozbudowanej, filmowej aranżacji i brzmi powoli, z rozmachem, bez pośpiechu. Zaskakuje natomiast nieobecność Lisy Gerrard. To jej głos – osobliwy, niemieszczący się w żadnej skali geograficznej ani gatunkowej – przez dekady współtworzył to, co w brzmieniu duetu najbardziej nieuchwytne. Tutaj jej nie ma. Perry daje radę sam, ale słuchacz, który zna stary materiał, będzie czuł tę lukę.

Dead Can Dance to projekt o osobliwej biografii. Anglo-irlandzki kolektyw założony w Melbourne w 1981 roku przez Perry'ego i Gerrard nigdy nie dał się wygodnie zaszufladkować. Nie był w pełni gotycki, nie był post-punkowy, nie był dream-popem ani art-rockiem, choć ze wszystkich tych estetyk coś czerpał. Wytwórnia 4AD, pod której szyldem ukazały się kluczowe albumy, była naturalnym środowiskiem dla muzyki brzmiącej jak wykopalisko z kilku cywilizacji jednocześnie. Po rozpadzie w 1998 roku duo powróciło z „Anastasis” w 2012, a potem z „Dionysus” w 2018. Potem cisza, przerywana wyłącznie odwołaną trasą koncertową w 2023 roku i pojedynczą współpracą Perry'ego z reżyserem Grahamem Woodem pod szyldem „Mushin”.

„Our Day Will Come” ma być pierwszym z serii singli wydawanych regularnie co miesiąc przez cały 2026 rok. Każdemu z nich ma towarzyszyć PDF z tekstem i oryginalną grafiką autorstwa Perry'ego. To model dystrybucji z epoki przed streamingiem, albo model przyszłości, w której artyści coraz częściej szukają drogi z pominięciem pośredników.

Oficjalnie wciąż nie wiadomo, czy singiel to zapowiedź nowego albumu w klasycznym rozumieniu, czy projekt, który nie mieści się w jego definicji.

 

FacebookInstagramTikTokX