Czy to miłość, czy to limerencja – skąd wiedzieć, że naprawdę kogoś kochamy?

Autor:
Czy to miłość, czy to limerencja – skąd wiedzieć, że naprawdę kogoś kochamy?
fot: kadr z filmu „500 dni miłości”

TikTok ma obsesję na punkcie diagnozowania i wykrywania problemów związkowych. Tym razem jest podobnie – internet może powiedzieć nam, czy naprawdę kogoś kochamy.

Limerencja, pojęcie wprowadzone przez Dorothy Tennov, wkracza do słowników młodych ludzi. Oznacza intensywne, często jednostronne zauroczenie, podszyte idealizacją, kompulsywnym myśleniem i uzależnieniem od najmniejszych sygnałów ze strony drugiej osoby. Często jest błędnie interpretowana jako zakochanie, podczas gdy jest nieprzemijającą romantyczną obsesją na punkcie drugiej osoby.

Do tej pory taką obsesję w internecie nazywało się crushem i traktowało pozytywnie – to się jednak zmieniło.

Różnica między limerencją a miłością jest w tych narracjach prosta. Miłość jest spokojniejsza, bardziej cielesna i osadzona w rzeczywistości. Limerencja jest głośna, natarczywa i żyje głównie w głowie. Trend nie tyle je definiuje, co pokazuje je jako antagonistyczne względem siebie zjawiska – tak, jakby z jednego nie mogło rodzić się drugie.

To, co kiedyś było impulsem do dążenia do relacji, stało się nagle patologią

I nie jest to jedyny przypadek tego typu. W miłosnej nomenklaturze pojawia się coraz więcej negatywnych określeń. Z jednej strony to bardzo dobrze – ludzie stają się bardziej świadomi i nie dają sobie wchodzić na głowę. Z drugiej jednak zmniejsza się przestrzeń na popełnianie błędów w relacjach, bo wszystko jest manipulacją.

Limerencję według ekspertów z TikToka trzeba wyplenić. Dorothy Tennov, autorka książki „Love and Limerence”, która wprowadziła to pojęcie do dyskursu społecznego, wcale nie sugerowała, że jest to zaburzenie czy choroba psychiczna.

Ta rzecz, którą chciałam zbadać, była stanem normalnym, a nie patologicznym. Nie była też oznaką słabej ani neurotycznej osobowości , odniosła się do popularyzacji zjawiska autorka.

Czy w dzisiejszym świecie da się uniknąć limerencji?

W filmach limerencja jest jedną z najczęściej przedstawianych wersji romantyzmu. „Wielki Gatsby” czy „Szesnaście świeczek” pokazywały nam ten koncept już w poprzednim wieku, zaś „500 dni miłości” i „Nić widmo” jako nowsze produkcje utwierdzają nas w przekonaniu, że tak wygląda miłość romantyczna.

Mimo że życie w idealnej bańce, w której wyobrażamy sobie, że nasz partner nie ma wad, nie jest zdrową wizją, to fascynacja drugą osobą, szczególnie na początku relacji, jest czymś zupełnie naturalnym.

Problem nie leży w samej limerencji, ale w tym, co z nią robimy. Jeśli pozostaje tylko w naszych głowach, karmiąc wyidealizowany obraz drugiej osoby – wtedy staje się destrukcyjna. Ale gdy przekształca się w realną relację, opartą na wzajemności i poznawaniu prawdziwego człowieka, może być początkiem czegoś głębszego.

Może zamiast demonizować każde intensywne uczucie, warto zadać sobie pytanie: czy ta osoba zna prawdziwego mnie? Czy ja znam prawdziwą ją? Jeśli odpowiedź brzmi nie, to prawdopodobnie mamy do czynienia z limerencją. Jeśli tak – może to jednak miłość, nawet jeśli na początku wydawała się obsesją.

W końcu granica między nimi nie jest tak ostra, jak chciałby nas przekonać TikTok. Czasem jedno po prostu prowadzi do drugiego. I nie ma w tym nic złego.

FacebookInstagramTikTokX