Czy to miłość, czy to limerencja – skąd wiedzieć, że naprawdę kogoś kochamy?
Autor: Magda Chemicz

TikTok ma obsesję na punkcie diagnozowania i wykrywania problemów związkowych. Tym razem jest podobnie – internet może powiedzieć nam, czy naprawdę kogoś kochamy.
Limerencja, pojęcie wprowadzone przez Dorothy Tennov, wkracza do słowników młodych ludzi. Oznacza intensywne, często jednostronne zauroczenie, podszyte idealizacją, kompulsywnym myśleniem i uzależnieniem od najmniejszych sygnałów ze strony drugiej osoby. Często jest błędnie interpretowana jako zakochanie, podczas gdy jest nieprzemijającą romantyczną obsesją na punkcie drugiej osoby.
Do tej pory taką obsesję w internecie nazywało się crushem i traktowało pozytywnie – to się jednak zmieniło.
Różnica między limerencją a miłością jest w tych narracjach prosta. Miłość jest spokojniejsza, bardziej cielesna i osadzona w rzeczywistości. Limerencja jest głośna, natarczywa i żyje głównie w głowie. Trend nie tyle je definiuje, co pokazuje je jako antagonistyczne względem siebie zjawiska – tak, jakby z jednego nie mogło rodzić się drugie.
To, co kiedyś było impulsem do dążenia do relacji, stało się nagle patologią
I nie jest to jedyny przypadek tego typu. W miłosnej nomenklaturze pojawia się coraz więcej negatywnych określeń. Z jednej strony to bardzo dobrze – ludzie stają się bardziej świadomi i nie dają sobie wchodzić na głowę. Z drugiej jednak zmniejsza się przestrzeń na popełnianie błędów w relacjach, bo wszystko jest manipulacją.
Limerencję według ekspertów z TikToka trzeba wyplenić. Dorothy Tennov, autorka książki „Love and Limerence”, która wprowadziła to pojęcie do dyskursu społecznego, wcale nie sugerowała, że jest to zaburzenie czy choroba psychiczna.
Czy w dzisiejszym świecie da się uniknąć limerencji?
W filmach limerencja jest jedną z najczęściej przedstawianych wersji romantyzmu. „Wielki Gatsby” czy „Szesnaście świeczek” pokazywały nam ten koncept już w poprzednim wieku, zaś „500 dni miłości” i „Nić widmo” jako nowsze produkcje utwierdzają nas w przekonaniu, że tak wygląda miłość romantyczna.
Mimo że życie w idealnej bańce, w której wyobrażamy sobie, że nasz partner nie ma wad, nie jest zdrową wizją, to fascynacja drugą osobą, szczególnie na początku relacji, jest czymś zupełnie naturalnym.
Problem nie leży w samej limerencji, ale w tym, co z nią robimy. Jeśli pozostaje tylko w naszych głowach, karmiąc wyidealizowany obraz drugiej osoby – wtedy staje się destrukcyjna. Ale gdy przekształca się w realną relację, opartą na wzajemności i poznawaniu prawdziwego człowieka, może być początkiem czegoś głębszego.
Może zamiast demonizować każde intensywne uczucie, warto zadać sobie pytanie: czy ta osoba zna prawdziwego mnie? Czy ja znam prawdziwą ją? Jeśli odpowiedź brzmi nie, to prawdopodobnie mamy do czynienia z limerencją. Jeśli tak – może to jednak miłość, nawet jeśli na początku wydawała się obsesją.
W końcu granica między nimi nie jest tak ostra, jak chciałby nas przekonać TikTok. Czasem jedno po prostu prowadzi do drugiego. I nie ma w tym nic złego.