Z mową nienawiści w mediach społecznościowych trudno sobie poradzić. Od wielu lat jest to coś, z czym użytkownicy muszą się po prostu zmierzyć. Bo przecież „internet to miejsce, w którym każdy ma prawo powiedzieć co myśli, w taki sposób jaki chce”. No, nie do końca. Krzywdzący efekt hejtu i hejterów nie jest tajemnicą i, tak jak wiele zmian związanych z wrażliwością społeczeństwa na krzywdę innego człowieka, wymaga konkretnych działań (często legislacyjnych).
W czerwcu sześć amerykańskich organizacji broniących prawa człowieka, z Ligą przeciw Zniesławieniom (Anti-Defamation League) na czele, zainicjowały akcję #StopHateforProfit. Celem ich działań jest nakłonienie reklamodawców, aby zaprzestali wszelkiej promocji na Facebooku i Instagramie. Akcja ma nadzieję, że wywrze w ten sposób presję na serwisach społecznościowych, aby w bardziej restrykcyjny sposób regulowały i kontrolowały pojawiające się na nich wpisy i komentarze, które wykorzystują mowę nienawiści.
Ruch zapoczątkował wpis prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który w czasie protestów w odpowiedzi na śmierć George’a Floyda, napisał na Twitterze: „kiedy zaczyna się grabież, zaczyna się strzelanie.” Twitter, oznaczył wpis prezydenta etykietką ostrzegawczą, na której napisano „glorifying violence” (po polsku, gloryfikacja przemocy). Facebook natomiast pozostawił wpis bez reakcji. Szef platformy, Mark Zuckerberg, zapytany o wyjaśniający komentarz, powiedział, że wpisy Trumpa powinny być „oceniane publicznie”. W zeszły piątek napisał;
Jego oświadczenie nie spotkało się jednak z poparciem.
Coraz więcej marek postanowiło zareagować na niedopuszczalną ich zdaniem politykę Facebooka i wycofać z niego wszystkie swoje reklamy (a zatem pieniądze). Ostatnio, do bojkotu reklamowego #StopHateforProfit dołączyły tak duże firmy jak Adidas, HP, Birchbox, Levi Straus & Co, Ford, oraz sieć kawiarni Starbucks. Wcześniej podobnie zachowały się również Coca-Cola i Unilever, które oświadczyły, że w lipcu przekażą innym mediom budżet reklamowy, który normalnie wydałyby na Facebooku.
Wiodące na rynku marki oczekują zmiany w przepisach Facebooka i zmiany w podejściu, jakie ma największy serwis społecznościowy do hejtu, także jeśli wychodzi on z ust możnych tego świata. Czyżby internet, który do tej pory był idealnym miejscem wylewania jadu bez obaw o konsekwencje, powoli zacznie się zmieniać? Jeśli tak – najwyższy czas.
/tekst: Krystyna Spark/


