Can dance music heal? Lady Gaga rozpoczęła trasę The Chromatica Ball [recenzja]
18-07-2022 • 6 min czytania
![Can dance music heal? Lady Gaga rozpoczęła trasę The Chromatica Ball [recenzja]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F62d5cdfb25655a575570f70b%2F1286695.jpg&w=1920&q=75)
![Can dance music heal? Lady Gaga rozpoczęła trasę The Chromatica Ball [recenzja]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F62d5cdfb25655a575570f70b%2F1286695.jpg&w=1920&q=75)
Jedni twierdzą, że artystka się skończyła, drudzy, że ostatnimi czasy po prostu przedłożyła przydomek Lady nad Gagę. Po pierwszym koncercie z trasy The Chromatica Ball mówi się, że nareszcie powróciła, ale ona przecież nigdzie nie poszła. W Düsseldorfie ponownie udowodniła swoją miłość do łączenia sztuki, popu, technologii, innowacji scenicznych, abstrakcyjnych choreografii i kostiumów. Paws up!
Showtime
Trasa The Chromatica Ball została pierwotnie ogłoszona jako limitowana seria koncertów z sześcioma widowiskami zaplanowanymi na lato 2020 roku. Ze względu na wybuch koronawirusa została przełożona na kolejny rok, jednak przez obawy związane z bezpieczeństwem uczestników w związku z wciąż trwającą pandemią, ostatecznie ogłoszono start trasy na lato 2022. Z czasem dodano nowe daty, co sprawiło, że The Chromatica Ball wybrzmi dwadzieścia razy na stadionach trzech kontynentów. Kickoff zaplanowano w Düsseldorfie, co niezmiernie ucieszyło niemieckich fanów. Pierwszy koncert z trasy jest przecież najbardziej fascynującym i dziewiczym wydarzeniem zarówno dla wykonawcy, jak i publiczności.
ACT I - Scars on her mind
Po hipnotycznym intrze, odliczaniu i wprowadzającej w świat Chromatiki wizualizacji rodem z nowożytnego mitu Frankensteina nadszedł czas na utwór otwierający. Fani spekulowali, że Gaga zacznie show chronologią albumu, jednak nic bardziej mylnego! Wokalistka postanowiła przypomnieć, za co ją pokochaliśmy, i dlaczego Bad Romance jest utworem idealnym na rozpoczęcie rave'u. Jak się okazało, miała rację, a następujące po sobie Just Dance i Poker Face przypieczętowały kult pierwszego albumu Gagi.
Choć od wydania Just Dance minęło już czternaście lat, jego otwierające dźwięki wciąż budzą we mnie nostalgię. Utwór jest kolaboracją z amerykańskim piosenkarzem Colby O'Donisem. Kultowy przebój to taneczny kawałek, zawierający w sobie surowo-elektroniczne naciski oraz syntezatorowe bity, zaprzyjaźnione z lekkim rytmem R&B. Pierwszy singiel z The Fame niesie za sobą ciekawą historię. W wywiadzie z The Miami Herald wokalistka przyznała, że tworząc ten numer była nieźle skacowana. Mimo to napisała go w dziesięć minut wraz ze swoim producentem RedOnem. To był jej pierwszy raz w hollywoodzkim studiu nagraniowym, które opisała jako nieskazitelne i duże, z gigantycznymi głośnikami.
„-” przyznała.
Gaga wyjaśniła potem, że tak jak jesteśmy w stanie obtańczyć upojenie i znarkotyzowanie w celu jego zlikwidowania, tak samo powinniśmy postąpić z trudnymi chwilami w życiu, kiedy pojawiają się przeszkody. Według Gagi przetańczenie ich jest jedynym słusznym i niosącym dobre rozwiązania wyborem, dlatego nie dziwi mnie, że pierwszy akt trasy poświęcono tanecznym klasykom.
Szósty album wokalistki jest podzielony na interludia otwierające kolejne akty. Pierwszy z nich należy właściwie nazwać intrem - Chromatica I gromadzi w sobie wszystkie najpiękniejsze cechy nastrojowego wprowadzenia, po czym przeradza się w jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Według mnie Alicebyłaby idealną kandydatką na pierwszy singiel krążka, a przynajmniej ambitniejszą od Stupid Love. Gaga zdradza w piosence, że choć nie nazywa się Alicja, to wciąż szuka krainy czarów, przemierzając mroczne zakątki swojego umysłu. Where's my body? I'm stuck in my mind zabrzmiało na scenie wystarczająco wymownie, aby płynnie przejść do Replay, czyli utworu poruszającego temat niezasklepionych ran, które wywołały zespół stresu pourazowego.
W pierwszym rozdziale koncertu nie mogło zabraknąć klasycznych wspominek, więc Monster z reedycji debiutanckiego albumu idealnie wpasowało się w mroczną estetykę aktu. Zmiana outfitu zainspirowanego lookami z ery Born This Way (2011) zszokowała nie jednego fana. Wiem coś o tym, bo sam przetarłem oczy dwa razy. I muszę przyznać, że zespół Haus Of Gaga wykonał tutaj kawał dobrej roboty. Zainspirowany Fabryką Andy'ego Warhola kolektyw Haus Of Gaga od lat pracuje nad artystycznymi projektami Gagi, sprawuje piecze nad ubraniami, scenografią, rekwizytami (Disco Stick, okulary LCD do iPoda, mięsna sukienka, charakterystyczne okulary z papierosów) i dźwiękami podczas występów na żywo.
Haus Of Gaga odwzorowuje wszystkie mechanizmy zgranego zespołu. Performance wymaga zaangażowania wielu osób, które muszą współpracować, aby wspólnie wywołać i podtrzymać wizerunek artysty. Współpracownicy Gagi stali się grupą ludzi, która razem postawiła sobie za cel wykreowanie dokładnego wrażenia. HOG to tak naprawdę przyjaciele Gagi, jednak na zewnątrz reklamują się jako prywatny kolektyw, skupiający się tylko na sferze zawodowej, co w samo w sobie jest obraniem wspólnej strategii. Sławna kreacja z mięsa na gali VMA, lateksowa suknia Atsuko Kudo, w której witała Królową Elżbietę II, czy kampowa stylizacja projektu Brandona Maxwella z MET Gali to najpopularniejsze dzieła Haus Of Gaga. Przez ponad dekadę artystka zaprezentowała setki kreacji, które na stałe zapisały się w historii mody i popkultury, a te z The Chromatica Ball na pewno z czasem wstąpią w szeregi tych niezapomnianych.
ACT II - My biggest enemy is me
Drugi akt rozpoczął utwór 911, w którym króluje zmodyfikowany głos Gagi wraz z jej perwersyjnym usposobieniem. Artystka wróciła do znanego sposobu okiełznania bólu, który swoje zastosowanie miał również podczas ery dzieła ARTPOP. Mam tu na myśli lekarstwo w postaci elektronicznych dźwięków, wypełniających taneczne kawałki. Wokalistka przyznała, że w 911 rozprawia się z rolą środków przeciwpsychotycznych oraz ich wpływem na jej życie. I rzeczywiście występ z tym utworem pokazał, co Gaga miała na myśli. Sour Candy, kultowy Telephone i LoveGame stały się zwinnym przejściem do trzeciego, wypełnionego marzeniami rozdziału.
ACT III & ACT IV - Battle for your life
Wykorzystanie historycznych inspiracji w Babylon intrygowało fanów od momentu wydania albumu. Dowiedziono, że w starożytnej Babilonii naprawdę żyła kobieta o imieniu Lady Gaga, co potwierdzają zapiski na glinianych tabliczkach sprzed tysięcy lat. Nie bez przyczyny przecież Gaga nazwała nową trasę mianem muzea brutalności. Występ z Free Woman dumnie kreśli postać Gagi, cieszącej się z wypracowanego poczucia wolności. Chromatica jest przede wszystkim podróżą do istoty cierpienia, które w jednej sekundzie może zawładnąć umysłem, jednocześnie obezwładniając ciało. Chcę wierzyć, że proces tworzenia tej płyty chociaż częściowo uleczył duchowe zatroskanie Gagi i przyniósł jej ukojenie. Tak samo jak ikoniczny utwór Born This Way ukoił niejednego fana Mother Monster.
Shallow z A Star Is Born oraz Always Remember Us This Way, czyli najśmielej kwitnące deklaracje uczucia, również znalazły się na setliście, dając fanom chwilę zasłużonego oddechu. Oczywiście nie na długo, bo po The Egde of Glory przyszedł czas na taneczną Enigmę.
ACT V - Gaga, no more Lady
Ostatni akt otworzyła głupia miłość, czyli albo ukochane albo znienawidzone przez odbiorców Stupid Love. Wersja live bardzo do mnie przemawia i nie wiem, czy to przez strukturalizowaną choreografię czy po prost sentyment do wiosny z 2020 roku. Kiedy jednak wybrzmiało Rain On Me, złudnym było szukanie na płycie stadionu osoby, która nie tańczyła. Pokłosie pokolenia Ariany Grande dało się we znaki, a jej wers wybrzmiał jednym chórem. If you are straight, leave now! - krzyczały plakaty fanów, a Gaga razem z nimi.
Koncert zakończyła power ballad Hold My Hand, pochodząca z najnowszego filmu Top Gun: Maverick, i choć wolałbym, aby trasa skończyła się utworem pochodzącym z Chromatiki, nie wpłynęło to na mój pozytywny odbiór show. Stonowanie, mocne zakończenie i duma w oczach stęsknionych fanów to coś, czego nie da się podrobić. Gaga kolejny raz stworzyła miejsce, gdzie każdy może czuć się sobą i przeżywać koncertową euforię po swojemu. Często zdarza nam się zapominać, że artysta nie jest materiałem niepodatnym na mentalne demony dzisiejszego świata. Każdy toczy swoją walkę, więc zgodnie z przesłaniem trasy bądźmy świadomi oraz silni, ale przede wszystkim - tańczmy.
tekst: Bartłomiej Warowny


