Oczy świata zwróciły się na Chanel, gdy w 2014 roku Karl Lagerfeld posłał na wybieg modelki w butach sportowych zamiast szpilek. Stało się jasne, że ten pokaz mody letniej stał się znakiem nadchodzących czasów, a świat mody ciepło powitał sneakery. Połączenie garnituru i sportowych butów, na początku kontrowersyjne, dziś już na stałe wpisało się w kanon mody. Toporne buty sportowe wypierają też szpilki – w końcu są nieporównywalnie wygodniejsze, mogą być tak samo eleganckie, a przy tym odejmują pretensjonalności (a złośliwi powiedzą, że seksapilu też). I choć wszechobecność „brzydkich sneakerów” nadal wprawia w niezadowolenie wielbicieli klasycznej elegancji, wydaje się, że sezon 2019-2020 może dla nich przelać czarę goryczy. Kochane, nienawidzone i pogardzane, okrzyknięte najbardziej kontrowersyjnymi butami na świecie, czaiły się tuż pod powierzchnią modowych przemian od 30 lat – teraz wydają się przeżywać szczyt popularności. Buty Tabi.
Mają swoich zagorzałych fanów. Doczekały się (mimo przewidywań twórcy) rzeszy podróbek i interpretacji – by wspomnieć tylko niechlubny model Nike Air Rift, Converse All Star Tabi Shin-Hi czy pokaz Vetements na jesień i zimę 2018-2019. Niektórzy uważają je za największe możliwe faux pas i nazywają „kozimi racicami” i „Fiatem Multiplą wśród butów”. Biorą szturmem sezon 2019, ale przecież mają długą historię brylowania na salonach – dowodem profil instagramowy dokładnie dokumentujący 30 lat przemian butów Tabi. Można z całą pewnością powiedzieć, że zajmują prominentne miejsce w panteonie obuwniczej mitologii.
Pojawiły się na pierwszym pokazie Martina Margieli, na wiosnę-lato 1989. Modelki maczały wtedy obcasy Tabi w czerwonej farbie, zaraz przed przejściem po białym bawełnianym wybiegu. Początkowo owiane tajemnicą, jak większość projektów belgijskiego kreatora mody, zainspirowane zostały tradycyjnymi japońskimi skarpetkami o tej samej nazwie, które nosi się do kimona. Pojawiały się w każdej następnej kolekcji Margieli – czasem farbowane, czasem wykonane z plastiku albo brokatowej gumy. Wydaje się niemal niemożliwe, że po takim czasie nadal wywołują tak wielkie oburzenie.
A jednak. Gdy w styczniu tego roku Cody Fern pojawił się na Złotych Globach w parze Tabi Magieli, internet zachwiał się w posadach – a komentatorzy wcale nie byli zadowoleni. Twitter natychmiast odnotował, że to właściwie pierwszy raz, kiedy widziano je na czerwonym dywanie. Przynajmniej u mężczyzny. Bo choć Tabi zadebiutowały 30 lat temu i od pierwszych dni noszone były przez wielbicielki ekscentrycznej mody (np. Chloë Sevigny), dopiero w zeszłym sezonie wyprodukowano wersję dla mężczyzn – prawie identyczną jak kobieca, jedynie z nieco niższym obcasem.
Tabi w świecie celebrytów mają rzesze wielbicieli. Dziś wydają się obiektem pożądania każdej zainteresowanej modą gwiazdy kina, muzyki i sztuki. Można by powiedzieć, że tym oto sposobem rozpętało się modowe piekło, w którym każdy wygląda jak Lucyfer we własnej osobie. Czy to źle? Niekoniecznie. Zaprojektowane na długo przed social mediami, okazały się idealnym dodatkiem w erze Instagrama, a przy tym nadal, mówiąc delikatnie, wyróżniają się z tłumu.
Dlaczego są tak popularne akurat teraz? Po pierwsze: odświeżenie przyniosła długo oczekiwana linia męska. A po drugie, w modzie czasem trudno wyzbyć się wrażenia, że wszystko już było. Pozostaje jedynie eksplorowanie tego, co dotychczas było tabu.


