Bruce Gilden. Brutalna rzeczywistość ulic w niepowtarzalnym stylu

06-02-20243 min czytania
Bruce Gilden. Brutalna rzeczywistość ulic w niepowtarzalnym stylu
fot. Bruce Gilden
Kultowy fotograf uliczny. Pokazuje to, co dla większości niedostępne. Jego fotografie szokują, niepokoją, ale także budzą podziw.

Kim jest Bruce Gilden?

Bruce Gilden urodził się w 1946 roku w Brooklynie. Początkowo studiował na Penn State University, ale szybko uznał zajęcia z socjologii za zbyt nudne i postanowił zrezygnować ze studiów. Przez chwilę rozważał karierę aktorską, jednak w 1967 roku zdecydował się zakupić aparat fotograficzny i podjąć się fotografii. Pomimo uczęszczania na wieczorne zajęcia w School of Visual Arts w Nowym Jorku, Bruce Gilden uważany jest za fotografa-samouka. Dołączył do Magnum Photos w 1998 roku i od tego czasu zdobył liczne nagrody i stypendia za swoją twórczość. Obecnie mieszka w Beacon w stanie Nowy Jork.

Flash prosto w oczy

Styl fotograficzny Bruce'a Gildena dosadnie odwzorowuje naturę miasta. Zwraca uwagę na to, co intencjonalnie ignorujemy. Fotograf robi zdjęcia przechodniom z zaskoczenia, wtedy, gdy są najbardziej nieświadomi i bezbronni. Zdjęcia są niepozowane i autentyczne. Słynie z kontrastowych, czarno białych zdjęć wykonywanych z mocną, oślepiającą lampą błyskową, choć w jego twórczości możemy napotkać także kolorowe fotografie.
„Znany jestem z robienia zdjęć bardzo blisko, a im starszy się staję, tym bardziej zbliżam się do obiektu".
Fotograf pozwala odbiorcy na wolną interpretację jego prac, niczego nie narzuca. Zdjęcia pobudzają wyobraźnię. Sprawiają, że w głowie odbiorcy pisze się własna historia dotycząca fotografii. Widz kreuje istnienie bohaterów zdjęć. Zastanawia się kim są, gdzie pracują, co robią w wolnym czasie, jakie mają problemy i traumy.
„Kiedy ludzie patrzą na moje fotografie, nie chcę im mówić, co znajduje się na obrazie. Chcę, żeby sami się przyjrzeli i stworzyli swoją własną historię”.
Twarze portretowane przez Gilda są pełne emocji. Nie znajdziemy w nich kanonicznego piękna. Zapadnięte oczy, zmarszczki, blizny, krzywe zęby, tatuaże. Wszystkie te elementy budują charakter i historię człowieka. Jego celem jest artystyczne wskazanie na ludzi ignorowanych, marginalizowanych, odtrącanych w życiu codziennym. Patrząc na dynamiczne, spontanicznie uchwycone kadry, mamy poczucie bycia w środku akcji, jakbyśmy byli w tłumie przeciskających się przechodniów. Towarzyszy uczucie przytłoczenia, tak, jakby osoby ze zdjęć fizycznie napierały na widza i naruszały jego strefę prywatną.

Cherry Blossom

Bruce Gilden po raz pierwszy odwiedził Japonię w 1995 roku. Podczas podróży z Tokyo do Osaki odkrył to, co znane tylko mieszkańcom. Swoim niepowtarzalnym stylem uchwycił ciemną stronę kraju, który od zawsze go fascynował. Każde zdjęcie przedstawia bliskie i pełne mocy spotkanie odczarowujące mit o kwitnącej wiśni, porcelanowych gejszach i wzorzystych kimonach, o Japonii jako krainie mlekiem i miodem płynącej. Odkrywa brutalną rzeczywistość, z jaką mierzą się mieszkańcy tego miejsca. Rzeczywistością przemocy, gangsterów, bezdomnych i wyrzutków.

The Circuit

Zdeterminowany, by odkryć kulisy życia tej niedostępnej i często budzącej strach społeczności motocyklistów, Bruce wyruszył w społeczną trasę MC „Circuit”, niestrudzenie fotografując w Nowym Jorku i poza nim wydarzenia, w których uczestniczy grupa. Pod koniec lata, Bikers znaleźli dla Bruce’a przydomek – nazywali go „Wszędzie”. Teraz, gdy regularnie pojawia się na torze i ma wielu dobrych przyjaciół w społeczności, nazwa ta została zmieniona na „OG” lub po prostu „Bro”. Seria zdjęć odchodzi od dobrze już nam znanej czerni i bieli, pokazując prawdę koloru i zabierając fragment domysłu, któremu odbiorca musiał się poddać wyobrażając sobie, jakie barwy towarzyszyły danemu zdjęciu.
tekst: Basia Kaźmierczak
FacebookInstagramTikTokX