Banksy, anonimowy artysta z Wielkiej Brytanii, kolejny raz udowodnił, jak ważne jest dla niego to, co tworzy, a nie to, kim jest dla świata sztuki. Chodzi o roszczenia artysty wobec firmy produkującej kartki z życzeniami, która wykorzystała jedną z jego kultowych grafik sprzed 15 lat, „Flower Bomber” w Betlejem. Sprawa zakończyła się fiaskiem, ponieważ Banksy nie zgodził się na ujawnienie swojej tożsamości. W rezultacie Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej wydał oświadczenie, że artysta nie ma praw do obrazu.
Zagadka świata sztuki ulicznej
Chociaż artysta zawsze powtarzał, że „prawa autorskie są dla przegranych”, a swoich prac nigdy nie podpisywał prawdziwym imieniem, to nigdy nie tolerował drukowania własnych dzieł na kubkach czy zeszytach. Prawnicy współpracujący z Banksym już w 2014 roku zaczęli ubiegać się o prawa autorskie w celu ochrony grafik przed ich niechcianym wykorzystywaniem. Artysta zaczął również zamieszczać znak towarowy na swoich pracach, lecz i to okazało się bezskuteczne, ponieważ znak nie służył sygnowaniu produktu ani sprzedawaniu usług czy towarów, ale hamowaniu dostępu do dzieła. Filozofia artysty, choć miała być antykapitalistyczna, okazała się utopijna.
Co dalej z Banksym?
Podczas wygłaszania opinii w sprawie praw autorskich sędzia przyznał:
Aaron Wood, prawnik współpracujący z firmą Blaser Mills, który reprezentował drugą stronę procesu, powiedział, że orzeczenie sądu może oznaczać kolejne problemy dla artysty.
Chociaż graffiti stanowi alternatywną wersję sztuki ulicznej, pozbawioną zahamowań, wspomniana sytuacja tylko dowodzi, że oddolne inicjatywy i tak zostają blokowane przez urzędowe procedury. Jaka będzie odpowiedź Banksy’ego?
/tekst: Martyna Małysiak/


