Czuję się naprawdę dobrze, wszystko się układa, właściwie nie mam na co narzekać.
Zanim skupimy się na muzyce, pragnę zauważyć, że alt-J niejednokrotnie gościło w Polsce. Dwa razy wystąpiliście w Gdyni na Open’er Festival, zawitaliście do Krakowa, by uświetnić line-up Kraków Live Festival, a także do Warszawy na klubowe występy. Do Polski ponownie wracacie już w sierpniu, cieszycie się? Z każdym kolejnym przyjazdem do Polski utwierdzamy się w przekonaniu, że to świetne doświadczenie. Zawsze spotykamy się z ciepłym przyjęciem. Zagrane u was koncerty były naprawdę piękne, ponieważ nasi polscy fani są jedyni w swoim rodzaju – ich energia zawsze sprawia, że chce nam się bardziej, lepiej, mocniej. Nie ukrywam też, że kocham polskie jedzenie, dlatego nadchodząca wizyta jeszcze bardziej mnie ekscytuje.
Co jest twoim ulubionym przysmakiem?
Nie mogę zapomnieć smaku gołąbków i mięsa wprost rozpływającego się w ustach. Na podium stoją jednak pierogi, to chyba się nie zmieni. Nie liczy się rodzaj, jestem w stanie pokochać wszystkie kombinacje.
To prawda, mamy ich wiele! Powiedziałeś, że polscy fani są „jedyni w swoim rodzaju”. Jak ludzie reagują na waszą muzykę?
To zależy od utworu, który akurat gramy. Zawsze staramy się rozwarstwiać nasze koncerty, strukturyzować je, aby były niejednolite. Gdy na początku gramy żywsze kawałki, takie jak „Breezeblocks”, „Left Hand Free” czy chociażby „Hard Drive Gold” z najnowszego albumu „The Dream”, czujemy, że rozpaliliśmy publikę, by następnie w środku show pozwolić jej przymknąć oczy, rozluźnić się i wewnętrznie poczuć piękno muzyki. Uwielbiam obserwować ze sceny, jak fani zatracają się w dźwiękach i skupiają się na ich odprężającym aspekcie. Publiczność daje nam siłę, niewiarygodną moc możliwą do pozyskania jedynie podczas grania na żywo.
Słuchając waszej muzyki, wyczuwam w niej ból i wiele ponurych, wręcz dramatycznych emocji. Pomimo to w niemal każdym kawałku można dostrzec iskrę nadziei. Zastanawiam się, czy to tylko moja interpretacja, czy może zależy wam, aby na koniec dnia dać fanom trochę światła?
Zawsze staramy się, aby nasza muzyka reprezentowała zbawienną jakość. Taką, która podtrzymuje na duchu. Niektórzy odbiorcy uważają, że nasze teksty i muzyka są ponure. Jak najbardziej ich rozumiem i zgadzam się z tym poglądem, ale równocześnie wydaje mi się, że muzyka, która wspiera człowieczeństwo, a także posiadanie nadziei, są niezwykle wartościowe. Właśnie w ten sposób staramy się kreować nasze dźwięki. Przykładowo w piosence „Taro” przedstawiamy historię tragicznej miłości dwojga ludzi – pierwszej fotoreporterki wojennej i jej życiowego partnera, również fotoreportera, którzy zginęli, robiąc to, co kochali. To utwór opowiadający o sile wiecznej miłości. Nie skupia się na tragicznej śmierci, lecz wynosi na piedestał piękno prawdziwego uczucia. Taka właśnie jest nasza muzyka. Pomimo podejmowania niekiedy ciężkich, ostatecznych kwestii, zawsze staramy się podkreślić istotę nawet najdrobniejszego światełka w tunelu. Pragniemy pozwolić słuchaczowi odkryć jego własny promyk nadziei, co niekiedy wymaga czasu.
Warto ten „promyk” odkryć w swoim czasie, coś o tym wiem. Moim ulubionym utworem z waszego katalogu jest bezsprzecznie „Losing My Mind” z albumu „The Dream”. Wierzę, że każdy interpretuje piosenki po swojemu, ale pomimo bólu w głosie Joego wyczuwam tam optymistyczny powiew.
Totalnie się z tym zgadzam. Czuję, że jest coś oczyszczającego w pozwoleniu sobie na bycie smutnym. Poczucie beznadziei przychodzi i odchodzi, czasem musimy wykąpać się w złych emocjach, żeby potem się osuszyć, wyjść z nich świeżo i niewzruszenie. Podobnie jest z tak zwanym „dobrym płaczem”, który udowadnia, że potrzebujemy czasem dać upust emocjom, by iść dalej. Nie ma w tym nic złego.
Powracając do procesu tworzenia albumu… Czy alt-J dba o umiejscowienie kawałków na krążku? Chcecie przekazywać historię, którą można poprawnie odczytać, słuchając waszych płyt jedynie od góry do dołu?
Proces składania albumu w całość zawsze jest ekscytujący, szczególnie w przypadku winyli, kiedy musimy dbać o spójność SIDE A oraz SIDE B. Jednocześnie wydaje mi się, że kolejność utworów na naszych płytach mogłaby być dowolna, niekoniecznie skrupulatnie ułożona. Możliwe, że piosenki inaczej ułożone brzmiałyby inaczej, może nawet lepiej… Z pewnością jako grupa zawsze zgadzamy się z utworem otwierającym projekt. Nigdy nie pokłóciliśmy się o pierwszą piosenkę. Osobiście z kolei od zawsze jestem fanem ósmego utworu na krążkach, dlatego podczas tworzenia tracklisty każdorazowo podkreślam, że ósemka musi stać się domem dla świetnego numeru.
Dlaczego zwracasz uwagę akurat na ósmy numer?
Nie wiem, skąd to się wzięło. Wydaje mi się, że ma to związek z moim dzieciństwem. Kiedy jako dziecko słuchałem płyt CD, często w okolicach ósmej piosenki odczuwałem najpiękniejsze wibracje. Ósme utwory mają w sobie coś, co przypomina mi o słuchaniu pierwszych albumów, pierwszych ulubionych dźwięków. To dla mnie ważna kwestia. Mam nadzieję, że projekty alt-J zawsze będą miały przynajmniej osiem pozycji. Muszę przejrzeć swoją bibliotekę muzyczną, po czym wrócę do ciebie z całą listą moich ulubionych ósmych utworów! Jest ich mnóstwo!
Czekam z niecierpliwością! Idąc tropem kształtowania albumu, macie z założenia gotowy koncept krążka, jego brzmienie oraz przekaz, czy po nagraniu kilku utworów stwierdzacie: „Ok, chyba przez przypadek zrobiliśmy płytę”?
Nazwy albumu „The Dream” nie mieliśmy nawet po skończeniu prac nad płytą. Finalne decyzje zawsze podejmujemy na końcu. Płyta „The Dream” była już gotowa, zaś sam tytuł przyszedł do nas zupełnie niespodziewanie. Zainspirowaliśmy się dziełem Picassa i uświadomiliśmy sobie, że wszystkie utwory na krążku w jakimś stopniu są związane z marzeniami sennymi, snem jako takim, marzeniami, koszmarami, ale też „amerykańskim snem”. Mając już kilka piosenek, staramy się je zestawić i sprawdzamy, czy są w stanie komunikować się ze sobą, przedstawić spójną historię.
W „The Dream” tę historię znajdziemy, ale jak ją zinterpretujemy, to już zależy od naszych osobistych faz REM. Gus, widzimy się w sierpniu w Warszawie na Letniej Scenie Progresji. Czekam na listę ulubionych ósmych utworów!
Nie mogę się doczekać, do zobaczenia!
tekst: Bartłomiej Warowny