Albert Hofmann - guru psychodelii. „Dzień rowerowy” i początek badań nad LSD

11-01-20234 min czytania
Albert Hofmann - guru psychodelii. „Dzień rowerowy” i początek badań nad LSD
fot. Pexels
Doświadczenie poszerzonych stanów świadomości, poczucie jedności ze Wszechświatem i moc wyostrzonych zmysłów. Poczucie złudnego rozumienia rzeczywistości, niepohamowana wena twórcza i kolorowa „podróż”, która prowadzi do abstrakcyjnych wizji otaczającego nas świata. 117 lat temu na świat przyszedł Albert Hofmann – szwajcarski chemik i twórca najpopularniejszej substancji psychoaktywnej jaką jest LSD.

Odmienne stany świadomości

W stanie podobnym do snu, z oczami zamkniętymi, chłonąłem zmysłami nieprzerwany strumień fantastycznych obrazów i niezwykłych kształtów z mocną, kalejdoskopiczną grą kolorów opisywał swoje doznania Albert Hofmann.
Historia wynalezienia LSD miała swój początek w latach 40. XX wieku. Szwajcarski naukowiec, dr Albert Hofmann pracował wówczas nad wynalezieniem leku rozkurczowego dla rodzących kobiet. Liczne próby znalezienia właściwego panaceum okazały się przysłowiowym niewypałem, ale sam fakt poszukiwania odpowiedniego leku stał się przyczynkiem do niemalże przypadkowego wynalezienia LSD. Podczas resyntezy wynalezionej w 1938 r. substancji LSD-25 dr Albert Hofmann wchłonął niewielką ilość substancji, która wpędziła go w oniryczny stan odurzenia. „Nieprzerwany strumień fantastycznych obrazów i niezwykłych kształtów z mocną, kalejdoskopową grą kolorów” – tak badacz opisywał moment, w którym LSD zaczęło działać na jego organizm. Chwila oszołomienia i zaniepokojenia sprawiła, że Hofmann zdecydował się rozpocząć badania nad wpływem LSD na postrzeganie świata. Znany po dziś dzień „Bicycle Day” nawiązuje do psychodelicznej, rowerowej podróży do domu, w jaką wraz ze swoim asystentem wyruszył Hofmann po zażyciu 250 mikrogramów substancji. Ekstremalnie rozszerzone źrenice pokazały mu fantastyczny świat pozaziemskich doznań, a rowerowa przejażdżka stała się początkiem nowej ery.

„Drzwi percepcji” zostały otworzone

Gdyby udało się otworzyć drzwi percepcji, wszystko ukazałoby się człowiekowi takim, jakim jest – nieskończonym pisał na przełomie XVIII i XIX wieku poeta, William Blake.
Hofmann uważał, że udało mu się odkryć swoisty „lek dla duszy”. Badacz był przekonany, że LSD ma ogromy potencjał terapeutyczny i powinno być wykorzystywane w leczeniu zaburzeń psychicznych i bardziej zaawansowanych analiz działania ludzkiej świadomości. Z niepokojem patrzył jak jego opus magnum stało się jedynie środkiem wykorzystywanym przez wszelkie ruchy kontrkulturowe (z ruchem hippisowski na czele). Bardzo dotknął go międzynarodowy zakaz stosowania LSD i zepchnięcie prowadzonych przez lata badań do podziemia. Jak sam przyznawała – psychodelik, który trafił w niepowołane ręce mógł stać się niebezpieczny. I tak też się stało. Moda na LSD opanowała całe Stany Zjednoczone, a narkotyk stał się najpopularniejszym źródłem rozrywki i próby ucieczki od trudów codziennego życia. Tripy pod wpływem LSD, często kończyły się śmiercią i postępującym załamaniem nerwowym. Bezrefleksyjnie zażywany magiczny lek na depresję przyniósł odwrotny efekt – doprowadził część ludzi do schizofrenii, prób samobójczych i przede wszystkim – silnego uzależnienia od ucieczki w alternatywny świat niekończących się doznań, w czasie których jednostki były całkowicie pozbawione zdolności do racjonalnego myślenia.

„Włącz się, dostrój, odleć"

W latach 60. LSD stało się symbolem kontrkultury. Allen Ginsberg („Skowyt"), Jim Morrison (The Doors), Ken Kesey („Lot nad kukułczym gniazdem") i guru ruchu hippisowskiego – Timothy Leary – wszystkie te postacie łączyło jedno – bezgraniczna chęć poszerzenia własnej świadomości za pomocą substancji psychoaktywnej, jaką jest LSD. Niepohamowana ekspresja i ciężka do odgadnięcia symbolika wypełniały dzieła artystów, którzy tworzyli pod wpływem wizji ujrzanych na psychodelicznym tripie. Ulotność wizuali uchwycona w utworze The Beatles „Lucy in the Sky With Diamonds" idealnie, po dziś dzień oddaje ducha psychodelicznych lat 60.. Ucieczka od sztywnych ram konwencji, wzmożona wena twórcza i inspirujące wizje, które motywowały do działań artystycznych. Jedno jest pewne: psychodelik (na czele z LSD) odcisnęły trwałe piętno na światowej kulturze.

Cała nadzieja w psychodelikach?

Przypadkowy eksperyment Alberta Hofmanna rozpoczął erę czasu „niesamowicie pobudzonej wyobraźni”, która trwa do dziś. W 2007 roku tuż przed śmiercią badacza spełniło się jego marzenie o wznowieniu eksperymentów klinicznych, które rozpoczęły dyskusję na temat prozdrowotnych właściwości substancji psychodelicznej, jaką jest LSD. Najnowsze badania mówiące o wykorzystywaniu LSD do celów medycznych przybierają na sile i stają się ważnym punktem zwrotnym w leczeniu m.in. depresji i schizofrenii. LSD oddziałuje na kilka receptorów mózgowych powiązanych z wydzielaniem dopaminy i serotoniny (hormonów przyjemności i nagrody). Badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Zurichu podkreślają fakt, iż odpowiednio podane LSD ma szansę złagodzić stany sprzyjające myślom autodestrukcyjnym i próbom samobójczym. Czy narkotyk ma szansę stać się „antydepresantem 2.0"? Takie nadzieje płyną z eksperymentalnych badań University of California, podczas których badano wpływ m.in. LSD na zdolności regeneracyjne ludzkich komórek nerwowych. Substancja miała długofalowo pobudzać aktywność neuroprzekaźników i wzmacniać mózgowe sieci dendrytów, co realnie przyczynia się do większej stabilizacji nastroju i redukcji odczuwanego lęku.
Coraz to nowsze badania nad substancjami psychoaktywnymi są ciekawym i ważnym krokiem w leczeniu zaburzeń psychicznych. Warto jednak pamiętać, że niekontrolowany przez lekarza trip może zakończyć się pogorszeniem naszego stanu zdrowia, a leczenie wszelkich kryzysów psychicznych (zwłaszcza substancjami nowymi dla naszego organizmu) powinno odbywać się po ścisłym nadzorem lekarza psychiatry.
tekst: Michalina Szczęsna, źródło: Cell Reports, focus.pl
FacebookInstagramTikTokX