Choć świat ultraortodoksyjnych żydów może wydawać się tematyką mało porywającą, „Shtisel” jest serialem kipiącym emocjami i namiętnościami. Wszystko dzięki twórcom, którzy przedstawiają losy bohaterów w sposób subtelny, uciekając od krytyki i oceniania. Do domu mieszkającej w Jerozolimie czteropokoleniowej rodziny Shtiselów zostajemy wprowadzeni bez żadnego przygotowania, w naturalny sposób. Mimo że możemy nie rozumieć pewnych obrzędów i zachowań, cała reszta powinna być nam dobrze znana. Członkowie rodziny kłócą się, by wreszcie się godzić i… znowu się pokłócić. Religia raz jest pomocnym, stabilizującym życie filarem, innym razem przeszkadza w realizowaniu swoich marzeń. Opinia sąsiadów bywa równie ważna, co religijne zasady. Cały serial jest prostą i jednocześnie przekonującą opowieścią o sprzecznościach. Akiva jest wierzącym i szanującym tradycję, początkującym rabinem, ale jego głowę zaprzątają też marzenia o zostaniu artystą. Chociaż jest w wieku, w którym powinien szykować się do ślubu z młodą kobietą, wybiera inną, którą trudno będzie zaakceptować jego rodzinie. Jego ojciec, Shulem, wdowiec i głowa rodziny, stara się prowadzić synów przez życie. Nie zawsze udaje mu się to bez manipulacji i kłamstewek; srogi i stanowczy, po cichu przeżywa śmierć żony. Równie barwną postacią jest matka Shulema, Malka. Żydówka poznaje świat kolorowych seriali, co niezbyt podoba się jej synowi, i często okazuje się najbardziej otwartą i tolerancyjną osobą w rodzinie [Mateusz Sidorek].