6 traumatycznych filmów, po obejrzeniu których nie będziemy tacy sami cz. 2

26-08-2025
Ładowanie...
6 traumatycznych filmów, po obejrzeniu których nie będziemy tacy sami cz. 2
fot. kadr z filmu „Ładunek 200”
Istnieją filmy, które naruszają komfort naszej codzienności, wkradają się pod skórę i zmieniają sposób, w jaki patrzymy na świat. To nie są produkcje rozrywkowe w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – to raczej obrazy, które operują traumą jako narzędziem transformacji.
Badania psychologiczne dowodzą, że traumatyczne doświadczenia mają zdolność głębokiego przeprogramowywania naszej psychiki. Mózg „czyta" je tak, jakby działy się w chwili obecnej, niezależnie od upływu czasu. Ten mechanizm neurobiologiczny sprawia, że pewne filmy mogą działać jak katalizatory przemian wewnętrznych, uruchamiając procesy, które wykraczają daleko poza granice ekranu.
Sześć filmów, które przedstawimy w tym artykule, nie zostało wybranych przypadkowo. Każdy z nich reprezentuje inny rodzaj traumy kinowej – od psychologicznego terroru po egzystencjalną rozpacz, od brutalnej przemocy po metafizyczny niepokój. To dzieła, które nie tyle pokazują traumę, co ją wywołują, operując specyficznymi środkami wyrazu, które czynią z widza aktywnego uczestnika trudnej podróży w głąb ludzkiego doświadczenia.
Uwaga – to kino boli!
1/6
„Funny Games” Michael Haneke
Reżyser stworzył dzieło, które nie zadowala się prostym przedstawieniem przemocy. Dwaj młodzi mężczyźni w białych rękawiczkach terroryzują rodzinę w ich letniej rezydencji, ale prawdziwa torturę rozgrywa się na poziomie metalingwistycznym. Haneke wielokrotnie łamie czwartą ścianę, a główny agresor Paul bezpośrednio zwraca się do kamery, mrugając do widzów i pytając o ich zakłady co do przeżycia ofiar. To najbardziej sadystyczny element filmu – gdy Anna wreszcie chwyta za broń i zabija jednego z napastników, Paul znajduje pilot i „przewija” film do tyłu, unieważniając jedyną chwilę katharsis, której widz desperacko oczekiwał. Haneke nie pozostawia miejsca na ukojenie. Dla widza nie ma momentu ulgi – film przewija się, a tortura trwa dalej, bez żadnej możliwości wytchnienia.
„Zabicie świętego jelenia” Yorgos Lanthimos
Film opowiada historię chirurga Stevena (Colin Farrell), którego życie komplikuje się po tym, jak nawiązuje znajomość z nastoletniem Martinem (Barry Keoghan), synem pacjenta, który zmarł na stole operacyjnym. Fabuła przybiera mroczny obrót, gdy Martin zaczyna domagać się od Stevena sprawiedliwości w formie starożytnej zasady „oko za oko” - chirurg musi zabić jednego ze swoich bliskich, aby odpokutować za śmierć ojca chłopaka. Film charakteryzuje się charakterystycznym dla Lanthimosa stylem – chłodną, wyobcowaną atmosferą, niepokojącymi dialogami i surrealistycznymi elementami narracji.
Obraz został nagrodzony za najlepszy scenariusz na Festiwalu Filmowym w Cannes i uznany za jedno z najbardziej niepokojących dzieł współczesnego kina artystycznego.
„Przełamując fale” Lars Von Trier
Bess McNeill, młoda Szkotka z purytańskiej społeczności kalwińskiej, wpada w spiralę samozdstrukcji, gdy jej sparaliżowany mąż Jan namawia ją do seksu z obcymi mężczyznami, obiecując, że każdy jej „upadek” poprawia jego stan zdrowia. Von Trier nie pozwala widzowi na wygodną interpretację – czy mamy do czynienia z chorobą psychiczną, czy z autentyczną świętością? Bess naprawdę wierzy, że rozmawia z Bogiem, a jej kolejne poświęcenia traktuje jako boskie wezwania. Film wyzyskuje chrześcijańską symbolikę z sadystyczną konsekwencją, zmuszając widza do obserwowania kobiety, która metodycznie niszczy siebie w imię miłości – a może obsesji. Emily Watson, według słów reżysera przypominająca mu Jezusa swoją bezbronnością, tworzy postać tak autentyczną w swojej martyrologii, że jej cierpienie staje się nie do zniesienia. To kino, które wykorzystuje wiarę jako narzędzie tortur – nie tylko bohaterki, ale przede wszystkim widzów zmuszonych do bycia świadkami tej duchowej agonii.
„Plac Zbawiciela” Krzysztof Krauze i Joanna Kos-Krauze
Film małżeństwa Krauze działa jak powolna tortura społecznego upadku. Młode małżeństwo z dwójką dzieci traci wszystkie oszczędności przez bankructwo dewelopera i zostaje uwięzione w ciasnym mieszkaniu z despotyczną matką męża. Krauze operuje tu traumą codziennej katastrofy – nie ma tu spektakularnych zbrodni ani wyrafinowanej przemocy, tylko bezlitosną analizę tego, jak spirala niepowodzeń i tchórzostwa prowadzi zwyczajną rodzinę do tragedii. Reżyserzy zastosowali reporterski, dokumentalny styl narracji – długie ujęcia w ciasnych wnętrzach, naturalistyczne dialogi improwizowane przez aktorów, brak „grania pod kamerę” – co czyni widza świadkiem rozpadu, jakby podglądał prawdziwą rodzinną gehennę przez dziurkę od klucza. Beata (Jowita Budnik) staje się kozłem ofiarnym dla frustracji całej rodziny, systematycznie niszczona przez teściową i własnego męża, który umywa ręce od odpowiedzialności. To kino traumy transformacyjnej – obraz Polski, w której „liczy się tylko siła, a nie szanuje słabszych”, jak mówił sam Krauze. Film oferuje katharsis bezlitosną obserwację mechanizmów społecznej degeneracji, które mogą dosięgnąć każdego z nas.
„Requiem for a Dream” Darren Aronofsky
Aronofsky stworzył kinowy koszmar, który operuje traumą uzależnienia tak precyzyjnie, że odczuwamy jego skutki na własnej niemal skórze. Film śledzi czworo bohaterów – Sarę, starzejącą się wdowę uzależnioną od tabletek odchudzających, jej syna Harry'ego, dziewczynę Marion i przyjaciela Tyrone'a pogrążających się w heroinie – wykorzystując ponad 2000 cięć montażowych w 100-minutowym filmie, podczas gdy przeciętny obraz ma ich 600-700.
Reżyser używa techniki SnorriCam – kamery przypiętej do ciała aktora – by zmuszać widza do doświadczania dezorientacji i depersonalizacji bohaterów, a także skrajnych zbliżeń na źrenice, zastrzyki i pigułki wypełniające cały ekran. To nie jest film o narkotykach – to film-narkotyk, który sam uzależnia widza od coraz intensywniejszych bodźców wizualnych.
„Ładunek 200” Aleksiej Bałabanow
Bałabanow stworzył rosyjski koszmar schyłkowego ZSRR, który operuje traumą systemowego zgnicia z brutalną szczerością. Akcja rozgrywa się w 1984 roku, w kulminacyjnym momencie wojny afgańskiej, a tytuł odnosi się do kodu używanego na oznaczenie cynkowych trumien, w których transportowano ciała poległych żołnierzy radzieckich. Film śledzi porwanie młodej Angeliki przez kapitana milicji Żurowa (Aleksiej Połujan), który przetrzymuje ją w mieszkaniu przy zwłokach jej zmarłego narzeczonego – żołnierza afgańskiego.
To obraz społeczeństwa, w którym funkcjonariusz państwowy nie obawia się żadnych konsekwencji ze względu na swoją pozycję – mrożący krew w żyłach portret bezkarności władzy. Bałabanow nie pozostawia miejsca na litość – tworzy klaustrofobiczną wizję chylącego się ku upadkowi imperium, gdzie przemoc, alkoholizm i moralna degeneracja stają się normą. To kinowe świadectwo rozpadu – obraz Rosji jako więzienia duszy, gdzie jedynym towarzystwem dla żywych są trupy.
FacebookInstagramTikTokX