10 utworów, które zmieniły życie wokalistki Natalii Przybysz

03-05-20201 min czytania
10 utworów, które zmieniły życie wokalistki Natalii Przybysz
Natalia Przybysz razem z siostrą Pauliną jako duet Sistars szturmem wzięły niegdyś polską scenę muzyczną, gdy ta bardzo potrzebowała nowych gwiazd. Dziewczyny rozkochały słuchaczy w swoich soulowych rytmach, a kolegów z branży zaintrygowały hip-hopowym zacięciem. Z czasem jednak każda zaczęła poszukiwać swojego własnego brzmienia i głosu. Natalia zwróciła się ku historii polskiej i światowej muzyki, wyjechała do Londynu i naładowana nową energią wróciła, by nagrać doskonale przyjęty anglojęzyczny album "Maupka Comes Home" oraz "Gram duszy". Później przyszedł czas na "Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin". W zeszłym roku artystka wypuściła nowy album zatytułowany "Jak malować ogień". Postanowiliśmy zapytać, jak wyglądała droga artystki, gdyby miała przełożyć ją na konkretne utwory mające wpływ na jej życie.
Sprawdźcie playlistę:
1/10
1. Hanka Ordonówna - Miłość ci wszystko wybaczy
- Pamiętam ją lekko i ciepło jak przez mgłę, jako najwcześniejszą piosenkę śpiewaną przez moją mamę przy akompaniamencie mojego taty. Mogłam mieć około 3 lat. Wiem, że rodzice nagrywali się na magnetofon z kasetami, a potem odsłuchiwaliśmy tego wspólnie wiele razy. W tle słychać mnie i Paulinę bawiące się w coś chyba związanego z akrobacją - mówi Natalia.
2. Amazing Grace
- Uwielbiam szczególnie wersję Hannibala Meansa. Hannibal nauczył mnie wszystkiego, co soulowe w śpiewaniu. Przyjeżdżał na warsztaty do Warszawy na zaproszenie Ewy Foley. Miałam 10 lat, kiedy zapytana przez niego o plany na życie z pełną odpowiedzialnością i świadomie odpowiedziałam, że chcę żyć ze śpiewania. Nie miałam jeszcze ani tych piersi ani tego tyłka, a dźwięki, które uczyłam się opanowywać, śpiewając "Amazing Grace", były ode mnie dużo większe. Miałam wrażenie, że głos Hannibala jest jak ogromny, ognisty smok, który wszystko pali i topi, a ja jestem jak małe wklęsłe piórko, bezwładne jak to z pierwszej sceny filmu "Forrest Gump".
3. Mahalia Jackson - Come Sunday
- Dzięki tej piosence odkrywałam, czym jest ciężar, balast, korzenie i nieskończoność. Mahalia, która jak mawiał Hannibal, "nie boi się być brzydką dla Boga", przypominała rzeźbę, gdy stała i wykonywała ten monumentalny, ponad dziesięciominutowy song Duke'a Ellingtona. Jako dziecko na pierwszym disc manie potrafiłam godzinami słuchać magicznego nagrania. Lata później udało mi się nagrać ten utwór z Marcinem Maseckim na fortepianie. Musiałam wtedy zjeść dobry obiad, żeby mnie nie zdmuchnęło, żeby mieć ten ciężar. Z Mahalią jest tak, że ona jest boginką, jedną z panteonu, jakby siostra hinduistycznej Kali w muzyce Spirituals. Wyjątkowa jest piosenka śpiewana przez Staszka Soykę, "Epitafium dla Mahalii Jackson" z tekstem Kofty: "Módlcie się wolni i biali do świętej, czarnej Mahalii, Módlcie się póki czas".
4. Billie Holiday - Strange Fruit
- Podobno wokaliści dzielą się na tych, którzy kochają Billie, i tych, którzy wolą Ellę. W moim muzycznym organizmie Stonesi i Beatlesi się nie wykluczają, tak samo te dwie kobiety współistnieją i towarzyszą mi od zawsze. Billie uczy bliskości, intymności i czułości dla prawdy. Jej życiorys zmusza mnie do pokory i wdzięczności za to, gdzie jestem i co mam. Jest wokalnie małym ptaszkiem opowiadającym o kataklizmach. Ta strategia zmusza do wpuszczenia jej głęboko do serca, gdzie robi z człowiekiem co tylko chce. Ten mały głosik (który w ślad za Billie wyhodowała Erykah Badu) mówi delikatnie, ale bardzo, bardzo blisko - najbliżej.
5. Lauryn Hill - Ex-Factor
- Och, co to był za obłęd z płytą "Misseducation of Lauryn Hill". Znałam na pamięć każdy melizmat i słowo - nawet te fragmenty rapowane. Razem z moją siostrą musiałyśmy kupić ją ze trzy razy, bo się jakby zużywała każda CD. "Ex-Factor" miałyśmy ogarnięte na głosy i do dziś, jeśli jest jakieś jam session, kończymy z tym utworem. Lauryn ma w sobie wszystko. Głos, frazę, przekaz. Jest chłopakiem łobuzem i totalną księżniczką. Długo się z niej leczyłam, żeby w końcu śpiewać sobą, a nie nią. To jest wręcz temat na kozetkę u terapeuty.
6. Aretha Franklin - Day Dreaming
- Wybieram tę piosenkę z ogrodu Arethy, bo uważam, że to, jak jest wyprodukowana (pogłosy, mix, przestrzeń, aranżacja, chórki) jest najcudowniejsze i ponadczasowe. Aretha jest dla mnie Saraswati i Ganeshem jednocześnie. Jest jak Słodka Herbata z cytryną. Koi i pomaga wracać do domu. Ratowała mnie, gdy lekkomyślna podjęłam się śpiewania Janis. Uczy mnie uśmiechać się i ładować dużo nieskończonej mocy we frazy. Jest wtyczką do kosmosu. Jest lekiem na każde zło. Wystarczy ją sobie włączyć w domu i mija każda animozja czy chora ambicja. Uczy mnie Wdzięczności.
7. Jimi Hendrix - All Along The Watchtower
- To oczywiście utwór Boba Dylana, ale wybieram wersję Jimiego, jak zresztą podobno również Dylan. Dzięki Jimiemu pozwalam sobie być kolesiem. Podczas gdy muzycy kochają go za grę, ja jestem od zawsze uwiedziona jego śpiewaniem. Podobno sam nigdy nie wierzył, że dobrze to robi. Każdą frazę zaczyna napięciem i kończy totalnym luzem. Nigdy nie daje się spalić, ale też nigdy nie gaśnie. Jest to tak przyjemne i podniecające, jak oglądanie fal na brzegu oceanu.
8. Ella Fitzgerald & Neil Armstrong - A Foggy Day
- Jest cała masa standardów jazzowych, które grał nam tata. Uczyłyśmy się ich z Pauliną niemal na wyścigi. "A Foggy Day" należał do ulubionych. Ella i Louis oraz kolejna ich wspólna płyta, "Ella And Louis Again" to jak odwiedziny dziadków w dużym pokoju. Trzeba mieć to w domu. Mam taką fantazję, że Ella to moja trzecia babcia, która rozpieszcza, tuczy i okrywa kocykiem. Bezgraniczny nieboskłon miłości - tym jest głos Elli. Zawsze, gdy sama śpiewam, przez moment myślę o odbiorcach jak o głodnych wnuczkach, starając się dać im coś tak, jak mnie nauczyła babcia Ella.
9. Nina Simone - Four Women
- Dużo piosenek Niny nauczył nas Hannibal. Miał szczęście być protegowanym Niny w kilku z jej tras koncertowych. Opowiadał nam o religijnym transie, w jaki wprowadzały jej piosenki, takie jak "Sinnerman". Opowiadał i uczył tych magicznych piosenek. Nina była Królem i Królową, medium i kapłanką. Ten utwór jest terapeutyczny na poziomie karmicznym i porusza energię wielu wcieleń wstecz. Móc głośno wykrzyczeć swoje imię i opowiedzieć swoją historię to dla niektórych kobiet oznacza żyć.
10. Meshell Ndegeocello - May This Be Love
- To jest piosenka Jimiego. Jednak ta wersja Meshell z płyty "Bitter" jest wieczna. To przy tej płycie w liceum odkrywałam długie czasy w staniu na głowie i nowe przestrzenie w ciele podczas samodzielnych sesji jogowych w moim pokoju. Kocham azjatyckość smyczków w tym aranżu. Widzę tam wodospad i to się nigdy nie zmieni. A Meshell to olbrzymi, osobny rozdział i lekcja o tożsamości. O yin i yang każdego człowieka, o głosie, o opowiadaniu historii, o byciu nago i o szukaniu przyjemności.
FacebookInstagramTikTokX