Być może nie trzeba by było o tym pisać i skrupulatnie odnotowywać kolejnych wyników Zimnej wojny, gdyby nie kuriozalne, zmanipulowane publikacje w niektórych mediach, wieszczące porażkę finansową filmu w kinach.
Po szóstym weekendzie na ekranach Zimna wojna Pawła Pawlikowskiego osiągnęła wynik rzadki w przypadku artystycznych polskich produkcji. Do tej pory zobaczyło ją dokładnie 641 330 widzów. To więcej niż wynik uzyskany na polskich ekranach przez disneyowski blockbuster Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. Zimna wojna dobrze radzi sobie w zestawieniu największych polskich sukcesów frekwencyjnych i zajmuje miejsce w TOP 5 tegorocznego box office.
Zaczęło się od artykułu Tomasza Molgi "Szykuje się finansowa klapa filmu Zimna Wojna. Może nie zarobić nawet na państwową dotację" na Wirtualnej Polsce, opublikowanego pod koniec czerwca. Autor we wstępie napisał, że mimo entuzjastycznych recenzji, lauru w Cannes i szeroko zakrojonej promocji w mediach, "Zimną wojnę" w pierwszy premierowy weekend zobaczyło zaledwie 85 tysięcy widzów (pomijając przy tym fakt, że wraz z pokazami przedpremierowymi liczba widzów to dokładnie 123 023).
Do pieca dołożyła Gazeta.pl, która dwa dni później opublikowała podpisany inicjałami KS tekst: "Zimna wojna zostanie wycofana z kin? Filmowi grozi finansowa porażka". Pod tym szukającym taniej sensacji, clickbaitowym tytułem, kryły się cytaty z artykułu z WP i wydumane porównanie - "Botoks'' Patryka Vegi odnotował znacznie wyższe wyniki - w ciągu 3 pierwszych dni obejrzało go 711 tysięcy widzów". To tak, jakby porównywać klip sióstr Godlewskich "Biało-czerwone", który w 3 dni miał 1 mln wyświetleń na YouTubie do wyników dowolnego polskiego artysty alternatywnego, nagradzanego i cenionego przez krytykę.
Na tego rodzaju publikacje zareagował polski dystrybutor, Kino Świat, w specjalnym oświadczeniu, na naszej stronie również pojawiła się polemika z tezami artykułu z Wirtualnej Polski.
Polski rynek to dopiero początek podboju świata przez Zimną wojnę. Amazon, amerykański dystrybutor filmu, już jakiś czas temu zapowiedział, że premiera dzieła Pawlikowskiego za oceanem odbędzie się pod koniec grudnia – to właśnie w tym czasie do kin w USA wchodzą tytuły, które uchodzą za oscarowe pewniaki. W opublikowanym na portalu The Playlist rankingu faworytów do Nagród Akademii Zimna wojna znalazła się we wszystkich czołowych kategoriach: najlepsza reżyseria, najlepszy film nieanglojęzyczny, najlepsza aktorka (Joanna Kulig), a nawet najlepszy film. Jeżeli te przypuszczenia się sprawdzą i dzieło będzie nominowane w głównych kategoriach, to byłby to jeden z niewielu takich przypadków w historii Oscarów.
